Filip Chajzer i jego żona Bianka opublikowali drugi odcinek wspólnego podcastu i od razu uderzyli w temat, który od dni przewijał się w komentarzach internautów. Już na początku padło słowo „rozwód”, choć szybko okazało się, że był to gorzki żart prezentera. Para odpowiedziała na falę hejtu po pierwszym nagraniu i przyznała, że wielu osobom najwyraźniej sprawiłoby radość, gdyby ich małżeństwo rozpadło się zaraz po ślubie.
Filip i Bianka Chajzerowie znów zabrali głos.
Po pierwszym wspólnym podcaście, który w polskim internecie wywołał prawdziwą lawinę komentarzy, para postanowiła nie znikać i nie przeczekiwać burzy w ciszy.

1 października opublikowali drugi odcinek, w którym zmierzyli się z pytaniami internautów i reakcjami, jakie spadły na nich po premierze pierwszej rozmowy.
A tych reakcji było mnóstwo.
Związek 41-letniego Filipa Chajzera i 20-letniej Bianki od początku wzbudza skrajne emocje.
Para pobrała się we wrześniu w Krakowie, a różnica wieku natychmiast stała się jednym z najczęściej komentowanych wątków.
Nowożeńcy próbowali opowiedzieć własną historię i uciąć spekulacje, publikując ponadgodzinną rozmowę.
Efekt okazał się jednak zupełnie inny, niż mogli zakładać.
Zamiast spokojnego zamknięcia plotek pojawił się viral.
I to taki, który przez ponad tydzień żył własnym życiem.
Internauci zaczęli analizować każde zdanie, gest i spojrzenie.
W sieci pojawiły się cytaty, parodie, komentarze i złośliwe interpretacje.
Wielu odbiorców zarzucało Filipowi, że zdominował całe nagranie, mówił za dużo i prowadził rozmowę w sposób, który bardziej przypominał przepytywanie niż partnerski dialog.
Bianka była przez część komentujących przedstawiana jako osoba postawiona w niezręcznej sytuacji.
Z kolei sam Chajzer stał się głównym bohaterem memów.
Jednym z najgłośniejszych fragmentów pierwszego podcastu była rozmowa o szwedzkiej „pizzy z kebabem”.
Ten wątek błyskawicznie wymknął się spod kontroli i zaczął funkcjonować jako osobny internetowy żart.
Parodiowali go aktorzy.
Podchwytywały go duże marki handlowe.
Internauci powtarzali dialogi, przerabiali je i wykorzystywali do kolejnych komentarzy na temat małżeństwa Chajzerów.
Nowożeńcy bardzo szybko stali się bohaterami nie tylko plotek, ale też masowej internetowej zabawy.
Problem w tym, że za żartami przyszła również fala nienawiści.
I właśnie do tego Filip i Bianka postanowili odnieść się w drugim odcinku podcastu.
Od samego początku było jasne, że para nie zamierza udawać, iż nic się nie stało.
Filip Chajzer rozpoczął rozmowę mocnym, ironicznym zdaniem.
„Dzisiaj będzie rozwód” — ogłosił.
Bianka natychmiast odpowiedziała: „Ale tego nie było w scenariuszu”.
Ten krótki dialog wyraźnie nawiązywał do tego, czego część internautów miała życzyć ich relacji.
Chajzer szybko wyjaśnił, że nie chodzi o prawdziwe ogłoszenie rozpadu małżeństwa, lecz o gorzką refleksję nad tym, co działo się w komentarzach.

„Nie, ale tego najbardziej by chciał tłum. Tego by chciała masa i gdybyśmy mieli słuchać masy, no to tak musielibyśmy zrobić, żeby ci ludzie byli szczęśliwi” — powiedział.
Bianka tylko krótko potwierdziła: „Niestety tak”.
To był jeden z najmocniejszych momentów nagrania.
Para dała do zrozumienia, że widzi komentarze, w których ludzie nie tylko kpią z ich relacji, ale wręcz czekają na jej szybki koniec.
Dla Filipa Chajzera szczególnie niezrozumiałe jest to, że ktoś może życzyć obcym ludziom rozwodu.
Nie chodzi już o zwykłą krytykę podcastu.
Nie chodzi nawet o żarty z niezręcznych fragmentów rozmowy.
Chodzi o przekroczenie granicy, w której internetowa publiczność zaczyna kibicować rozpadowi czyjegoś małżeństwa.
Prezenter mówił o tym wprost.
„Powiem ci szczerze, że nie mam pojęcia, jaką siłę musiałbym znaleźć w sobie, żeby życzyć komuś źle, żeby życzyć komuś rozwodu” — przyznał.
Te słowa pokazują, że Chajzer odebrał reakcje internautów bardzo osobiście.
Nie próbował udawać, że fala komentarzy całkowicie po nim spłynęła.
Zamiast tego pokazał, że widzi w tym coś znacznie większego niż krytykę jego stylu prowadzenia rozmowy.
Według niego część osób w internecie czerpie satysfakcję z czyjegoś potknięcia, napięcia czy prywatnego kryzysu.
Filip i Bianka uznali całe zamieszanie za rodzaj testu społecznego.
Tyle że — jak stwierdził Chajzer — test nie został przeprowadzony przez nich na samych sobie, ale na społeczeństwie.
„Jeśli ktoś dzięki nam poczuł się lepiej, poczuł się lepszy, jeśli lepiej poszedł spać, pisząc te ohydne rzeczy, które napisał, no to cieszymy się, że mogliśmy jakoś pomóc. Okazało się, że rzeczywiście jest to eksperyment społeczny, ale, jak widać, przeprowadzony na społeczeństwie” — podsumował.
W tej wypowiedzi słychać ironię, ale też zmęczenie.
Chajzer nie ukrywa, że komentarze były ostre i bolesne.
Jednocześnie próbuje odwrócić całą sytuację.
Zamiast tłumaczyć się z każdego fragmentu pierwszego podcastu, sugeruje, że to reakcje ludzi więcej mówią o nich samych niż o jego małżeństwie.
To ryzykowna strategia.
Bo część internautów może uznać, że prezenter ponownie próbuje kontrolować narrację i przedstawiać się w roli osoby atakowanej przez tłum.
Inni mogą jednak zobaczyć w jego słowach autentyczną frustrację człowieka, który nie rozumie, dlaczego obcy ludzie tak chętnie życzą komuś rozpadu rodziny.
Pierwszy podcast miał być próbą opowiedzenia historii związku Filipa i Bianki.
Zamiast tego stał się materiałem do analiz, memów i drwin.
Komentowano różnicę wieku.
Komentowano sposób rozmowy.
Komentowano atmosferę w studiu.
Komentowano to, czy para naprawdę brzmi naturalnie.
Wielu widzów odebrało nagranie jako sztuczne i niezręczne.
Pojawiały się nawet złośliwe głosy, że nowożeńcy nagrali podcast po to, by wreszcie się poznać.
To zdanie szczególnie mocno rozeszło się po sieci, bo idealnie pasowało do nastroju internetowej kpiny.
Drugi odcinek miał więc trudne zadanie.
Filip i Bianka musieli zdecydować, czy będą dalej brnąć w otwartą rozmowę, czy spróbują zmienić ton.
Wybrali konfrontację.
Nie udawali, że nie widzą komentarzy.
Nie próbowali zaczynać od lekkich tematów.
Od razu weszli w najcięższy wątek, czyli oczekiwanie części publiczności na ich rozwód.
Samo użycie tego słowa na początku nagrania było mocnym ruchem.
Z jednej strony przyciąga uwagę.
Z drugiej pokazuje, że para chce rozbroić temat, zanim zrobią to inni.
Bianka w tej rozmowie także nie próbowała zaprzeczać, że reakcje były trudne.
Jej krótkie „Niestety tak” przy słowach Filipa o oczekiwaniach tłumu było bardzo wymowne.
Nie potrzebowała długiego monologu, by pokazać, że także widzi skalę niechęci.
W ich drugim nagraniu chodziło więc nie tylko o odpowiedzi na pytania internautów.
Chodziło o pokazanie, że mimo kpin i komentarzy nadal są razem i nie zamierzają rozpadać się na życzenie publiczności.
To szczególnie mocne w kontekście ich świeżego małżeństwa.
Ślub odbył się zaledwie kilka dni przed pierwszym podcastem.
Zamiast spokojnego początku wspólnego życia, od razu trafili w sam środek internetowej burzy.
Ich relacja została rozłożona na czynniki pierwsze przez ludzi, którzy znają ją wyłącznie z nagrań, zdjęć i medialnych doniesień.
Każdy gest stał się dowodem.
Każde słowo interpretacją.
Każda niezręczność argumentem dla tych, którzy od początku nie wierzyli w ten związek.
Filip Chajzer ma za sobą lata funkcjonowania w mediach, więc wie, czym jest publiczna krytyka.
Ale tym razem chodzi nie tylko o jego osobę.
W centrum znalazła się także Bianka, która dopiero weszła w tak intensywny świat zainteresowania i ocen.
Ich małżeństwo zostało natychmiast zamienione w temat zbiorowej dyskusji.
Dla jednych zabawnej.
Dla innych oburzającej.
Dla nich — najwyraźniej bardzo obciążającej.

Chajzer w drugim odcinku próbował pokazać, że nie rozumie potrzeby życzenia ludziom źle.
To ważny punkt tej rozmowy.
Można krytykować podcast.
Można uważać, że był niezręczny.
Można śmiać się z dziwnych fragmentów.
Ale życzenie komuś rozwodu to już coś zupełnie innego.
Para właśnie tę granicę chciała nazwać.
Nie wiadomo, czy tym razem przekonają krytyków.
Internet po pierwszym odcinku był dla nich bezlitosny i trudno zakładać, że jedna rozmowa całkowicie zmieni nastawienie komentujących.
Wręcz przeciwnie.
Drugi odcinek może stać się kolejnym paliwem do dyskusji.
Bo im bardziej Chajzerowie odpowiadają, tym bardziej podtrzymują zainteresowanie.
Z drugiej strony milczenie również mogłoby zostać odczytane przeciwko nim.
Każdy ruch w takiej sytuacji niesie ryzyko.
Jeśli mówią — są komentowani.
Jeśli nie mówią — internauci dopisują własne wersje.
Filip i Bianka wybrali mówienie.
I to mówienie bardzo bezpośrednie.
Najpierw żart o rozwodzie.
Potem gorzki komentarz o tłumie.
Następnie refleksja o ludziach, którzy po napisaniu ohydnych rzeczy mogą poczuć się lepiej.
To nie jest neutralna obrona.
To mocna odpowiedź na falę nienawiści.
W tle nadal pozostaje pytanie, czy ich podcast rzeczywiście pomoże im odzyskać kontrolę nad narracją.
Pierwszy odcinek miał wyjaśnić wiele spraw, a zamiast tego tylko zwiększył zainteresowanie.
Drugi próbuje pokazać, że para nie zamierza spełniać oczekiwań tych, którzy chcieliby ich rozstania.
Ale im mocniej mówią o hejcie, tym mocniej sami stają się częścią internetowego spektaklu.
Chajzer nazwał sytuację eksperymentem społecznym.
I trudno nie zauważyć, że rzeczywiście coś tu zostało odsłonięte.
Nie tylko mechanizmy działania celebryckiej relacji w sieci.
Nie tylko ciekawość wobec dużej różnicy wieku.
Nie tylko łatwość tworzenia memów.
Także skłonność wielu osób do przekraczania granic, gdy komentują cudze życie prywatne.
Dla Filipa i Bianki to oczywiście nie jest abstrakcyjna obserwacja.
To ich małżeństwo stało się obiektem żartów, ocen i życzeń rozwodu.
Dlatego ich reakcja była tak emocjonalna.
Na początku drugiego odcinka postawili sprawę jasno: nie będzie rozwodu tylko dlatego, że ktoś w internecie miałby z tego satysfakcję.
Ten komunikat może nie zakończy kpin.
Może nawet je przedłuży.
Ale pokazuje, że para postanowiła mówić własnym głosem, nawet jeśli ten głos znów zostanie oceniony.
Filip Chajzer najwyraźniej ma dość sytuacji, w której ludzie traktują jego związek jak widowisko do komentowania bez żadnych hamulców.
Bianka także zdaje się rozumieć, że ich małżeństwo stało się dla wielu internautów tematem żartów i ataków.
W drugim odcinku pokazali, że wiedzą, co się o nich mówi.
I że nie zamierzają udawać, iż to nie boli.
Czy taka szczerość pomoże im uspokoić atmosferę?
Trudno powiedzieć.
W świecie internetu każda wypowiedź może zostać pocięta na kolejne cytaty, wyrwana z kontekstu i przerobiona na mem.
Chajzerowie już się o tym przekonali.
Ale tym razem sami zaczęli od słowa, którego ich przeciwnicy najwyraźniej najbardziej chcieli: „rozwód”.
I od razu pokazali, że nie zamierzają robić tego, czego oczekuje tłum.

Dla jednych to będzie odważna odpowiedź na hejt.
Dla innych kolejny rozdział medialnego zamieszania.
Jedno jest pewne: Filip i Bianka Chajzerowie nie znikają po pierwszej fali krytyki.
Wręcz przeciwnie.
Wyszli do ludzi z drugim odcinkiem i opowiedzieli, jak widzą internetową nagonkę na swoje małżeństwo.
A skoro już na starcie padło hasło „rozwód”, można być pewnym, że ta rozmowa również nie przejdzie bez echa.