Andziaks dopiero przeprosiła za słowa o podatkach, a już wypłynęło kolejne nagranie. Jej teoria o 500+ dla bogaczy wywołała oburzenie

Angelika „Andziaks” Zając ponownie znalazła się w centrum internetowej afery. Influencerka niedawno musiała tłumaczyć się ze swoich wypowiedzi dotyczących podatków i korzystania z publicznych usług. Kiedy wydawało się, że opublikowane przeprosiny pozwolą jej zakończyć niewygodny temat, internauci odnaleźli archiwalne nagranie z udziałem jej męża, Luki Trochonowicza. Para przekonywała w nim, że nawet multimilionerzy powinni pobierać świadczenie 500+, ponieważ płacą wysokie podatki. Największe emocje wzbudziło jednak uzasadnienie tej decyzji. Małżonkowie tłumaczyli, że bogaci mogą sięgać po państwowe pieniądze „dla zasady”. W sieci natychmiast powróciły oskarżenia o hipokryzję.

Andziaks znów pod ostrzałem internautów. Wszystko zaczęło się od podatków

Ostatnie dni nie należą do najspokojniejszych w życiu Andziaks.

Popularna influencerka, która od lat pokazuje w internecie swoje życie rodzinne, podróże i luksusową codzienność, znalazła się w ogniu krytyki po wypowiedziach dotyczących polskiego systemu podatkowego.

22 października 2026 roku opublikowała vlog, w którym otwarcie narzekała na wysokość płaconych podatków.

W trakcie nagrania przyznała również, że chciałaby rozliczać się za granicą.

Jej argumentacja szybko wywołała kontrowersje.

Andziaks zwróciła bowiem uwagę, że nie korzysta z publicznej opieki zdrowotnej, ponieważ wizyty lekarskie i inne usługi medyczne opłaca prywatnie.

Dla części odbiorców takie wyjaśnienie okazało się trudne do zaakceptowania.

W komentarzach zaczęły pojawiać się głosy przypominające, że podatki służą finansowaniu wielu różnych usług publicznych, nie tylko świadczeń medycznych, z których bezpośrednio korzysta konkretna osoba.

Wypowiedź influencerki szybko przestała być zwykłym fragmentem internetowego vloga.

Zainteresowali się nią również politycy oraz specjaliści zajmujący się podatkami.

Wyszły na jaw informacje o jej biznesie. Sprawa zrobiła się jeszcze głośniejsza

Dyskusja wokół słów Andziaks nabrała tempa, gdy pojawiły się informacje dotyczące działalności gospodarczej influencerki.

Jej firma zajmująca się świecami miała wypracować milionowe zyski.

Zwrócono również uwagę na korzystanie przez przedsiębiorstwo z estońskiego CIT-u, czyli szczególnego modelu opodatkowania dochodów spółek.

To dodatkowo zwiększyło zainteresowanie wypowiedziami Angeliki.

Dla części internautów szczególnie kontrowersyjne było zestawienie wysokich wyników finansowych firmy z narzekaniem na obciążenia podatkowe.

Dyskusja nie ograniczała się jednak wyłącznie do tego, ile pieniędzy zarabia influencerka.

Dotyczyła także sposobu, w jaki mówiła o obowiązkach wobec państwa i usługach finansowanych ze środków publicznych.

Wobec narastającej krytyki Andziaks postanowiła ponownie zabrać głos.

W niedzielę, 25 października, opublikowała nagranie z przeprosinami.

Wydawało się, że tym samym próbuje zakończyć trwającą od kilku dni aferę.

Nie spodziewała się jednak, że wkrótce internauci przypomną jej zupełnie inną wypowiedź.

Andziaks przyznała, że popełniła błąd. Padły słowa „to była głupota”

W opublikowanym 25 października oświadczeniu influencerka odniosła się do wcześniejszego zamieszania.

Nie próbowała całkowicie ignorować krytyki.

Przyznała, że jej wcześniejsza wypowiedź była niewłaściwa.

„To była głupota” – stwierdziła.

Przeprosiny miały stanowić odpowiedź na zarzuty, które pojawiły się po vlogu o podatkach.

Dla części obserwatorów mogło to być wystarczające wyjaśnienie.

Jednak zanim emocje zdążyły opaść, w mediach społecznościowych zaczęto udostępniać kolejne nagranie.

Tym razem nie pochodziło ono z nowego materiału influencerki.

Był to fragment dawnej transmisji na żywo, podczas której Andziaks i Luka rozmawiali o świadczeniu 500+.

To, co powiedzieli wówczas o bogatych rodzinach i pobieraniu państwowych pieniędzy, ponownie wywołało dyskusję.

Wypłynęło stare nagranie Andziaks i Luki. Mówili o 500+ dla milionerów

W poniedziałek, 26 października 2026 roku, wieczorem na TikToku zaczęło krążyć archiwalne nagranie z udziałem Andziaks i jej męża, Luki Trochonowicza.

Materiał pochodził z czasów, gdy para miała jedną córkę, Charlotte.

Wówczas świadczenie wychowawcze wynosiło 500 złotych na dziecko, dlatego funkcjonowało pod nazwą 500+.

Podczas transmisji małżonkowie rozmawiali o tym, czy osoby bardzo zamożne powinny pobierać pieniądze wypłacane w ramach tego programu.

Sam temat nie był niczym niezwykłym.

Świadczenie 500+ miało charakter powszechny i nie było uzależnione od wysokości dochodów rodziców.

Kontrowersje wywołał jednak sposób, w jaki para uzasadniała korzystanie z niego przez najbogatszych.

Andziaks wyraźnie podkreślała, że nawet osoby dysponujące ogromnym majątkiem powinny pobierać świadczenie.

„Jeżeli ktoś jest multimilionerem, to powinno się je brać”. Andziaks nie miała wątpliwości

Na nagraniu influencerka przedstawiła swoje stanowisko wprost.

Nie uważała, aby wysoki poziom zamożności stanowił powód do rezygnacji z pieniędzy oferowanych przez państwo.

„Ja nawet uważam, że jeżeli ktoś jest multimilionerem i ma przeogromne pieniądze, to jeżeli państwo daje te 500+, to powinno się je brać” – mówiła.

Wypowiedź była jednoznaczna.

Według Andziaks sam fakt posiadania bardzo dużego majątku nie powinien wpływać na decyzję o pobieraniu świadczenia, do którego rodzina ma prawo.

W dalszej części transmisji para próbowała wyjaśnić, dlaczego tak uważa.

Ich argumentacja opierała się przede wszystkim na podatkach.

Andziaks i Luka przekonywali, że osoby bogate wpłacają do budżetu państwa znaczne kwoty, dlatego nie widzą powodu, aby rezygnowały z przysługujących im świadczeń.

„Po pierwsze bogaci ludzie tego 500+ nie zabierają biedniejszym ludziom. Po drugie bogaci ludzie płacą największe podatki” – tłumaczyli.

To jednak nie był koniec ich wywodu.

Luka i Andziaks zaczęli wyliczać podatki. Wtedy padły słowa o braniu pieniędzy „dla zasady”

Podczas dawnej transmisji małżonkowie odwoływali się do różnych obciążeń podatkowych.

Wymieniali między innymi VAT, podatek dochodowy oraz daninę solidarnościową.

Chcieli w ten sposób pokazać, że zamożne osoby odprowadzają do państwa znaczne sumy.

Następnie przedstawili pobieranie świadczenia jako formę odzyskania choćby niewielkiej części tych pieniędzy.

„Wyobraźcie sobie, ile taki multimilioner płaci podatków. On chce od tego państwa wziąć dla zasady. Tyle pieniędzy im daje, to musi to wziąć” – przekonywali.

W tym momencie pojawił się argument, który po ponownym udostępnieniu nagrania szczególnie zainteresował internautów.

Para nie mówiła bowiem o konieczności finansowego wsparcia rodziny.

Przeciwnie.

Podkreślała, że dla bardzo bogatych osób kwota świadczenia nie ma większego znaczenia.

Mimo to uważała, że należy je pobierać ze względu na wysokość podatków.

Właśnie takie uzasadnienie stało się jednym z głównych powodów ponownej krytyki.

„Dla zasady biorą”. Te słowa wywołały największe emocje

W dalszej części nagrania Andziaks i Luka jeszcze mocniej rozwinęli swoją argumentację.

Przekonywali, że pobieranie świadczenia przez osoby zamożne nie powinno być oceniane negatywnie, ponieważ program jest dostępny dla wszystkich uprawnionych rodzin.

Jednocześnie przedstawiali podatki jako obciążenie, wobec którego pobieranie 500+ jest uzasadnioną reakcją.

„Myślimy, że spoko sprawa, tym ludziom bogatszym te pieniądze nie robią różnicy, ale dla zasady biorą, bo są nie powiem co robieni przez państwo miesiąc w miesiąc, cały rok” – mówili.

To właśnie ten fragment stał się szczególnie istotny w kontekście najnowszej afery podatkowej.

Jeszcze kilka dni wcześniej Andziaks narzekała na wysokość podatków i mówiła o chęci rozliczania się za granicą.

Teraz internauci przypomnieli jej, że wcześniej publicznie przedstawiała pobieranie świadczeń jako sposób na symboliczne zrekompensowanie sobie wpłat do budżetu państwa.

Nie wszyscy zgodzili się z takim podejściem.

W sieci ponownie pojawiły się komentarze zarzucające influencerce hipokryzję.

Czy bogaci odbierają świadczenia biedniejszym? Małżonkowie przedstawili własne stanowisko

W archiwalnym nagraniu Andziaks i Luka podkreślali, że pobieranie 500+ przez rodziny o wysokich dochodach nie powoduje automatycznie utraty świadczenia przez rodziny mniej zamożne.

Wskazywali na powszechny charakter programu.

Ich argumentacja opierała się na przekonaniu, że każda osoba spełniająca ustawowe warunki może korzystać ze świadczenia.

Pod tym względem sam fakt pobierania pieniędzy przez bogatą rodzinę nie stanowił złamania zasad programu.

Kontrowersje dotyczyły więc nie tyle legalności korzystania ze wsparcia, ile przedstawionego przez parę uzasadnienia.

Warto pamiętać, że świadczenia wychowawcze finansowane są ze środków publicznych.

To, czy powinny trafiać również do najbogatszych rodzin, jest odrębnym pytaniem dotyczącym zasad polityki społecznej.

Powszechne programy różnią się bowiem od świadczeń uzależnionych od dochodów.

W przypadku 500+ rodzice nie musieli wykazywać, że znajdują się w trudnej sytuacji materialnej.

Andziaks i Luka mieli więc prawo wskazywać na powszechność programu.

Jednak ich wypowiedzi dotyczące pobierania świadczenia „dla zasady” wzbudziły emocje ze względu na kontekst wcześniejszych komentarzy o podatkach.

Andziaks przekonywała, że pieniądze przekazują na cele dobroczynne

Pod koniec dawnej transmisji influencerka przedstawiła jeszcze jeden argument.

Przyznała, że równowartość otrzymywanego świadczenia przekazują na cele charytatywne.

Była to próba wyjaśnienia, że pobierane pieniądze nie muszą służyć zwiększaniu prywatnych oszczędności rodziny.

Według jej deklaracji środki odpowiadające wysokości świadczenia trafiały na pomoc innym.

Nie podała jednak w przytoczonym fragmencie szczegółowego zestawienia takich wpłat.

Dla części internautów samo zapewnienie o działalności dobroczynnej nie wystarczyło, aby zmienić ocenę wcześniejszych słów.

Największe kontrowersje nadal budziło przekonanie, że bardzo bogaci powinni pobierać świadczenie jako symboliczne wyrównanie wysokich podatków.

W komentarzach ponownie zaczęły pojawiać się zarzuty o niespójność stanowiska influencerki.

Dla odbiorców szczególnie istotny był fakt, że archiwalny materiał wypłynął niemal natychmiast po jej publicznych przeprosinach.

Andziaks chciała zakończyć aferę podatkową. Stare nagranie wszystko skomplikowało

Chronologia ostatnich wydarzeń pokazuje, dlaczego zainteresowanie sprawą tak szybko powróciło.

22 października influencerka opublikowała vlog, w którym narzekała na podatki i mówiła o możliwości rozliczania się poza Polską.

Wypowiedź spotkała się z krytyką, a do dyskusji włączyli się również politycy i doradcy podatkowi.

W kolejnych dniach pojawiły się informacje o wynikach finansowych jej firmy produkującej świece oraz korzystaniu przez przedsiębiorstwo z estońskiego CIT-u.

25 października Andziaks zdecydowała się przeprosić za swoje słowa.

Przyznała, że wcześniejsza wypowiedź była głupotą.

Już następnego dnia, 26 października wieczorem, na TikToku zaczęło krążyć dawne nagranie o 500+.

Dla internautów był to kolejny materiał pokazujący sposób, w jaki influencerka i jej mąż podchodzili do kwestii podatków oraz świadczeń publicznych.

Właśnie dlatego przeprosiny nie zakończyły całej dyskusji.

Nowe zainteresowanie dotyczyło wypowiedzi pochodzącej z wcześniejszego okresu życia pary.

Kiedyś 500+, dziś 800+. Rodzina Andziaks również się powiększyła

Archiwalne nagranie pochodziło z czasów, gdy Angelika i Luka byli rodzicami jednej córki, Charlotte.

Wówczas obowiązywał program 500+, w ramach którego rodziny mogły otrzymywać świadczenie w wysokości 500 złotych miesięcznie na dziecko.

Od 1 stycznia 2024 roku wysokość świadczenia została zwiększona do 800 złotych.

Od tego momentu funkcjonuje ono pod nazwą 800+.

Zmiany zaszły również w życiu prywatnym małżonków.

W styczniu 2026 roku na świat przyszedł ich syn Franco.

Obecnie Andziaks i Luka wychowują więc dwoje dzieci.

Warto podkreślić, że wypowiedzi z archiwalnego nagrania dotyczyły programu w jego wcześniejszej formie.

Nie wiadomo, czy po latach influencerka nadal podtrzymuje wszystkie przedstawione wówczas argumenty.

Do momentu opublikowania informacji o ponownym pojawieniu się nagrania nie odniosła się publicznie do tej konkretnej sprawy.

Internauci zarzucają jej hipokryzję. Odpowiedzi na nowe nagranie na razie brak

Po udostępnieniu dawnego fragmentu transmisji w sieci ponownie rozpoczęła się dyskusja o finansach popularnej influencerki.

Część odbiorców uznała, że wypowiedzi o 500+ dla multimilionerów są szczególnie niefortunne w zestawieniu z wcześniejszym narzekaniem na podatki.

Pojawiły się zarzuty o hipokryzję i brak zrozumienia dla sposobu funkcjonowania świadczeń publicznych.

Nie oznacza to jednak, że sama możliwość pobierania świadczenia przez zamożną rodzinę była niezgodna z przepisami.

Program 500+ nie był uzależniony od dochodów, a uprawnienie do jego otrzymywania nie zależało od tego, czy rodzice zarabiali niewiele, czy dysponowali dużym majątkiem.

Spór dotyczy przede wszystkim argumentów użytych przez Andziaks i Lukę.

Para przekonywała, że osoby bogate płacą wysokie podatki, więc mają prawo traktować świadczenie jako pewnego rodzaju rekompensatę.

Dla części internautów taki sposób myślenia jest trudny do zaakceptowania.

Szczególnie w kontekście niedawnych wypowiedzi influencerki dotyczących chęci przeniesienia rozliczeń podatkowych za granicę.

Jak dotąd Andziaks nie przedstawiła nowego komentarza odnoszącego się do archiwalnego nagrania.

Jeden tydzień, dwie afery. Andziaks ponownie musi mierzyć się z krytyką

Ostatnie wydarzenia pokazują, jak szybko dawne wypowiedzi osób publicznych mogą wrócić do internetowego obiegu.

Angelika Zając najpierw znalazła się w centrum dyskusji po vlogu dotyczącym podatków.

Następnie zdecydowała się przeprosić za swoje słowa i przyznała, że popełniła błąd.

Zanim jednak temat zdążył ucichnąć, internauci przypomnieli archiwalną rozmowę o świadczeniu 500+.

W nagraniu Andziaks i Luka przekonywali, że także multimilionerzy powinni pobierać pieniądze wypłacane w ramach programu.

Ich zdaniem osoby bogate odprowadzają wysokie podatki i mogą korzystać z przysługującego im wsparcia choćby „dla zasady”.

Influencerka zapewniała przy tym, że równowartość otrzymywanego świadczenia przeznaczają na cele dobroczynne.

Dla części odbiorców nie było to jednak wystarczające wyjaśnienie.

Największe emocje wywołało zestawienie dawnych słów z niedawnymi narzekaniami na podatki.

Cała sytuacja stała się kolejnym przykładem tego, że internet nie zapomina, a wypowiedzi sprzed lat mogą nabrać zupełnie innego znaczenia w nowych okolicznościach.

Pozostaje pytanie, czy Andziaks zdecyduje się ponownie zabrać głos i wyjaśnić, jak dziś postrzega świadczenia publiczne.

A wy jak oceniacie argumentację Andziaks i Luki? Czy multimilionerzy powinni korzystać z powszechnych świadczeń rodzinnych na takich samych zasadach jak pozostali rodzice, czy osoby dysponujące ogromnym majątkiem powinny dobrowolnie z nich rezygnować?