Grzegorz Daukszewicz przez lata był kojarzony z rolami w takich produkcjach jak „Na dobre i na złe” czy „Pierwsza miłość”, ale jego prywatna historia nie zawsze układała się spokojnie. Aktor otwarcie przyznaje, że kiedyś nie widział siebie w rodzinnej codzienności, a związki, które tworzył, nie potrafiły przetrwać.
Zanim związał się z Mają Kłossowską, jego życie uczuciowe było pełne trudnych momentów. Sam nie ukrywał, że w pewnym czasie wiele spraw zaczęło mu się wymykać z rąk, a najtrwalszym punktem oparcia byli ludzie, którzy zostali przy nim mimo kryzysów.
„Moja rodzina się rozsypała, a i związki z kobietami też się rozpadły” — wyznał Grzegorz Daukszewicz.

Aktor podkreślał, że właśnie przyjaciele pomogli mu przetrwać chwile, w których naprawdę nie było łatwo. To oni byli obecni wtedy, gdy potrzebował podnieść się po osobistych porażkach.
„Tylko dzięki przyjaciołom udało mi się pozbierać do kupy, gdy w moim życiu działo się naprawdę źle” — dodał.
Daukszewicz nigdy nie ukrywał, że w relacjach potrafi być romantykiem. Gdy się zakochuje, nie ogranicza się do małych gestów. Sam wspominał jedną z dawnych sytuacji, kiedy dla ówczesnej ukochanej przygotował wyjątkową niespodziankę.
„Kiedy jestem zakochany, stać mnie na wielkie gesty” — mówił.
Kiedyś kupił ogromny bukiet róż i dostał się na klatkę schodową w bloku dziewczyny, by ułożyć dla niej ścieżkę z kwiatów. Każda róża prowadziła do kolejnej, aż finał czekał przy jego samochodzie.
„Jeden kwiat położyłem pod drzwiami i narysowałem strzałkę do kolejnego, który był w windzie. Potem do jeszcze kolejnego i do kolejnego. Strzałki kończyły się przy moim samochodzie, gdzie w bagażniku czekał cały kosz róż” — opowiadał.

Mimo takich gestów tamten związek się zakończył. Podobnie stało się z kolejnymi relacjami. Daukszewicz po czasie mówił o tym bez udawania, że wszystko zawsze miał pod kontrolą. W jego życiu to nie miłość okazywała się wtedy najstabilniejsza, lecz przyjaźń.
„Jedyną stałą wartością w moim życiu są przyjaciele. Związki się kończą, a przyjaciół wciąż mam tych samych” — stwierdził.
Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy na jego drodze pojawiła się Maja Kłossowska, aktorka znana z „Klanu” i „Na Wspólnej”. Para długo nie afiszowała się ze swoim związkiem. O tym, że są razem, szerzej zrobiło się wiadomo dopiero wtedy, gdy zostali rodzicami.
Daukszewicz mówi o Mai z dużą czułością, ale też z humorem. Nazywa ją swoim dobrym duchem i przyznaje, że potrafi sprowadzić go na ziemię, kiedy za bardzo odpływa w swoich emocjach albo pomysłach.
„Mam obok siebie bardzo mądrą dziewczynę, mamę mojej córeczki, która lubi mnie sprowadzać na ziemię. Jak zaczynam odlatywać za wysoko do słońca, wtedy ona walnie z procy i wracam” — żartował.
Największą zmianę przyniosły jednak narodziny córki. Małgosia ma dziś 5 lat, a aktor nie ukrywa, że to właśnie ona nadała jego życiu nowy sens. Daukszewicz przyznał też, że kiedyś nie planował dzieci i nie wyobrażał sobie siebie w roli ojca.
„Szczerze powiem, że nigdy nie planowałem dzieci. Byłem jedną z tych osób, które nie wyobrażały sobie życia rodzinnego, a tu okazało się, że sens mojej egzystencji się do tego sprowadzał. Mam dla kogo żyć i chcę dla tego kogoś żyć jak najdłużej” — wyznał.
Aktor mówi otwarcie, że w przeszłości mierzył się z poważnym problemem i nie zawsze radził sobie ze swoimi słabościami. Te trudności miały niemal zrujnować jego karierę i życie. Dziś podkreśla, że jest trzeźwy, a córka stała się dla niego jednym z najważniejszych powodów, by trzymać się jasnej strony codzienności.
Nie owija też w bawełnę, kiedy opowiada, czego nauczyło go ojcostwo. Dla niego Małgosia była kimś, kto wyciągnął go z nadmiernego skupienia na sobie i pokazał, że życie nabiera sensu dopiero wtedy, gdy przestaje kręcić się wyłącznie wokół własnych spraw.
„Córeczka nauczyła mnie, powiem kolokwialnie: wyciągnąć głowę z własnego tyłka. Zrozumiałem, że w życiu nie chodzi tylko o nas. Im prędzej zdamy sobie sprawę z tego, że przede wszystkim warto jest żyć dla kogoś, nie dla czegoś, tym lepiej i zdrowiej dla nas” — opowiadał.

Daukszewicz stara się spędzać z córką każdą wolną chwilę, ale nie buduje wokół siebie obrazu idealnego ojca. Przyznaje, że ogromna część codziennych obowiązków związanych z Małgosią spoczywa na Mai Kłossowskiej.
„Nie będę się kreował na supertatę, bo to Maja – supermama – przejmuje 80 procent obowiązków związanych z naszą córką. Ja staram się być żywicielem rodziny, przyjmuję na klatę inne obowiązki” — zdradził.
Dziś życie Grzegorza Daukszewicza wygląda zupełnie inaczej niż wtedy, gdy związki się rozpadały, a on sam próbował poskładać swoje sprawy przy pomocy przyjaciół. Narodziny córki nie były dla niego zaplanowanym etapem, ale okazały się przełomem, który dał mu powód, by żyć inaczej, spokojniej i odpowiedzialniej.