Elżbieta Romanowska mówi wprost o kulisach „Naszego Nowego Domu”. Tak naprawdę wygląda remont w pięć dni

„Nasz Nowy Dom” od trzynastu lat wzrusza widzów i odmienia życie rodzin, które wcześniej mieszkały w bardzo trudnych warunkach. Jesienią program wróci na antenę Polsatu z kolejnym sezonem, a Elżbieta Romanowska zdradziła, co dzieje się za kulisami remontów. Prowadząca wyjaśniła, co ekipa robi ze starymi meblami, czy rodziny myślą o sprzedaży odnowionych domów i stanowczo odniosła się do plotki, że prace wcale nie trwają pięć dni.

„Nasz Nowy Dom” od lat jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych programów Polsatu.

Format ma już trzynaście lat, a przez ten czas jego ekipa wyremontowała setki domów.

Za każdym razem chodzi o coś więcej niż zmianę koloru ścian, nowe meble czy ładniejsze wnętrza.

Program trafia do rodzin, które żyją w trudnych warunkach i potrzebują realnej pomocy, by odzyskać poczucie bezpieczeństwa.

W pięć dni ekipa odmienia zaniedbane domy, tworząc miejsca, w których bohaterowie mogą normalnie funkcjonować, wychowywać dzieci, dochodzić do siebie po życiowych dramatach i zacząć nowy etap.

Jesienią widzowie znów zobaczą kolejne odcinki programu.

Polsat potwierdził powrót „Naszego Nowego Domu” podczas prezentacji jesiennej ramówki, która odbyła się 6 sierpnia.

Stacja zapowiedziała wiele propozycji na nowy sezon, w tym premierowe formaty, między innymi „Hitster”.

Nie zabraknie jednak także produkcji, które od lat mają swoją wierną publiczność.

Jedną z nich pozostaje właśnie „Nasz Nowy Dom”, prowadzony przez Elżbietę Romanowską.

Aktorka i prezenterka od pewnego czasu jest twarzą programu, a widzowie zdążyli zobaczyć, jak mocno angażuje się w historie bohaterów.

Przy okazji rozmowy o nowym sezonie Romanowska odsłoniła kulisy pracy ekipy.

Poruszyła między innymi temat, który od dawna ciekawi widzów.

Co dzieje się z meblami i rzeczami, które znajdują się w remontowanych domach?

Wiele osób zastanawia się, czy wszystko jest wyrzucane, czy może część przedmiotów zostaje zachowana.

Elżbieta Romanowska jasno wyjaśniła, że najważniejsze są rzeczy osobiste należące do rodziny.

Ekipa zabezpiecza je tak, by domownicy po zakończeniu remontu mogli sami zdecydować, co chcą zostawić i jak na nowo poukładać swoją przestrzeń.

„My zabezpieczamy wszystkie rzeczy, szczególnie te rzeczy osobiste, które należą do rodziny, żeby rodzina potem mogła sobie na nowo sobie poukładać i zadecydować, co sobie zostawić, co nie. Czasami meble są w na tyle dobrym stanie, że można dać im drugie życie, można dać je komuś, kto też tego bardzo potrzebuje. Gdy meble są naprawdę w stanie nienadającym się kompletnie do użycia, są też czasami zagrzybione, to wiadomo, takie rzeczy się po prostu utylizuje” — powiedziała prowadząca „Naszego Nowego Domu”.

Te słowa pokazują, że za kulisami programu nie ma przypadkowego wyrzucania wszystkiego, co zastanie ekipa.

Jeśli coś nadaje się do dalszego użytku, może trafić do kogoś, kto również jest w potrzebie.

Jeśli jednak meble są zniszczone, zagrzybione albo niebezpieczne, nie ma innego wyjścia niż ich utylizacja.

To szczególnie ważne w przypadku domów, które przez lata były zaniedbane i mogły zagrażać zdrowiu mieszkańców.

Program nie polega więc tylko na estetycznej metamorfozie.

Chodzi także o stworzenie bezpiecznego miejsca do życia.

Romanowska odniosła się również do innego pytania, które często pojawia się wokół programu.

Czy rodziny, którym wyremontowano dom, mogą później sprzedać nieruchomość?

Prowadząca w tej sprawie ostrożnie odsyła do prawników, ale jednocześnie jasno podkreśla, że nie taki jest cel programu.

„Nie po to remontujemy te domy, żeby rodziny chciały je potem sprzedawać” — zaznaczyła stanowczo.

Dodała, że bohaterowie programu walczą przede wszystkim o normalne i bezpieczne życie.

Nie chodzi o zysk, lecz o to, by dzieci mogły mieszkać w godnych warunkach, a całe rodziny miały szansę na rozwój i odzyskanie stabilności po trudnych doświadczeniach.

„Oni walczą o to, żeby te domy były bezpieczne, żeby mogły zamieszkać w nich ich dzieci, żeby mogli się rozwijać i często dochodzić do siebie po trudnych momentach w życiu albo często też nawet po chorobach. Myślę, że akurat o sprzedaży nikt tutaj nie myśli” — powiedziała Elżbieta Romanowska.

To bardzo ważna wypowiedź, bo pokazuje emocjonalny sens programu.

Dla bohaterów „Naszego Nowego Domu” remont często oznacza coś znacznie większego niż poprawę warunków mieszkaniowych.

To szansa na oddech po latach stresu.

To możliwość położenia dzieci spać w ciepłym, suchym i bezpiecznym pokoju.

To koniec codziennego lęku przed wilgocią, zimnem, grzybem, rozpadającymi się ścianami czy brakiem podstawowych wygód.

Dlatego według Romanowskiej trudno wyobrazić sobie, by rodziny myślały przede wszystkim o sprzedaży wyremontowanego domu.

Dla nich to najczęściej miejsce, o które walczyły i w którym chcą wreszcie spokojnie żyć.

Najmocniej prowadząca odniosła się jednak do plotki, która wraca od lat.

W sieci regularnie pojawiają się głosy, że remonty w „Naszym Nowym Domu” nie mogą naprawdę trwać tylko pięć dni.

Niektórzy podejrzewają, że prace muszą być rozciągnięte na dłuższy czas, a telewizja jedynie pokazuje je w skróconej formule.

Elżbieta Romanowska stanowczo temu zaprzeczyła.

Podkreśliła, że mieszkańcy miejscowości, do których przyjeżdża ekipa, doskonale widzą, jak wygląda cały proces.

Świadkami remontów są nie tylko bohaterowie programu, ale także sąsiedzi i lokalna społeczność.

„Ci ludzie, którzy byli świadkami tych remontów, wszyscy mieszkańcy miejscowości, do których przyjeżdżamy – oni to wiedzą. Poza tym prawda jest taka, że nie zdążylibyśmy zrealizować całego planu w dłuższym czasie – po prostu emisyjnie to by się nie udało. (…) Ja mogę jeszcze raz powiedzieć, że ten remont trwa pięć dni, a jeżeli ktoś nie wierzy – zapraszam, zawsze można zapytać naszych bohaterów, oni zdecydowanie powiedzą wam prawdę” — powiedziała prowadząca.

To bardzo bezpośrednia odpowiedź na zarzuty.

Romanowska nie zostawiła tu miejsca na niedomówienia.

Według niej remont naprawdę trwa pięć dni.

Jeśli ktoś ma wątpliwości, może zapytać samych bohaterów albo mieszkańców miejscowości, w których realizowano odcinki.

Prowadząca zwróciła też uwagę na kwestie organizacyjne.

Gdyby remonty trwały dłużej, nie dałoby się zrealizować całego planu emisyjnego.

Tempo programu jest więc nie tylko telewizyjnym chwytem, ale realnym warunkiem działania ekipy.

Oczywiście pięć dni remontu oznacza ogromne logistyczne wyzwanie.


Trzeba zgrać ludzi, materiały, prace budowlane, projektowanie wnętrz, ekipę realizacyjną i całą produkcję.

Każda godzina ma znaczenie, bo rodzina czeka na powrót do domu, który ma być już zupełnie innym miejscem.

Właśnie dlatego „Nasz Nowy Dom” od lat robi na widzach tak duże wrażenie.

To nie jest powolna metamorfoza rozciągnięta na wiele miesięcy.

To błyskawiczna akcja, która w krótkim czasie ma odmienić komuś życie.

Romanowska, mówiąc o kulisach, pokazuje też, że za programem stoi ogromna odpowiedzialność.

Trzeba zabezpieczyć rzeczy osobiste rodziny.

Trzeba ocenić, co można uratować, a co musi zostać usunięte ze względów bezpieczeństwa.

Trzeba stworzyć dom, który nie tylko ładnie wygląda w telewizji, ale naprawdę nadaje się do życia.

Trzeba też pamiętać, że bohaterowie często mają za sobą trudne doświadczenia.

Niektórzy zmagali się z chorobą.

Inni przechodzili rodzinne kryzysy, problemy finansowe albo lata życia w warunkach, które odbierały im spokój.

Dlatego program ma tak emocjonalny charakter.

Widzowie widzą łzy, wzruszenie i radość, ale za tym wszystkim kryje się bardzo konkretna praca.

Elżbieta Romanowska swoją wypowiedzią przypomina, że „Nasz Nowy Dom” nie jest tylko telewizyjnym formatem o remoncie.

To produkcja o ludziach, którzy potrzebują bezpiecznego miejsca.

I o ekipie, która w bardzo krótkim czasie próbuje dać im nowy start.

Prowadząca wyraźnie broni autentyczności programu.


Nie tylko w kwestii pięciodniowych remontów, ale także intencji stojących za pomocą.

Według niej rodziny nie myślą o sprzedaży domów, bo zbyt wiele znaczy dla nich odzyskanie własnego miejsca.

Meble, jeśli nadają się do użytku, mogą pomóc innym.

Przedmioty osobiste są zabezpieczane.

A rzeczy zniszczone i zagrzybione trafiają do utylizacji, bo nie można pozwolić, by dalej zagrażały zdrowiu mieszkańców.

Te szczegóły sprawiają, że kulisy programu wyglądają znacznie bardziej konkretnie niż tylko wzruszająca scena finałowa.

Za każdym odcinkiem stoi masa decyzji, pracy i odpowiedzialności.

Widzowie jesienią znów zobaczą kolejne rodziny, którym ekipa Polsatu odmieni domy.

Po trzynastu latach emisji format nadal wzbudza emocje, bo jego podstawowy sens pozostaje bardzo prosty i mocny.

Ktoś żyje w trudnych warunkach.

Ktoś potrzebuje pomocy.

Ekipa przyjeżdża, pracuje przez pięć dni i oddaje dom, który daje szansę na lepszą codzienność.

Elżbieta Romanowska pokazuje teraz, że mimo wielu sezonów wokół programu nadal krążą pytania i plotki.

Dlatego postanowiła powiedzieć wprost, jak wygląda praca za kulisami.

Nie uciekała od trudnych tematów.

Wyjaśniła sprawę starych mebli.

Odniosła się do kwestii ewentualnej sprzedaży wyremontowanych domów.

I raz jeszcze potwierdziła, że remont trwa pięć dni.

Dla fanów programu to ważne słowa.

Zwłaszcza dla tych, którzy od lat śledzą metamorfozy i zastanawiają się, ile z tego, co widzą na ekranie, dzieje się naprawdę w takim tempie.

Romanowska odpowiada jasno: można pytać bohaterów, oni powiedzą prawdę.

A jej pewność pokazuje, że nie zamierza pozwolić, by jedna z najczęściej powtarzanych plotek podważała wysiłek całej ekipy.

Jesienny powrót „Naszego Nowego Domu” znów będzie więc nie tylko telewizyjną propozycją, ale też kolejną serią historii o rodzinach, które potrzebują zmiany.


Program od trzynastu lat działa na emocje, bo dotyka podstawowych spraw: domu, bezpieczeństwa, godności i nadziei.

Elżbieta Romanowska dobrze rozumie ten ciężar.

Dlatego tak mocno podkreśla, że domy nie są remontowane po to, by ktoś je sprzedał.

Są remontowane po to, by rodziny mogły w nich żyć.

I to właśnie jest najważniejsze.