Śmierć Jana Frycza poruszyła widzów, rodzinę aktora i całe środowisko filmowe. Dla twórców nowej części „Nigdy w życiu!” oznacza także wyjątkowo bolesny i nagły problem produkcyjny. Aktor miał pod koniec sierpnia wejść na plan i ponownie zagrać Eksia, jedną z postaci dobrze pamiętanych przez fanów historii Judyty. Teraz ekipa musi zdecydować, co stanie się z jego wątkiem.
Jan Frycz odszedł 15 sierpnia w otoczeniu najbliższych.
Miał 72 lata.
Informacja o jego śmierci spadła na opinię publiczną nagle i wywołała ogromny smutek.
Aktor nie mówił publicznie o chorobie, dlatego dla wielu widzów i osób z branży była to wiadomość wyjątkowo bolesna i niespodziewana.
Frycz do ostatniego czasu pozostawał aktywny zawodowo.

Jeszcze w najbliższych dniach miał pojawić się na planie kontynuacji filmu „Nigdy w życiu!”.
W nowej części miał ponownie wcielić się w Eksia, czyli byłego męża Judyty.
To właśnie dlatego po jego odejściu pojawiło się pytanie, którego nie dało się uniknąć.
Co produkcja zrobi z bohaterem granym przez Jana Frycza?
Sprawa jest bardzo delikatna.
Z jednej strony scenariusz był już przygotowany, a aktor miał zaplanowany udział w zdjęciach.
Z drugiej — jego śmierć całkowicie zmieniła sytuację i zmusiła twórców do ponownego przemyślenia części historii.
Widzowie od razu zaczęli zastanawiać się, czy postać Eksia zostanie usunięta, przepisana, a może powierzona komuś innemu.
Na ten moment wiadomo jedno: uśmiercenie bohatera nie jest rozważane.
Osoba z produkcji przekazała, że taki scenariusz nie wchodzi w grę.
„Postać Jana Frycza na pewno nie zostanie uśmiercona. O tym w ogóle nie ma mowy. W nowej części nie żyje już ojciec Judyty i to w zupełności wystarczy” — powiedział informator.
To bardzo ważna deklaracja.
Twórcy nie chcą przenosić śmierci aktora wprost na ekran i dopisywać podobnego losu jego bohaterowi.
W nowej części już jeden ważny rodzinny wątek ma być związany ze stratą, dlatego dodatkowe uśmiercanie Eksia byłoby zbyt mocnym i niepotrzebnym rozwiązaniem.
Pozostają więc inne możliwości.
Jedną z nich byłoby znalezienie aktora, który przejąłby rolę po Janie Fryczu.
To jednak bardzo trudne zadanie.
Frycz miał ogromny autorytet, charakterystyczną osobowość i dorobek, którego nie da się łatwo zastąpić.
W mediach pojawiły się nawet informacje, że propozycja miała trafić do Cezarego Pazury.
Te doniesienia zdementowała jednak żona aktora.
Produkcja wciąż więc stoi przed pytaniem, czy w ogóle szukać następcy dla roli Eksia.
Według informacji przekazywanych przez osobę związaną z filmem, coraz bardziej prawdopodobne wydaje się inne rozwiązanie.
Postać mogłaby pozostać obecna jedynie poza kadrem.
Bohaterowie mogliby o nim wspominać albo rozmawiać z nim przez telefon.
Dzięki temu Exio nie zostałby uśmiercony, ale też nie trzeba byłoby zastępować Jana Frycza innym aktorem.
„Jeśli nie uda się znaleźć nowego aktora, a to trudne, bo Jan Frycz postawił poprzeczkę wysoko i to musiałby być ktoś z podobnym dorobkiem i szacunkiem aktorskim, to jest bardzo prawdopodobne, że zrezygnujemy z wątku Eksia. Rozmawialiśmy już o tym, że w sumie bohaterowie mogliby ograniczyć się do rozmawiania z nim przez telefon” — przekazał informator.

To rozwiązanie wydaje się najbardziej ostrożne i pełne szacunku.
Nie usuwa postaci brutalnie.
Nie udaje też, że aktora można łatwo zastąpić.
Pozwala zachować obecność Eksia w świecie filmu, ale bez konieczności pokazywania go na ekranie.
Tym bardziej że, jak podkreśla osoba z produkcji, rola Jana Frycza w tej części i tak miała być epizodyczna.
Exio miał pomóc Tosi w pewnym problemie oraz odbyć ciekawą rozmowę z byłą żoną i jej rodziną podczas odwiedzin.
W książce nie odgrywał jednak większej roli.
Największy sens jego ekranowej obecności polegał właśnie na tym, że miał wrócić Jan Frycz.
To on nadawał tej postaci szczególną wagę.
Bez niego ten wątek traci znaczną część siły.
„Jego rola w filmie i tak była epizodyczna. On poza tym, że pomaga Tosi w pewnym problemie i ma ciekawą rozmowę z byłą żoną i jej rodziną, gdy ich odwiedza, to w książce nie odgrywa większej roli. Z szacunku do Jana Frycza, bo jego śmierć spadła na nas jak grom z jasnego nieba, byłoby to rozsądne. Myślimy o tym” — dodała osoba z produkcji.
Twórcy nie mają dużo czasu.
Według informatora decyzja musi zapaść do poniedziałku.
To oznacza, że ekipa pracuje pod presją emocji i terminów.
Z jednej strony trzeba uszanować pamięć zmarłego aktora.
Z drugiej — produkcja filmu ma swój harmonogram i nie może długo pozostawać w zawieszeniu.
Dlatego powstają już alternatywne sceny.
Mają być zabezpieczeniem na wypadek, gdyby ostatecznie zdecydowano się zrezygnować z bezpośredniego udziału postaci Eksia w filmie.
„Powstaje już nawet kilka alternatywnych scen, gdybyśmy się na to zdecydowali. Do poniedziałku trzeba się na coś zdecydować. Bez Jana Frycza ta postać traci bardzo dużo. Cały sens był właśnie w scenach z nim, że to znowu będzie on” — przekazał informator.
Te słowa najlepiej pokazują, jak trudna jest sytuacja twórców.
Nie chodzi wyłącznie o techniczne przepisanie kilku scen.
Chodzi o emocjonalny ciężar powrotu aktora do roli, którą widzowie pamiętają z kultowej produkcji.
Kontynuacja „Nigdy w życiu!” już sama w sobie budzi duże zainteresowanie, bo wraca do historii, która dla wielu osób ma sentymentalne znaczenie.
Powrót Jana Frycza jako Eksia mógł być jednym z ważnych elementów tego sentymentu.
Teraz ten plan został przerwany w najboleśniejszy możliwy sposób.
Śmierć aktora zmieniła nie tylko kalendarz pracy, ale też sens niektórych scen.
Gdyby na ekranie pojawił się inny aktor, widzowie mogliby odebrać to jako zbyt gwałtowną zmianę.
Gdyby postać została uśmiercona, film mógłby stać się zbyt obciążony smutkiem i zbyt mocno nawiązywać do realnej tragedii.
Dlatego telefoniczne rozmowy lub wspomnienia wydają się kompromisem.
Pozwalają zostawić Eksia w świecie bohaterów, ale bez udawania, że nic się nie stało.
W sprawie wypowiedziała się także Katarzyna Grochola.
Pisarka nie tylko stworzyła kontynuację „Nigdy w życiu!”, ale również współtworzyła scenariusz filmu.
Zapytana o możliwe zmiany personalne w produkcji nie chciała jednak zdradzać szczegółów.
„Nic mi na ten temat nie wiadomo. Powiem coś więcej po zakończeniu zdjęć” — przekazała.
Jej ostrożność nie dziwi.
Na tym etapie każde słowo mogłoby zostać odebrane jako zapowiedź konkretnej decyzji, a produkcja najwyraźniej wciąż rozważa różne warianty.
Do zakończenia zdjęć twórcy mogą więc nie chcieć mówić publicznie, jak ostatecznie rozwiązali sprawę Eksia.
Tymczasem wokół Jana Frycza pojawiają się także informacje dotyczące ostatniego pożegnania.
Z nieoficjalnych ustaleń „Faktu” wynika, że pogrzeb aktora ma mieć charakter państwowy.

Uroczystości prawdopodobnie odbędą się dopiero we wrześniu, po ustaleniu wszystkich szczegółów z rodziną.
To również pokazuje, jak wielką postacią był Jan Frycz dla polskiej kultury.
Nie był wyłącznie cenionym aktorem filmowym i teatralnym.
Był artystą, którego odejście ma wymiar publiczny.
Jego śmierć dotknęła wielu ludzi, ale dla twórców „Nigdy w życiu!” stała się także nagłym i bardzo osobistym wyzwaniem.
Mieli pracować z nim za chwilę.
Czekali na jego wejście na plan.
Planowali sceny, w których znów pojawi się jako Exio.
Zamiast tego muszą teraz pisać alternatywne rozwiązania.
To wyjątkowo bolesna sytuacja, bo dotyczy nie tylko filmu, ale też pożegnania artysty, który miał jeszcze przed sobą zawodowe zobowiązania.
Frycz do końca pozostawał obecny w pracy.
Nie wycofał się publicznie.
Nie zapowiadał końca kariery.
Nie przygotowywał widzów na odejście.
Dlatego informacja o jego śmierci była tak wielkim wstrząsem.
W przypadku kontynuacji „Nigdy w życiu!” to wstrząśnięcie jest szczególnie widoczne.
Produkcja musi reagować natychmiast, ale jednocześnie bardzo delikatnie.
Każde rozwiązanie będzie oceniane przez widzów.
Fani kultowego filmu będą zwracać uwagę, czy twórcy zachowali szacunek wobec Jana Frycza.
Będą też ciekawi, czy wątek Eksia zostanie wyczuwalnie zmieniony.
Najprawdopodobniej produkcja wybierze taką drogę, która nie będzie próbowała zastąpić aktora za wszelką cenę.
Jeśli postać zostanie ograniczona do rozmów telefonicznych albo wspomnień, będzie to sposób na zachowanie ciągłości historii bez ryzykownego obsadzania kogoś nowego.
Oczywiście ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła.
Informator mówi jasno, że wszystko jest rozważane.
Najważniejsze jest jednak to, że postać nie zostanie uśmiercona.
To już wyznacza granicę, której produkcja nie chce przekroczyć.
Exio ma pozostać żywy w świecie filmu, nawet jeśli Jan Frycz nie pojawi się już na ekranie.
Ten wybór może mieć symboliczne znaczenie.
Pozwala nie zamykać postaci śmiercią, a jednocześnie oddaje sprawiedliwość temu, że dla widzów Exio był nierozerwalnie związany z Fryczem.
W takich momentach kino zderza się z prawdziwym życiem.
Scenariusz można przepisać.
Plan zdjęciowy można przesunąć.
Dialogi można zmienić.
Ale obecności aktora nie da się odtworzyć.
Zwłaszcza gdy chodzi o kogoś takiego jak Jan Frycz.
Dlatego słowa informatora, że „bez Jana Frycza ta postać traci bardzo dużo”, brzmią szczególnie prawdziwie.
Czasem rola na papierze jest tylko zarysem.
Dopiero aktor nadaje jej temperaturę, ironię, charakter i sens.
W przypadku Eksia tak właśnie miało być.
Powrót tej postaci miał działać dlatego, że widzowie znów zobaczyliby Jana Frycza.
Teraz twórcy muszą zdecydować, czy istnieje inny sposób, by zachować ten wątek bez naruszenia pamięci aktora.
To jedna z tych decyzji, które nie mają idealnego rozwiązania.
Każda opcja ma swoje ryzyko.
Zmiana aktora może wywołać sprzeciw.
Usunięcie wątku może osłabić część historii.
Rozmowy telefoniczne mogą wyglądać jak kompromis, ale pozwalają uniknąć najtrudniejszych pułapek.
Dlatego właśnie ten wariant wydaje się obecnie najbardziej prawdopodobny.
Dla widzów kontynuacji „Nigdy w życiu!” będzie to na pewno jeden z najbardziej wyczekiwanych elementów filmu.
Nie tylko z powodu fabuły.
Także dlatego, że wszyscy będą chcieli zobaczyć, jak twórcy poradzili sobie z nieobecnością aktora, który miał wrócić do tej historii.
Jan Frycz odszedł nagle, zanim zdążył wejść na plan.
Jego miejsce pozostało puste.
A produkcja musi teraz znaleźć sposób, by tę pustkę potraktować z taktem.
Na razie wiadomo, że trwają rozmowy, powstają alternatywne sceny i rozważane są różne warianty.
Katarzyna Grochola nie chce zdradzać szczegółów przed zakończeniem zdjęć.
Produkcja podkreśla, że decyzja musi zapaść szybko.
Jedno jest jednak pewne: postać Eksia nie zostanie uśmiercona.
To może być najważniejszy sygnał dla fanów Jana Frycza.
Twórcy nie chcą żegnać jego bohatera w sposób brutalny ani dosłowny.
Chcą znaleźć rozwiązanie, które będzie możliwie najlepsze dla filmu i uczciwe wobec pamięci aktora.

Śmierć Jana Frycza przerwała plan, który jeszcze niedawno wydawał się oczywisty.
Miał wrócić.
Miał znów zagrać Eksia.
Miał pojawić się w scenach, które opierały się właśnie na jego obecności.
Teraz te sceny muszą zostać przemyślane od nowa.
I choć widzowie będą musieli poczekać na ostateczne rozstrzygnięcie, już teraz widać, że produkcja traktuje sprawę z dużą ostrożnością.
W obliczu takiej straty nie chodzi już tylko o kontynuację znanego filmu.
Chodzi o szacunek wobec aktora, którego nie da się po prostu zastąpić.