Daniel Martyniuk znów wywołał zamieszanie. Po awaryjnym lądowaniu samolotu teraz twierdzi, że to jego skrzywdzono

Daniel Martyniuk ponownie wraca do wydarzeń, które odbiły się szerokim echem i postawiły go w centrum poważnego zamieszania. Syn Zenona Martyniuka znalazł się niemal rok temu w samolocie, którego pilot zdecydował się na nieplanowane lądowanie we Francji. Powodem była awantura na pokładzie, a w jej centrum znajdował się właśnie celebryta. Teraz uczestnik programu „Nasi w mundurach” postanowił przedstawić własną wersję wydarzeń. Nie tylko zaprzeczył, jakoby pierwszy obrażał innych, ale również zasugerował, że konsekwencje poniosła niewłaściwa osoba.

Awantura na wysokości tysięcy metrów. Lot do Warszawy zakończył się w Nicei
W październiku 2025 roku pasażerowie samolotu podróżującego z hiszpańskiej Malagi do Warszawy znaleźli się w niecodziennej sytuacji. Podczas rejsu doszło do konfliktu, który okazał się na tyle poważny, że załoga zdecydowała o zmianie planowanej trasy.
W centrum incydentu znalazł się Daniel Martyniuk, syn jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich wykonawców disco polo.
Wówczas pojawiały się informacje, że celebryta mógł znajdować się pod wpływem alkoholu. Miał domagać się podania napojów alkoholowych, a następnie wejść w konflikt zarówno z innymi podróżnymi, jak i personelem pokładowym.
Sytuacja doprowadziła do decyzji pilota o awaryjnym lądowaniu na lotnisku w Nicei we Francji.
Po zatrzymaniu samolotu sprawą zajęli się funkcjonariusze, którzy przejęli Daniela Martyniuka.
Incydent szybko stał się tematem publicznej dyskusji. Pojawiły się pytania o zachowanie celebryty i okoliczności, które doprowadziły do zakłócenia podróży.

Przez kolejne miesiące historia pozostawała jednym z najbardziej komentowanych wydarzeń związanych z synem Zenona Martyniuka.
Teraz sam zainteresowany wrócił do niej i przedstawił wyjaśnienie, które znacząco różni się od wcześniejszego obrazu sytuacji.
Komisja wojskowa zapytała go wprost o samolot. Martyniuk nie zamierzał milczeć
Daniel Martyniuk dołączył do uczestników programu „Nasi w mundurach”, w którym pojawia się przed kamerami w zupełnie innym otoczeniu niż podczas dotychczasowych wystąpień publicznych.
W trakcie realizacji reality show stanął przed komisją wojskową. To właśnie wtedy powrócił temat głośnej awantury z października poprzedniego roku.
Celebryta został zapytany o to, co wydarzyło się podczas lotu z Malagi.
Zamiast ograniczyć się do krótkiej odpowiedzi, zdecydował się wyjaśnić własne zachowanie i wskazać, dlaczego jego zdaniem doszło do konfliktu.
Fragment programu udostępnił następnie w swoich mediach społecznościowych, dzięki czemu jego wypowiedź trafiła do szerszego grona odbiorców.
Martyniuk przedstawił siebie nie jako osobę, która rozpoczęła awanturę, ale jako człowieka reagującego na zaczepki pozostałych pasażerów.
Jego wersja wydarzeń jest jednoznaczna: uważa, że to inni podróżni sprowokowali napiętą sytuację.
„To ja zostałem zbesztany”. Syn Zenona Martyniuka odpiera zarzuty
W swojej wypowiedzi Daniel Martyniuk przyznał, że podczas lotu używał wulgaryzmów. Jednocześnie przekonywał, że nie zrobił tego bez powodu.
Twierdzi, że wcześniej sam spotkał się z obraźliwymi komentarzami, które miały dotyczyć zarówno jego osoby, jak i nazwiska.
„Ja nikogo tam nie obraziłem, tylko używałem wulgarnych słów dopiero po tym, jak zaczęto mnie wyzywać” — oświadczył.
Następnie rozwinął swoje stanowisko, podkreślając, że czuł się zaatakowany przez większą grupę osób.
„To ja zostałem zbesztany przez wiele osób. Obrazili mnie i moje nazwisko, na co sobie pozwoliłem” — mówił.
Celebryta nie zaprzecza więc, że podczas konfliktu padły z jego strony niecenzuralne słowa. Utrzymuje jednak, że były odpowiedzią na wcześniejsze zachowanie innych pasażerów.
Warto podkreślić, że jest to relacja samego Martyniuka, a nie niezależnie potwierdzony przebieg zdarzeń.
Jego wyjaśnienia nie zmieniają faktu, że lot został przerwany, samolot wylądował w Nicei, a po lądowaniu interweniowali funkcjonariusze.
Martyniuk twierdzi, że nagrania mogą wyjaśnić wszystko
Najbardziej stanowcza część wypowiedzi Daniela Martyniuka dotyczyła tego, kto jego zdaniem powinien ponieść konsekwencje awantury.
Syn muzyka przekonywał, że na pokładzie rejestrowano dźwięk, a zapis miałby pozwolić ustalić, kto pierwszy rozpoczął konflikt.
„Głos w przedziale pasażerskim jest rejestrowany i było słychać, kto zaczął. Wysiadła nie ta osoba, co trzeba” — stwierdził.
Tymi słowami zasugerował, że to nie on powinien zostać wyprowadzony z samolotu.
Nie przedstawiono jednak w przytoczonej wypowiedzi nagrania, które pozwalałoby niezależnie zweryfikować jego twierdzenia.
Martyniuk pozostaje przy swoim stanowisku i nie ukrywa, że czuje się niesprawiedliwie potraktowany.
To istotna zmiana perspektywy wobec wcześniejszych doniesień, w których jego zachowanie przedstawiano jako przyczynę poważnego zakłócenia lotu.

Sprawa sprzed roku wciąż powraca. Teraz Daniel Martyniuk chce, by usłyszano jego wersję
Udział w programie „Nasi w mundurach” sprawił, że celebryta ponownie musiał zmierzyć się z pytaniami o wydarzenia, które odbiły się na jego publicznym wizerunku.
Awaryjne lądowanie samolotu z Malagi do Warszawy było sytuacją poważną, zwłaszcza z punktu widzenia pasażerów i załogi odpowiedzialnej za bezpieczeństwo podróży.
Daniel Martyniuk nie kwestionuje samego faktu konfliktu ani używania przez siebie wulgaryzmów. Sprzeciwia się natomiast przedstawianiu go jako osoby, która pierwsza doprowadziła do awantury.
Według jego relacji to pozostali podróżni mieli go obrażać, a jego reakcja nastąpiła dopiero później.
Nie wiadomo jednak, czy przedstawiona przez celebrytę wersja zostanie poparta materiałami pozwalającymi odtworzyć dokładną kolejność wydarzeń.
Na razie pewne jest jedno: niemal rok po incydencie syn Zenona Martyniuka nadal nie zgadza się ze sposobem, w jaki oceniono jego zachowanie.

Powrót do tej historii przed kamerami pokazuje, że sprawa nie została przez niego zamknięta. Tym razem postanowił powiedzieć publicznie, co uważa za niesprawiedliwe, i zakwestionować decyzję, która doprowadziła do jego opuszczenia samolotu.
Jego wypowiedź pozostawia jednak zasadniczą różnicę między tym, co sam twierdzi, a tym, co udało się niezależnie potwierdzić. Do czasu wyjaśnienia wszystkich okoliczności nie można uznać jego oskarżeń wobec innych pasażerów za ustalone fakty.
Jedno jest natomiast niezaprzeczalne — awantura z października 2025 roku wciąż towarzyszy Danielowi Martyniukowi, a jego najnowsze tłumaczenia ponownie skierowały uwagę na wydarzenia z pokładu samolotu.