Małgorzata z „Sanatorium miłości” wróciła z Toskanii nad Bałtyk i nie kryła zachwytu. „Nareszcie zmarzłam”

Małgorzata Mikusek, znana widzom z 7. edycji „Sanatorium miłości”, na co dzień mieszka w Toskanii, ale ostatnie dni spędziła nad polskim morzem. Do Darłowa przyjechała na zaproszenie uczestników najnowszej edycji programu i szybko okazało się, że Bałtyk zrobił na niej ogromne wrażenie. Po upalnym włoskim lecie zachwyciły ją szerokie plaże, sosnowe lasy, chłodny wiatr i możliwość swobodnego oddychania. Teraz chce pokazać Polskę swoim przyjaciołom z Włoch.

Małgorzata Mikusek dała się poznać widzom jako jedna z uczestniczek 7. edycji „Sanatorium miłości”.

Choć od lat mieszka w Toskanii, wciąż chętnie wraca do Polski.

Ma tutaj znajomych, przyjaciół i coraz większą potrzebę odkrywania kraju, który przez lata widziała znacznie rzadziej niż włoskie krajobrazy.

Tym razem przyjechała do Darłowa na zaproszenie Pawła ze Sławna i Bożeny z Bydgoszczy.

W nadmorskim wyjeździe towarzyszyła im także Emilia z Ozorkowa.

Wspólnie spędzili kilka dni nad Bałtykiem, a dla Małgorzaty był to pobyt, który wyraźnie ją poruszył.

Uczestniczka „Sanatorium miłości” nie ukrywa, że polskie morze zrobiło na niej ogromne wrażenie.

Po tygodniach spędzonych w gorącej Toskanii przyjazd nad Bałtyk okazał się dla niej prawdziwą ulgą.

We Włoszech lato dawało się mocno we znaki.

Jak mówiła w rozmowie z TVP, nawet mieszkańcy Pistoii przyznawali, że dawno nie przeżyli takiego upału.

„W Toskanii jest bardzo gorąco. Moi sąsiedzi z Pistoii mówią, że czegoś takiego dawno nie przeżyli” — opowiadała Małgorzata.

Nic więc dziwnego, że chłodniejsze polskie wybrzeże przyjęła z ogromną radością.

Dla wielu osób zimny wiatr nad Bałtykiem bywa powodem do narzekania.

Dla niej okazał się wybawieniem.

Po włoskim skwarze mogła wreszcie oddychać pełną piersią, chodzić po plaży i poczuć coś, czego bardzo jej brakowało — świeżość.

Małgorzata zachwyciła się nie tylko pogodą, ale też samym krajobrazem.

Szerokie plaże, jasny drobny piasek, sosnowe lasy przy brzegu i wydmy zrobiły na niej ogromne wrażenie.

W jej słowach słychać było prawdziwe oczarowanie.

„Bałtyk zachwycił mnie szerokimi plażami, cudownym jasnym, miałkim piaskiem, lasami sosnowymi tuż przy brzegu, wydmami, które chroniły od zimnego, silnego wiatru, cudownym szumem fal, który wyciszał, uspokajał mnie… Oczarowały mnie też zmieniające się kolory wody!” — mówiła.

To nie była kurtuazyjna pochwała rzucona po krótkim spacerze.

Małgorzata naprawdę przeżywała ten powrót nad polskie morze.

Podkreślała, że po włoskim upale mogła wreszcie odpocząć.

Najprostsze rzeczy, takie jak bieganie boso po piasku, sprawiły jej ogromną przyjemność.

We Włoszech latem nie było to możliwe, bo rozgrzany piasek parzył w stopy.

Nad Bałtykiem wszystko wyglądało inaczej.

„Wreszcie mogłam odpocząć. Pobiegać boso po piasku. We Włoszech to było niemożliwe, bo palił w stopy. Wreszcie mogłam swobodnie pooddychać. Po tak upalnym włoskim lecie ten zimny wiatr był moim wybawieniem. Nareszcie zmarzłam” — zachwycała się Małgorzata.

Ostatnie zdanie brzmi zaskakująco, ale właśnie ono najlepiej pokazuje, jak bardzo potrzebowała tej odmiany.

Dla kogoś, kto przez tygodnie żyje w gorącu, chłód może stać się luksusem.

Małgorzata nie narzekała na wiatr ani niższe temperatury.

Przeciwnie — przyjęła je jak prezent.

Jej zachwyt nad polskim morzem był tym większy, że ostatni raz widziała Bałtyk ponad cztery dekady temu.

Po tak długiej przerwie miała okazję zobaczyć, jak bardzo zmieniły się nadmorskie miejscowości.

Darłowo i okolice zrobiły na niej bardzo dobre wrażenie.

W rozmowie z TVP wymieniała kolejne miejsca i detale, które ją ujęły.

„To piękne i kolorowe miejscowości… Wszystko mi się podobało: rozsuwany most, molo, latarnia morska i mnóstwo kawiarenek, restauracji…” — opowiadała.

Dla Małgorzaty był to nie tylko krótki wakacyjny wyjazd.

To była również okazja, by spojrzeć na Polskę z nowej perspektywy.

Kiedy była młodsza, bardzo chciała poznawać świat.

Wyjechała, zamieszkała w Toskanii i przez lata miała na co dzień włoskie krajobrazy, klimat oraz kulturę.

Teraz coraz mocniej czuje, że chce odkrywać własny kraj.

Nie tylko dla siebie.

Także dla przyjaciół z Włoch, których zaprosiła do Polski.

Małgorzata chce im pokazać, że Polska ma miejsca, które naprawdę potrafią zachwycić.

Nie tylko znane miasta czy oczywiste atrakcje.

Także Bałtyk, nadmorskie kurorty, plaże, lasy i atmosferę, której nie da się porównać z toskańskim upałem.

„Będąc młodą dziewczyną, bardzo chciałam poznawać świat. W tej chwili chcę poznawać Polskę, jej piękno. Coraz bardziej interesuje mnie własny kraj. Chcę pokazać mój kraj przyjaciołom z Włoch, którzy przyjechali mnie tu odwiedzić” — mówiła uczestniczka „Sanatorium miłości”.

To wyznanie brzmi szczególnie ciepło.

Małgorzata nie odwraca się od Włoch, w których mieszka na stałe.

Ale po latach życia za granicą coraz bardziej docenia Polskę.

Widocznie potrzebowała czasu, by spojrzeć na własny kraj z dystansu i zobaczyć jego urok na nowo.

Darłowo okazało się dla niej miejscem, które ten zachwyt uruchomiło.

Szerokie plaże, chłodny wiatr i szum fal dały jej coś, czego nie znalazła podczas upalnego lata w Toskanii.

Odpoczynek.

Oddech.

Wyciszenie.

I poczucie, że polskie morze może konkurować z najpiękniejszymi wakacyjnymi kierunkami.

Historia Małgorzaty z „Sanatorium miłości” pokazuje, że czasem trzeba wyjechać daleko, by po latach odkryć wartość miejsc, które kiedyś wydawały się znajome.

Bałtyk, który dla wielu Polaków jest oczywistym kierunkiem wakacyjnym, dla niej stał się prawdziwym objawieniem po czterdziestu latach przerwy.

Nie spodziewała się, że aż tak zachwycą ją plaże, kolory wody i nadmorska przestrzeń.

A jednak tak się stało.

Dziś mówi o Polsce z dumą i chce pokazywać ją włoskim przyjaciołom.

Po pobycie w Darłowie jest przekonana, że ma co pokazać.

I trudno się dziwić, skoro po toskańskim skwarze nawet zimny bałtycki wiatr stał się dla niej powodem do radości.