Edyta Bartosiewicz wraca do mocnej aktywności zawodowej i nie zamierza zwalniać tylko dlatego, że osiągnęła wiek emerytalny. 61-letnia artystka dołączyła do „The Voice of Poland”, koncertuje, pracuje nad nowymi utworami i jasno mówi, że muzyka nie jest dla niej zwykłą pracą. Gdy padło pytanie, czy mogłaby porzucić projekty i utrzymywać się wyłącznie z emerytury, odpowiedziała bardzo emocjonalnie.
Edyta Bartosiewicz od lat należy do grona najważniejszych głosów polskiej muzyki.
W latach 90. jej piosenki stały się częścią popkultury, a ona sama zyskała status artystki, której nie da się łatwo zaszufladkować.
Miała na koncie wielkie przeboje, rozpoznawalny styl i publiczność, która czekała na każdy kolejny krok.

Potem jednak nagle zniknęła z show-biznesu.
Stało się to po wydaniu albumu „Wodospady” w 1998 roku. Bartosiewicz musiała wtedy zrezygnować z grania dużych koncertów, bo straciła głos.
Dla wokalistki był to dramatyczny moment. Artystka, której całe życie zawodowe opierało się na śpiewaniu, została zatrzymana przez problem, którego nie dało się zignorować.
Na scenę wróciła dopiero w 2010 roku.
Dziś wygląda na to, że znów jest w bardzo dobrym czasie. Koncertuje, nagrywa nowe utwory i właśnie dołączyła do „The Voice of Poland”.
Już jesienią widzowie zobaczą ją w roli trenerki w muzycznym show TVP2.
To właśnie podczas wydarzenia promującego program padło pytanie, które wywołało bardzo stanowczą reakcję artystki.
Edyta Bartosiewicz ma 61 lat, więc od roku przysługuje jej emerytura. Marcin Wolniak zapytał ją, czy mogłaby w takiej sytuacji zrezygnować z wydawania muzyki, zarabiania na niej i żyć wyłącznie z emerytury.
Odpowiedź wokalistki była natychmiastowa i pełna emocji.
„Jeszcze nie przeszłam na emeryturę, powiem szczerze, chociaż wiek mam emerytalny, ale wiesz, to jest pasja, to tak jakbyś sobie chciał serce wyrwać, nie?” — powiedziała Edyta Bartosiewicz.
Te słowa jasno pokazują, że dla niej scena nie jest tylko sposobem na zarabianie pieniędzy.

Muzyka jest częścią jej tożsamości, czymś, bez czego trudno byłoby jej normalnie funkcjonować.
Bartosiewicz nie ukrywa, że nadal chce być aktywna. Nie traktuje wieku emerytalnego jak sygnału do wycofania się z życia zawodowego.
Wręcz przeciwnie, mówi o nowych planach z dużym entuzjazmem.
Artystka podkreśliła, że zamierza grać tak długo, jak pozwoli jej na to zdrowie i siły.
„Absolutnie chcę grać, dopóki będę czuła, że mam siłę. Na razie widzę, że jest coraz lepiej, wiesz? Nie wiem, jak długo to potrwa. Modlę się, żeby jak najdłużej. Mam dobry czas, dużo się właśnie fajnych rzeczy zaczyna dziać” — mówiła.
W tych słowach jest i radość, i ostrożność. Bartosiewicz wie, że nie wszystko da się przewidzieć, ale na razie czuje, że ma przed sobą kolejny twórczy etap.
A ten etap zapowiada się bardzo intensywnie.
Wokalistka zdecydowała się na ogólnopolską trasę koncertową „To jest mój sen”.
Podczas koncertów publiczność może usłyszeć jej znane utwory w nowych aranżacjach. Artystce towarzyszy Good Taste Orchestra pod dyrekcją Daniela Nosewicza.
To jednak nie wszystko.
Bartosiewicz nagrała także nowe piosenki, które chce zaprezentować podczas najnowszej trasy koncertowej.
W październiku zamierza wyjść do publiczności nie tylko ze starymi przebojami, ale też z premierowym materiałem.
„I teraz ważna rzecz: w październiku nie tylko koncerty, które uwzględniają stare przeboje, w październiku gram nowy materiał. Chcę zagrać przy gitarze taki premierowy odsłuch nowego materiału. Myślę, że to może być bardzo ciekawe, bo to też jest taki projekt. Lubię robić teraz pionierskie rzeczy. Inni artyści raczej się na to nie decydują. Z jakiegoś powodu tak się dzieje i po prostu dobrze mi” — opowiadała.

Ta deklaracja pokazuje, że Bartosiewicz nie wraca wyłącznie do nostalgii.
Nie chce żyć tylko dawnymi przebojami i statusem ikony lat 90. Chce tworzyć, ryzykować i pokazywać publiczności nowe rzeczy.
Sama podkreśla, że lubi teraz robić projekty pionierskie. Takie, na które inni artyści raczej się nie decydują.
W jej przypadku brzmi to jak naturalna potrzeba dalszego rozwoju.
Po latach przerwy i trudnej walki o powrót do śpiewania każdy nowy koncert, utwór i projekt ma inny ciężar.
Bartosiewicz wie, jak to jest stracić możliwość wykonywania zawodu, który jest jednocześnie pasją. Dlatego dziś nie chce dobrowolnie rezygnować ze sceny.
Pytanie o emeryturę mogło brzmieć praktycznie, ale odpowiedź artystki pokazała, że dla niej sprawa jest dużo głębsza.
Nie chodzi o to, czy formalnie może już przejść na emeryturę. Chodzi o to, czy byłaby gotowa odciąć się od muzyki.
A na to nie jest gotowa.
Jej słowa o wyrywaniu serca najlepiej oddają, jak mocno jest związana ze śpiewaniem.
Dla wielu osób emerytura oznacza odpoczynek po latach pracy. Dla Edyty Bartosiewicz rezygnacja ze sceny w momencie, gdy znów czuje siłę, byłaby czymś bolesnym i nienaturalnym.
Artystka jest dziś w momencie, w którym zawodowo dużo się dzieje.
„The Voice of Poland” otwiera przed nią nową telewizyjną przestrzeń. Trasa koncertowa pozwala wrócić do publiczności. Nowe piosenki dają szansę na kolejny twórczy rozdział.
To nie wygląda jak czas wygaszania kariery.
To wygląda jak moment, w którym Bartosiewicz chce jeszcze mocniej zaznaczyć swoją obecność.
Jej odpowiedź może zaskakiwać tylko tych, którzy patrzą na wiek jak na sztywną granicę.
Dla niej najważniejsze są energia, zdrowie i potrzeba tworzenia.
Dopóki czuje, że może śpiewać, dopóty chce to robić.

I choć sama mówi, że nie wie, jak długo potrwa ten dobry czas, wyraźnie chce go wykorzystać.
Edyta Bartosiewicz nie zamierza więc zamykać się w roli artystki wspominającej dawne sukcesy.
Nie wybiera życia z samej emerytury, gdy przed nią koncerty, nowe utwory i praca z uczestnikami „The Voice of Poland”.
Po latach milczenia i trudnych doświadczeń wokalistka znów jest w ruchu.
A gdy mówi, że odejście od muzyki byłoby jak wyrwanie serca, trudno mieć wątpliwości, że scena nadal jest dla niej miejscem, z którego nie chce schodzić.