Fagata znalazła się w centrum kolejnej internetowej burzy i tym razem postanowiła zabrać głos szerzej niż zwykle. Raperka opublikowała w mediach społecznościowych oświadczenie, w którym odniosła się do zarzutów związanych ze sprawą Stuarta B., aferą Pandora Gate oraz własną przeszłością. Przyznała, że długo nie komentowała publicznie kolejnych kryzysów, bo liczyła, że po prostu ucichną. Tak się jednak nie stało.
Nad Fagatą od pewnego czasu gromadzą się wyjątkowo ciężkie chmury.
Influencerka i raperka w ostatnich dniach znów znalazła się na językach internautów.
Najpierw ogromne poruszenie wywołała afera z Żabsonem i Lilą Janowską.
W jej następstwie potwierdzono, że raper zdradzał swoją dziewczynę z influencerką.

To jednak nie był koniec zamieszania.
Do opinii publicznej wrócił również temat Pandora Gate i dawnych relacji Fagaty ze Stuartem B.
Kanały commentary, w tym Konopskyy, powołując się na otrzymane wiadomości, zaczęły informować, że Agata mogła wiedzieć o skłonnościach swojego byłego partnera, który został oskarżony w tej sprawie.
W sieci natychmiast ruszyła fala komentarzy, domysłów i zarzutów.
Fagata przez pewien czas nie odpowiadała wprost na wszystkie oskarżenia.
Teraz zdecydowała się jednak nagrać obszerne oświadczenie.
Już na początku przyznała, że wcześniej nie komentowała afer ze swoim udziałem, bo miała nadzieję, że temat sam się wyciszy.
Nie wyciszył się.
Właśnie dlatego postanowiła opowiedzieć swoją wersję wydarzeń i odnieść się do sprawy Stuarta B.
Raperka podkreśliła, że nie znała go w czasie, gdy miały dziać się czyny, o które później został oskarżony.
Według jej relacji poznała go dopiero jako 19-latka.
Mówiła też o tym, że była wtedy bardzo młoda, niedoświadczona i podatna na manipulację.
„Ja go wtedy nie znałam. Ja go poznałam, kiedy miałam 19 lat i wtedy byliśmy razem. Ja byłam bardzo młoda, bardzo głupia. Łatwo było mną manipulować” — powiedziała Fagata.
Potem influencerka opisała sytuację, która dziś wraca do niej jako jeden z najmocniej komentowanych wątków.
Przyznała, że gdy usłyszała plotki o tym, że Stuart B. mógł komuś zrobić krzywdę, zachowała się w sposób, którego teraz żałuje.
Według jej relacji wysłała jednej z influencerek profil dziewczyny, o której słyszała, że mogła być osobą pokrzywdzoną.

Tłumaczyła, że chodziło o próbę dowiedzenia się, co naprawdę się stało.
Nie znała tej dziewczyny osobiście.
Nie poszła wtedy z tym tematem publicznie.
Jak opowiadała, influencerka pisała do wskazanej osoby i przesyłała Fagacie screeny rozmowy.
Z relacji Agaty wynika, że dziewczyna nie chciała wracać do sprawy, nie chciała niczego rozgrzebywać i nie zamierzała przekazywać dowodów.
Miała też zasugerować, by temat odpuścić i szukać innych dziewczyn.
Fagata stwierdziła, że właśnie wtedy sprawa została przez nie odłożona.
„Kiedy ja dowiedziałam się, że on mógł komuś zrobić krzywdę, usłyszałam takie plotki, zrobiłam coś, czego żałuję, co było głupie, bo do osoby, której nie znam, do influencerki, wysłałam profil dziewczyny, o której słyszałam, że to właśnie jej mogła stać się ta krzywda. Wysłałam ją, żeby pisała do tej dziewczyny, żebyśmy się właśnie czegoś razem dowiedziały. I ona w tym czasie pisała do niej i wysyłała mi screena, co ta dziewczyna jej pisze. W skrócie ta dziewczyna jej powiedziała, że ona nie chce rozgrzebywać tego tematu, nic nam nie powie, nie dają żadnych dowodów i że mamy odpuścić temat i szukać innych dziewczyn. I my w tym momencie temat odpuściłyśmy” — mówiła na nagraniu.
Ta część oświadczenia miała tłumaczyć, dlaczego w sieci pojawiły się screeny i wiadomości, które dla wielu osób wyglądały jak dowód, że Fagata wiedziała więcej, niż wcześniej przyznawała.
Agata stanowczo zaprzeczyła, że kłamała.
Podkreśliła, że dziś ma 26 lat i patrzy na tamte wydarzenia inaczej.
Przyznała, że wiele rzeczy zrobiłaby teraz w zupełnie inny sposób.
Zaznaczyła też, że nie chciała publicznie rozmawiać o sprawie, bo dotyczy ona osób pokrzywdzonych, dla których jest to traumatyczne doświadczenie.
Według niej internet nie był dobrym miejscem do rozgrywania tak ciężkiego tematu.

Fagata odniosła się również do swoich zeznań.
Powiedziała, że po wybuchu Pandora Gate poszła na prokuraturę.
Dodała też, że na początku tego roku miała zeznawać po raz drugi.
Zaznaczyła przy tym, że nie informowała o każdym kroku swoich obserwatorów, bo nie czuła takiego obowiązku.
„I ja wam mówiłam, że ja byłam dzień po Pandorze zeznawać na prokuraturze. Potem po prostu ja nie czułam, że muszę Was informować o czymkolwiek z tym związanym. I tego nie wiecie, ale w tym roku, na początku tego roku byłam zeznawać na prokuraturze po raz drugi. I nie, nie kłamałam” — podkreśliła.
Raperka przyznała, że rozumie, dlaczego część internautów mogła jej nie wierzyć.
Jej wcześniejsze wypowiedzi w sieci mogły brzmieć dziwnie, zwłaszcza gdy później pojawiły się wiadomości i screeny sugerujące szerszy kontekst.
Fagata stwierdziła jednak, że nie mówiła nieprawdy.
Tłumaczyła, że po prostu nie czuła się osobą kompetentną do komentowania tak poważnej sprawy publicznie.
„Wiem, że to, co mówiłam w internecie mogło brzmieć dziwnie. Nie dziwię się ludziom, że mówiłam, że nic nie wiedziałam, a potem widzieli takie, a nie inne wiadomości czy screeny, to mogli pomyśleć, że kłamałam. Ale nie kłamałam. (…) Po prostu nigdy nie czułam się jakaś osoba kompetentna do tego, żeby to tutaj komentować, i też nie uważałam, że internet jest dobrym miejscem, żeby o tym mówić” — kontynuowała.
W dalszej części oświadczenia Fagata wróciła do swojego związku ze Stuartem B.
To był jeden z najbardziej emocjonalnych fragmentów całego nagrania.
Influencerka stwierdziła, że od początku relacji była mocno krytykowana i wyśmiewana.
Powiedziała także, że przez tę relację miała trafić do szpitala psychiatrycznego.
Przypomniała też dawnego live’a, podczas którego płakała i mówiła, że Stuart jest „potworem”.
Według niej już wtedy próbowała powiedzieć odbiorcom, jak była traktowana, ale nie spotkała się ze zrozumieniem.
„Ja od początku w związku ze Stuu byłam ciśnięta. Ja nawet trafiłam przez niego do szpitala psychiatrycznego i może pamiętacie tego live’a, gdzie ja płaczę i mówię, że on jest potworem. Ja próbowałam Wam wtedy powiedzieć, jak on mnie traktował, to również zostałam wyśmiana” — mówiła Fagata.
Te słowa natychmiast przyciągnęły uwagę internautów.
Fagata próbowała wytłumaczyć, że przez własne doświadczenia w tej relacji i reakcje odbiorców nigdy nie czuła, że ktokolwiek potraktuje ją jako wiarygodną osobę w tak poważnym temacie.
Według niej nie miała poczucia, że ludzie jej zaufają.
Dlatego unikała publicznego zabierania głosu w sprawie Stuarta B. i zarzutów, które wokół niego się pojawiały.

„Więc ja po prostu nigdy nie czułam, że jestem osobą, której ktoś by zaufał i która mogłaby się podjąć tak ciężkiego tematu i mówić o tym w internecie” — dodała.
Oświadczenie Agaty miało być więc próbą uporządkowania kilku spraw naraz.
Z jednej strony wyjaśniała, kiedy poznała Stuarta B. i dlaczego twierdzi, że nie mogła wiedzieć o zarzucanych mu czynach w czasie, gdy miały się one wydarzyć.
Z drugiej tłumaczyła swoją późniejszą reakcję na plotki, próby kontaktu z osobą, która mogła być pokrzywdzona, oraz własne decyzje dotyczące milczenia.
Z trzeciej strony wróciła do osobistych doświadczeń ze związku, który przedstawia jako toksyczny i bardzo obciążający.
W tle cały czas pozostaje jednak obecna burza wokół jej osoby.
Afera z Żabsonem i Lilą Janowską tylko zwiększyła napięcie wokół Fagaty.
Internauci zaczęli wracać do dawnych historii, screenów, nagrań i komentarzy.
W takiej atmosferze jej oświadczenie musiało wywołać kolejną falę reakcji.
Jedni mogą uznać je za potrzebne wyjaśnienie.
Inni potraktują je jako spóźnioną próbę ratowania wizerunku.
Sama Fagata przyznała, że ma świadomość, iż kolejne afery z jej udziałem sprawiają, że trudno jej funkcjonować w świecie influencerów określanych jako family friendly.
Właśnie dlatego miała zdecydować się na zmianę ścieżki medialnej działalności.
Ten fragment pokazuje, że Agata wie, jak mocno jej wizerunek odbiega od bezpiecznego, reklamowego modelu influencerki.
Zamiast udawać, że nic się nie stało, przyznała, że jej obecność w takim świecie jest coraz trudniejsza.

Nie oznacza to jednak, że jej oświadczenie zakończy dyskusję.
Wręcz przeciwnie.
Sprawa Stuarta B., Pandora Gate, wyciekające wiadomości, afery obyczajowe i publiczne tłumaczenia Fagaty tworzą mieszankę, która nadal będzie analizowana przez internautów.
Największe emocje budzi to, czy jej wersja przekona osoby, które zarzucają jej zbyt późne i niejasne reakcje.
Fagata twierdzi, że nie kłamała.
Mówi, że zeznawała na prokuraturze dwa razy.
Przyznaje, że zrobiła kiedyś coś głupiego, wysyłając profil dziewczyny innej influencerce.
Podkreśla, że nie czuła się kompetentna, by rozmawiać o tak poważnej sprawie w internecie.
I jednocześnie opowiada o własnym cierpieniu w relacji ze Stuartem B.
Wszystko to składa się na oświadczenie pełne emocji, tłumaczeń i prób odcięcia się od najcięższych oskarżeń.
Nie zmienia to faktu, że pytania pozostały.
Dlaczego wcześniej nie mówiła szerzej o tym, co wiedziała?
Czy naprawdę nie miała świadomości skali sprawy?
Czy jej działania po usłyszeniu plotek były tylko chaotyczną próbą dowiedzenia się prawdy?
I czy internet uwierzy w jej wersję po tylu wcześniejszych kontrowersjach?
Fagata sama przyznała, że przez lata nie czuła się osobą, której ktoś zaufa.
Teraz próbuje odzyskać głos w sytuacji, w której zaufanie jest dla niej najtrudniejszą walutą.
Jej oświadczenie nie było krótkim komunikatem ani prostym zaprzeczeniem.
Było emocjonalną próbą opowiedzenia własnej historii od początku.
Od poznania Stuarta B. w wieku 19 lat.
Przez plotki, wiadomości, prokuraturę i milczenie.
Aż po wyznanie o szpitalu psychiatrycznym i poczuciu wyśmiania, gdy próbowała mówić, jak wyglądała ta relacja.
Dla wielu osób to nagranie będzie jednym z najważniejszych momentów w medialnym kryzysie Fagaty.
Dla innych — kolejnym rozdziałem wizerunkowego chaosu, który ciągnie się za nią od dawna.

Jedno jest pewne: Fagata zrozumiała, że tym razem temat sam nie ucichnie.
Dlatego wyszła do obserwatorów z oświadczeniem, w którym próbowała odpowiedzieć na najcięższe zarzuty i pokazać własną stronę historii.
Czy to wystarczy, by zatrzymać falę krytyki?
Na razie trudno w to uwierzyć.