Alicja Bachleda-Curuś od lat mieszka poza Polską i rzadko pojawia się w kraju, dlatego jej najnowszy przyjazd od razu zwrócił uwagę. Aktorka przyleciała do ojczyzny w połowie lipca, a powód był dla niej szczególnie ważny. Została zaproszona na wydarzenie związane z twórczością Andrzeja Wajdy, czyli reżysera, który odegrał ogromną rolę w jej karierze.
Bachleda-Curuś jest jedną z tych polskich aktorek, które już na początku drogi zawodowej zdobyły ogólnopolską rozpoznawalność. Szeroka publiczność zapamiętała ją przede wszystkim jako Zosię z filmu „Pan Tadeusz” Andrzeja Wajdy.

To właśnie ta rola otworzyła jej drzwi do wielkiej popularności w Polsce. Młoda aktorka szybko stała się jedną z najbardziej komentowanych twarzy swojego pokolenia, a sukces w kraju zachęcił ją do myślenia o karierze za granicą.
Z czasem Bachleda-Curuś postanowiła spróbować swoich sił w Hollywood. Z tego powodu wyjechała z Podhala i zaczęła budować życie oraz zawodową przyszłość poza ojczyzną.
Mimo że od lat funkcjonuje z dala od Polski, nie zerwała więzi z krajem. W Polsce ma rodzinę, bliskich i ważne wspomnienia, dlatego co jakiś czas wraca, zwłaszcza gdy pojawia się okazja związana z kulturą, filmem lub ważnymi wydarzeniami branżowymi.
Tak było również tym razem. Aktorka po dłuższej nieobecności znów pojawiła się w ojczyźnie, a jej przyjazd miał konkretny powód. Bachleda-Curuś została zaproszona na spotkanie „Aktorki Wajdy”, które odbyło się w ramach 24. MFF Bella Tofifest w Toruniu.
Dla Alicji udział w takim wydarzeniu miał szczególne znaczenie. Andrzej Wajda nie był dla niej jedynie reżyserem, u którego zagrała ważną rolę. Jak sama podkreśla, jego opinia miała ogromny wpływ na jej życiowe decyzje.
Aktorka przyznała, że Wajda był w pewnym sensie ojcem chrzestnym jej wyjazdu za ocean. Gdyby próbował ją wtedy zatrzymać, jej losy mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej.

„Gdyby powiedział, żebym nie jechała, to pewnie bym została, więc bardzo mu za to dziękuje” — mówiła Alicja Bachleda-Curuś.
Te słowa pokazują, jak ważne było dla niej wsparcie reżysera. Decyzja o wyjeździe z Polski i rozpoczęciu kariery w Stanach Zjednoczonych była dużym krokiem, ale świadomość, że Wajda nie zniechęca jej do tej drogi, najwyraźniej dodała jej odwagi.
Przy okazji pobytu w kraju aktorka udzieliła także kilku wywiadów. Nie zabrakło pytań o to, za czym najbardziej tęskni, żyjąc poza Polską.

Odpowiedź okazała się bardzo zwyczajna i przez to wyjątkowo bliska wielu osobom, które mieszkają za granicą. Bachleda-Curuś przyznała, że brakuje jej przede wszystkim polskich smaków i produktów, których trudno szukać za oceanem.
Szczególnie tęskni za sezonowymi warzywami, nowalijkami i prostymi przysmakami, które kojarzą się z polskim domem. Na jej liście znalazły się bób, ogórki małosolne oraz biały ser.
To pokazuje, że nawet gwiazda z międzynarodowym doświadczeniem może najbardziej tęsknić nie za wielkimi wydarzeniami, lecz za smakami dzieciństwa i codzienności. Dla Bachledy-Curuś Polska to nie tylko zawodowe wspomnienia, ale też kuchnia, rodzinność i konkretne zapachy lata.

Jej powrót do kraju miał więc kilka wymiarów. Z jednej strony był związany z prestiżowym wydarzeniem filmowym w Toruniu i pamięcią o Andrzeju Wajdzie. Z drugiej strony dał aktorce okazję, by znów poczuć klimat ojczyzny, za którym mimo życia za granicą wciąż tęskni.
Alicja Bachleda-Curuś od lat idzie własną drogą, daleko od codziennego polskiego show-biznesu. Kiedy jednak wraca, natychmiast przypomina, jak ważne miejsce zajmuje w historii rodzimego kina.
Spotkanie „Aktorki Wajdy” było dla niej pięknym pretekstem do powrotu. A jej słowa o reżyserze i polskich smakach pokazują, że mimo zagranicznego życia wciąż nosi w sobie bardzo mocne związki z krajem.