Małgorzata Tomaszewska znów została zapytana o swoją relację z Aleksandrem Sikorą. Choć ich wspólna praca w „Pytaniu na śniadanie” już dawno dobiegła końca, a dziś oboje działają w różnych stacjach, temat ich znajomości wciąż wzbudza zainteresowanie. Prezenterka w podkaście „Mówię Wam. Extra” jasno powiedziała, jak naprawdę wygląda jej kontakt z dawnym ekranowym partnerem. Przy okazji niespodziewanie wrócił wątek Tomasza Kammela i Marzeny Rogalskiej.
Małgorzata Tomaszewska po odejściu z „Pytania na śniadanie” znalazła swoje miejsce w „Dzień Dobry TVN”. Zmiana stacji była dla niej dużym zawodowym zwrotem, ale nie odcięła jej od relacji, które zbudowała jeszcze podczas pracy w TVP.

Ostatnio prezenterka pojawiła się w podkaście „Mówię Wam. Extra”, publikowanym na kanale TVN 7 na YouTube. Rozmowę prowadził Mateusz Hładki, który postanowił poruszyć temat, o który Tomaszewska była pytana już wielokrotnie.
Chodzi oczywiście o Aleksandra Sikorę. Małgorzata przez długi czas tworzyła z nim duet w „Pytaniu na śniadanie”, a ich ekranowa chemia szybko zaczęła budzić zainteresowanie widzów.
Prezenterzy świetnie dogadywali się przed kamerami, ale ich znajomość nie kończyła się wraz z wyłączeniem świateł w studiu. Z czasem zaczęło być widać, że łączy ich także prywatna sympatia.
To wystarczyło, by pojawiły się plotki o rzekomym romansie. Komentowano ich bliskość, wspólne żarty i naturalność, z jaką funkcjonowali na ekranie.
Aleksander Sikora już wcześniej stanowczo odniósł się do tych doniesień i wyjaśnił, że między nim a Małgorzatą nie ma związku romantycznego.
„Dobrze dograliśmy się w pracy. Dość często żartobliwie nazywając się „telewizyjnym małżeństwem”. W życiu prywatnym przyjaźnimy się. Nie jesteśmy razem i nie… nie mamy dziecka, bo i taką teorię gdzieś słyszałem” — napisał Olek na Instagramie.

Choć ich wspólne prowadzenie programu zakończyło się, relacja przetrwała. Dziś Małgorzata Tomaszewska i Aleksander Sikora pracują w konkurencyjnych stacjach, ale nadal utrzymują kontakt.
W mediach społecznościowych zdarza im się publikować relacje ze spotkań prywatnych, co tylko podtrzymuje zainteresowanie fanów.
Mateusz Hładki postanowił więc zapytać wprost, czy ich znajomość była prawdziwa, czy może budowano ją głównie na potrzeby programu i przyciągania widzów.
„Wy się naprawdę przyjaźniliście, czy to było takie zbudowane, żeby przyciągać widzów?” — zapytał prowadzący.
Tomaszewska nie potrzebowała długiego tłumaczenia. Odpowiedziała krótko i zdecydowanie.
„Naprawdę” — odparła.
Dodała przy tym, że nadal ma z Sikorą dobry kontakt. To wystarczyło, by jasno pokazać, że ich relacja nie była jedynie telewizyjną kreacją.
Hładki jednak nie zakończył tematu. Niespodziewanie przywołał inną medialną parę prowadzących, która przez lata uchodziła za wyjątkowo zgraną. Chodziło o Marzenę Rogalską i Tomasza Kammela.
Ich duet był kiedyś tak rozpoznawalny, że widzowie i media nadali im wspólną nazwę. W rozmowie padło określenie „Rogamell”.
Prowadzący zasugerował, że czasem telewizyjne przyjaźnie wyglądają na ekranie bardzo wiarygodnie, ale po zakończeniu wspólnej pracy okazuje się, że nie były aż tak trwałe.

„Czasami mam wrażenie, że te takie medialne pary, w sensie prowadzący programy, że to jednak jest pod publikę i na pokaz. Pamiętasz, była taka jedna słynna para, co to nawet z ich nazwisk zrobili jedną nazwę. 'Rogamell’. No taka przyjaźń to była” — kpił Hładki.
Tomaszewska podjęła ten wątek, powtarzając nazwiska znanych prezenterów.
„Nasz 'Rogamel’. Marzenka i Tomek” — powiedziała.
Prowadzący ciągnął jednak temat dalej i stwierdził, że gdy Rogalska i Kammel przestali razem prowadzić program, skończyła się także ich przyjaźń.
„No przestali razem prowadzić to i po przyjaźni” — mówił Hładki.
Ta sugestia wyraźnie nie przypadła Tomaszewskiej do gustu. Prezenterka szybko zorientowała się, że prowadzący próbuje doprowadzić ją do oceny relacji Rogalskiej i Kammela.
„Robisz podprowadzenie i chcesz mnie zapytać czy uważam, że się przyjaźnili?” — zareagowała Małgorzata, ucinając temat.
Nie chciała wchodzić w ocenianie cudzych więzi i roztrząsać, co naprawdę łączyło lub dziś łączy dawnych prowadzących. Zamiast tego wróciła do sprawy własnej relacji z Aleksandrem Sikorą.
I tutaj nie zostawiła już miejsca na domysły. Potwierdziła, że Olek ma w jej życiu ważne miejsce, a ich znajomość nie była tylko telewizyjnym obrazkiem.
Małgorzata przyznała, że gdyby musiała dziś podjąć ważną decyzję, Sikora byłby jedną z pierwszych osób, do których mogłaby zadzwonić po radę.
„Jeżeli dzisiaj na przykład stałabym przed decyzją, którą muszę podjąć, to myślę, że Olek byłby w 'top piątce’, żeby do niego zadzwonić i zapytać się, co zrobić. No to chyba wszystko” — powiedziała Tomaszewska.

Te słowa brzmią jak jednoznaczne potwierdzenie, że ich relacja jest prawdziwa i nadal ważna. Nie chodzi tylko o dawną pracę w telewizji, wspólne występy czy sympatię widzów.
Dla Tomaszewskiej Aleksander Sikora jest osobą, której zdanie nadal się liczy. To dużo mówi o zaufaniu, które między nimi zostało po zakończeniu wspólnej pracy.
Ich historia pokazuje, że nie każda ekranowa bliskość musi kończyć się wraz z ostatnim wspólnym programem. Czasem telewizyjna współpraca może przerodzić się w prawdziwą przyjaźń, nawet jeśli media i widzowie dopisują do niej własne scenariusze.
Małgorzata Tomaszewska nie dała się wciągnąć w ocenianie Rogalskiej i Kammela, ale o Sikorze powiedziała wystarczająco dużo. Nadal mają kontakt, nadal się lubią i nadal mogą na siebie liczyć.
W tle pozostały dawne plotki o romansie, żarty o „telewizyjnym małżeństwie” i porównania do innych popularnych duetów. Jednak prezenterka postawiła sprawę jasno: jej relacja z Olkiem nie była sztuczną konstrukcją na potrzeby programu.
Dziś ich zawodowe drogi prowadzą przez różne stacje, ale prywatna nić porozumienia przetrwała. A skoro Tomaszewska umieszcza Sikorę w swojej „top piątce” osób od ważnych decyzji, trudno o mocniejszy dowód zaufania.