Małgorzata Potocka po bolesnych rozstaniach wciąż wierzy w miłość. U boku młodszego scenografa odzyskała błysk

Małgorzata Potocka ma za sobą historie miłosne, o których przez lata mówiło się w środowisku filmowym. Były wielkie uczucia, burzliwe rozstania, zdrady i bolesne rozczarowania. Mimo tego 72-letnia gwiazda „Barw szczęścia” nie zamknęła serca na nowy rozdział. Wciąż wierzy, że miłość może pojawić się w każdym momencie życia.

Aktorka niedawno przyznała, że wielu mężczyzn, z którymi była związana, bardziej potrzebowało jej obecności, niż naprawdę troszczyło się o nią samą. Nie odbiera im uczuć, ale z perspektywy czasu widzi, że w tych relacjach często brakowało równowagi.

„Oni mnie kochali, ale jednak w pierwszej kolejności byłam im potrzebna. Być może nawet nie do końca byli tego świadomi” — mówiła o dawnych partnerach.

Potocka ma poczucie, że w związkach dawała bardzo dużo. Była u boku artystów, wspierała ich, dbała o domy, pomagała budować stabilność i zaplecze, dzięki któremu mogli rozwijać swoje kariery. Po latach zrozumiała jednak, że sama nie zawsze dostawała podobne wsparcie.

„Byłam z wielkimi, niezwykłymi, wspaniałymi i utalentowanymi artystami. Zadbałam o ich domy, sukcesy i pozycję. Po czasie zdałam sobie jednak sprawę z tego, że żaden z nich nie nosił mnie na rękach, nie pomógł mojej karierze, nie zatroszczył się o moje szczęście” — wyznała.

W jej życiu uczuciowym nie brakowało mocnych nazwisk i równie mocnych emocji. W młodości była zaręczona ze starszym o 15 lat Zygmuntem Malanowiczem. Później pojawił się krótki, ale burzliwy romans z Markiem Włodarczykiem.

Przez pewien czas była żoną Józefa Robakowskiego, którego ostatecznie zostawiła dla Grzegorza Ciechowskiego. To właśnie związek z liderem Republiki stał się jedną z najgłośniejszych historii w jej życiu.

Relacja Potockiej z Obywatelem GC zakończyła się skandalem. Aktorka przyłapała Grzegorza Ciechowskiego na miłosnych igraszkach z opiekunką ich córki, Anną Wędrowską. To był cios, po którym trudno było mówić o spokojnym rozstaniu.

Po zakończeniu tej relacji w życiu Potockiej pojawił się Adam Gessler. Związek z restauratorem również nie przyniósł jej szczęśliwego finału. On nie zdecydował się odejść dla niej od żony, a gdy w końcu postanowił wziąć rozwód, wyszło na jaw, że będzie miał dziecko z dużo młodszą kobietą.

„Zdradzał z nią i żonę, i mnie” — potwierdziła aktorka.

Dziś Potocka niechętnie wraca do tej historii. Gdy pytana jest o relację z Gesslerem, mówi krótko, że była to jej największa życiowa pomyłka.

Mimo tylu rozczarowań aktorka nie przestała wierzyć w uczucie. Przyznaje, że był w jej życiu moment, gdy nie była gotowa ani kochać, ani przyjmować miłości. Czuła się wtedy wewnętrznie wypalona i pusta.

„Nie zamykałam się na miłość, ale też nie byłam na nią otwarta. Czułam, że nie jestem gotowa na to, by kogoś pokochać i dać mu coś z siebie. Byłam jakaś taka wyschnięta od środka, opustoszała. Ale dawno temu zamknęłam już ten etap” — mówiła.

Dziś deklaruje coś zupełnie innego. „Od lat czuję się gotowa na miłość” — dodała.

W ostatnim czasie szczególną uwagę wzbudziła jej relacja z młodszym o 25 lat scenografem Michałem Draczem. Rok temu Małgorzata Potocka pojawiła się z nim na jednej ze stołecznych imprez, a obserwatorzy od razu zauważyli, że łączy ich bliskość.

Poznali się w 2021 roku, niespełna dwa lata po tym, jak Potocka wygrała konkurs na stanowisko dyrektora Teatru Powszechnego im. Jana Kochanowskiego w Radomiu. To właśnie wtedy zaprosiła Michała do współpracy.

Dracz szybko stał się dla niej ważnym zawodowym partnerem. Przed premierą ich pierwszej wspólnej produkcji, sztuki „Pomoc domowa”, którą reżyserował, a w której Potocka zagrała tytułową rolę, aktorka nie szczędziła mu ciepłych słów.

„Jest znakomitym artystą, wspaniałym człowiekiem i bardzo interesującym mężczyzną” — mówiła o nim.

Przez długi czas Małgorzata Potocka i Michał Dracz nie afiszowali się z tym, że łączy ich coś więcej niż praca. Dopiero pod koniec 2024 roku zrobiło się o nich głośniej, gdy razem polecieli do Nowego Jorku. W teatrze La MaMa miał być wtedy pokazany ich spektakl.

To właśnie wtedy zaczęto coraz wyraźniej pisać o ich bliskości i wspólnej miłości do sztuki. Potocka pytana o Michała przyznała, że za takim mężczyzną kiedyś poszłaby na koniec świata.

Podczas wernisażu wystawy ich zdjęć w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku pozwoliła sobie także na wymowny żart. „Mam nadzieję na dłuższą współpracę” — powiedziała.

W tych słowach było sporo lekkości, ale też wyraźna sympatia. Po latach trudnych doświadczeń aktorka najwyraźniej nie chce już budować relacji na wielkich deklaracjach i dramatycznych gestach. Bardziej ceni uważność, wspólne pasje i dobre bycie obok siebie.

Potocka nie ukrywa, że jej wcześniejsze życie miłosne nie było usłane różami. Spotykała mężczyzn silnych, utalentowanych i fascynujących, ale często płaciła za te relacje własnym spokojem.

Dziś patrzy na to inaczej. Nie chce już być tylko kobietą, która wspiera cudze sukcesy i dba o cudze życie. Chce relacji, w której także jej szczęście ma znaczenie.

Właśnie dlatego jej wiara w miłość brzmi tak mocno. Nie jest naiwnością ani zapomnieniem o przeszłości. To raczej decyzja kobiety, która dobrze wie, ile może boleć związek, a mimo to nie pozwala, by rozczarowania odebrały jej prawo do nadziei.

„Na miłość nigdy nie jest za późno” — stwierdziła.

Małgorzata Potocka nadal wierzy, że najważniejsze uczucie może być jeszcze przed nią. Po zdradach, trudnych rozstaniach i relacjach, w których dawała więcej, niż dostawała, wciąż nie rezygnuje z marzenia o motylach w brzuchu.

U boku młodszego Michała Dracza odnalazła bliskość, wspólny język i artystyczną energię. A jej historia pokazuje, że nawet po najbardziej bolesnych miłosnych porażkach można jeszcze powiedzieć: może to właśnie teraz przyjdzie coś dobrego.