Klaudia Halejcio długo trzymała się z dala od publicznych awantur, ale tym razem uznała, że musi zabrać głos. Po słowach jej świeżo poślubionego męża, Oskara Wojciechowskiego, w sieci rozpętała się dyskusja o jej karierze, aktorstwie, influencerstwie i tym, czy partner miał wpływ na jej zawodowe decyzje. 35-latka nie ukrywa, że sposób, w jaki zaczęto mówić o niej i jej małżeństwie, mocno ją dotknął.
Halejcio kilka lat temu wyraźnie zmieniła zawodowy kierunek. Choć wcześniej była kojarzona głównie z aktorstwem, z czasem coraz mocniej zaczęła budować swoją pozycję w internecie. Pokazywała dopracowane wnętrza, stylizacje i codzienność, a jej instagramowa działalność szybko przerodziła się w pełnoprawną karierę influencerską.

Zmiana okazała się dla niej bardzo opłacalna. Klaudia nie ukrywała, że w nowej branży zarabia zdecydowanie więcej niż wtedy, gdy pracowała jako aktorka. Mówiła o tym bez fałszywej skromności i z przekonaniem, że wybrała drogę, która daje jej satysfakcję.
„Zarabiam bardzo duże pieniądze, jestem jedną z topowych influencerek, więc nie mogę narzekać. Są to zdecydowanie większe zarobki niż jak byłam aktorką” — przyznała.
Z czasem rozwinęła własny kanał internetowy, zaczęła tworzyć książki dla dzieci inspirowane pomysłami córki i zdobyła ważne wyróżnienia w świecie twórców internetowych. Na swoim koncie ma statuetkę w kategorii Twórca Roku z gali Influencers LIVE Awards oraz nominację w plebiscycie Digital Shapers.

Przez długi czas jej decyzja o odejściu od aktorstwa nie wywoływała aż tak dużych emocji. Wszystko zmieniło się po wypowiedzi Oskara Wojciechowskiego w podcaście Magdy Mołek „W moim stylu”. Mąż Halejcio stwierdził, że to on miał zniechęcić ją do teatru i skierować jej uwagę na internet.
„To ja zniechęciłem Klaudię do teatru. Klaudia zaczęła kręcić na Instagramie kampanię i mówię: zobacz, z tego jest tak, ludzie to lubią, oglądają. Ja rozumiem, że teatr… Ona mi tysiąc historii sprzedała, dlaczego ten teatr i średnio mnie interesowały te argumenty. Dopiero z czasem zrozumiała, że można to odłożyć zupełnie na półkę” — powiedział.
Te słowa natychmiast zaczęto komentować. Część osób odebrała je jako brak wsparcia dla pasji żony. Katarzyna Zielińska nie ukrywała rozczarowania i napisała wprost, że taka postawa ją niepokoi.
„Smutne bardzo. Zamiast być skrzydłami dla swojej żony i wspierać ją w talencie. Jestem przerażona tymi wypowiedziami” — skomentowała.
Aleksandra Domańska zwróciła uwagę na sposób, w jaki Oskar mówił o swoim wpływie na decyzje Klaudii. Jej reakcja była krótka, ale bardzo wymowna.
„To ja to, ja tamto” — napisała.
Pod nagraniem pojawiło się też wiele ostrzejszych opinii. Internauci komentowali nie tylko wypowiedź o teatrze, ale również ton, w jakim Wojciechowski mówił o życiu rodzinnym i decyzjach podejmowanych w związku.
„Ale ten moment, gdy Pan mówi o trzymaniu Pani Klaudii w ryzach i, że on postanowił że będą mieli dziecko i już! No troszkę dziwne” — pisała jedna z osób.
Inni zastanawiali się, jak sami zareagowaliby na podobną radę ze strony partnera. „Nie mi jest oceniać, czy są fajni, czy nie. Czy się kochają szczerze, czy nie. Wiem, że gdyby mi partner powiedział, żebym porzuciła robienie czegoś co kocham, bo zarobię lepiej gdzie indziej, to… mocno bym się zastanowiła” — czytamy w komentarzach.

Pojawiły się również uwagi uderzające bezpośrednio w Oskara. „Mnie bardzo ciekawi skąd takie mniemanie o sobie Pana Oskara, żaden jego biznes nie przynosi zysków, które pozwalają na takie życie. Czyżby to jednak Pani Klaudia pchała ten wózek?!” — napisał jeden z internautów.
W końcu Klaudia Halejcio postanowiła przerwać milczenie. Na Instagramie zamieściła wpis i nagranie, w których jasno stanęła po stronie męża. Jednocześnie nie oszczędziła środowiska, które jej zdaniem najmocniej oburzyło się na słowa Oskara.
„Śmieszne jest to, że środowisko, w którym gdyby tylko mogli, każdy utopiłby drugiego w łyżce wody, żeby zwolniło się miejsce, teraz nagle „płacze” za mną. (…) Nigdy nie wypowiadałam się publicznie na temat cudzych problemów, niezależnie od tego, czy coś mi się podoba, czy nie. Każdy punkt widzenia może być inny i ja to szanuję. Sami zresztą wiecie, że nie wchodzę w żadne afery. Dziś jednak zabieram głos. Dostałam w wiadomościach przeprosiny, ale mleko już się wylało, i to dawno temu” — napisała.
Aktorka i influencerka zasugerowała, że jej zdaniem w całej sprawie zabrakło pełnego kontekstu. Zwróciła uwagę, że być może z podcastu wypadły fragmenty, które pomogłyby lepiej zrozumieć sens wypowiedzi jej męża. Podkreśliła też, że tworzenie filmów zaczęła jeszcze zanim poznała Oskara.
„Może w podcaście wycięto za dużo wyjaśnień, żeby dało się zrozumieć cały przekaz. Myślę, że gdyby ktoś naprawdę znał mnie i Oskara, wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Szkoda, że pewne tematy nie zostały wyjaśnione do końca. I żeby było jasne: filmy zaczęłam robić, zanim w ogóle poznałam Oskara. A ja? Dzisiaj wiem, że wybrałam właściwą drogę. Tworzenie to nie tylko moja praca, ale przede wszystkim coś, co naprawdę kocham. Realizuję się w tym każdego dnia.(…). To daje mi ogromną satysfakcję i tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jestem dokładnie tam, gdzie chcę być. Nie pozwolę sobie zepsuć tego pięknego czasu i nie pozwolę, żeby ktokolwiek wycierał sobie mną usta” — dodała.
Wpis Halejcio jasno pokazał, że nie zamierza pozwolić, by inni opowiadali jej historię za nią. Z jednej strony broniła męża, z drugiej przypomniała, że decyzje zawodowe podejmowała świadomie i dziś nie żałuje obranej drogi. Wręcz przeciwnie — podkreśliła, że jest dokładnie tam, gdzie chce być.
Cała sytuacja odsłoniła, jak szybko jedna wypowiedź może zamienić się w publiczny sąd nad związkiem, karierą i prywatnymi wyborami. Klaudia Halejcio odpowiedziała ostro, ale widać, że nie chodziło jej wyłącznie o obronę Oskara. Chodziło też o postawienie granicy tym, którzy zaczęli rozliczać jej życie bez znajomości całej historii.