Julia Walczak zamknęła kolejny ważny rozdział. Po rozstaniu z Katarzyną Zillmann potwierdziła koniec kariery

Julia Walczak w ostatnim czasie znalazła się w centrum zainteresowania głównie przez rozstanie z Katarzyną Zillmann. Teraz okazuje się jednak, że zakończenie tej relacji nie było jedyną dużą zmianą w jej życiu. Sportsmenka potwierdziła, że pożegnała się także z karierą kajakarską.

Walczak przez lata była znana przede wszystkim ze swoich sportowych osiągnięć, ale szerzej zaczęto mówić o niej również za sprawą związku z Katarzyną Zillmann. Kajakarka i wioślarka poznały się w środowisku sportowym, a później stworzyły relację, która trwała ponad pięć lat.

Jeszcze przed rozstaniem Julia wspierała ukochaną podczas jej udziału w „Tańcu z gwiazdami”. Z czasem jednak widzowie zaczęli zauważać, że coś się zmieniło. Zillmann coraz rzadziej wspominała o Walczak w wywiadach, a Julia przestała pojawiać się na widowni programu.

Wtedy ruszyły plotki o bliskiej relacji Katarzyny Zillmann z Janją Lesar. Gdy po finale „Tańca z gwiazdami” panie otwarcie okazywały sobie uczucia, dla wielu osób stało się jasne, że związek Zillmann i Walczak należy już do przeszłości.

Julia później potwierdziła rozstanie i była wielokrotnie pytana o to, jak układa sobie życie po zakończeniu tej relacji. Teraz wyszło na jaw, że równolegle musiała poradzić sobie z jeszcze jednym bolesnym końcem.

Medalistka mistrzostw Polski i Europy oraz wicemistrzyni świata przez dłuższy czas nie informowała o kolejnych sportowych planach. W końcu przyznała wprost, że nie wróciła do treningów i zakończyła karierę.

„To jest trudne, ale zakończyłam karierę, bo nie trenuję” — powiedziała w rozmowie z Kozaczkiem.

Jak się okazuje, nie była to decyzja podjęta z dnia na dzień. Walczak od kilkunastu miesięcy nie funkcjonowała już w rytmie zawodowego kajakarstwa. Niedawno po raz pierwszy od długiego czasu wróciła na wodę, ale bardziej po to, by symbolicznie zmierzyć się z przeszłością niż realnie zaczynać wszystko od nowa.

„Byłam ostatnio, jakieś dwa tygodnie temu, na wodzie, zeszłam na swoją łódkę pierwszy raz po dwóch latach, tak żeby sobie przypomnieć i się zastanowić, jak to jest. I trochę to było takie uzdrawiające. 'Odwiesiłam wiosła’ bardzo gwałtownie, bo trener powiedział mi, że już nie ma zgrupowania i mogę jechać do domu, bo on stracił możliwość kierowania dalej tą kadrą (…)” — zdradziła.

Ten moment był dla niej ogromnym ciosem. Walczak przygotowywała się do igrzysk, była po miesiącach skrajnie wymagającego treningu i ufała, że całe zmęczenie ma sens, bo prowadzi ją do najważniejszego celu.

Nagle, półtora miesiąca przed igrzyskami, wszystko się rozsypało. Sportsmenka została pozbawiona możliwości kontynuowania drogi, na którą poświęciła ogrom siły, zdrowia i emocji.

„Ja byłam tak zmęczona. Trening, który przez kilka miesięcy przed tym wydarzeniem robiłam do igrzysk, był na skraju mojej wytrzymałości. Wykonywałam go ze świadomością i z ogromnym zaufaniem do trenera, że tak muszę się czuć, że teraz muszę być bardzo zmęczona, żeby później to wszystko miało sens i żeby na zawodach po prostu pokazać to, co mam, swojego maksa. No i te półtora miesiąca przed igrzyskami została mi odebrana ta możliwość (…), więc to było dla mnie tragiczne przeżycie” — wyznała.

Po powrocie do domu znalazła się w sytuacji, której nie znała. Jako zawodniczka była przyzwyczajona do planu, celu, treningów i dyscypliny. Nagle zabrakło wszystkiego, co przez lata porządkowało jej codzienność.

Zaczęła bardzo uważać na jedzenie, bo bała się, że po odstawieniu intensywnego ruchu jej ciało szybko się zmieni. Nie wiedziała też jeszcze, czy odchodzi ze sportu na stałe, czy tylko robi przerwę.

„Przyjechałam do domu. Jadłam bardzo zdrowo. Wiedząc, że przestałam się ruszać, bałam się, że nagle przybiorę na wadze. Nie wiedziałam, czy do końca kończę tę karierę, czy robię sobie przerwę. Robiłam takie małe treningi, takie absolutne minimum, bo ciało mnie po prostu po dwóch tygodniach nic nierobienia zaczynało boleć, więc musiałam coś robić, żeby po prostu żyć” — tłumaczyła.

Później pojawiła się jeszcze możliwość powrotu do kadry pod opieką nowego trenera. Julia Walczak nie zdecydowała się jednak na ten krok. Wiedziała, jaki tryb pracy reprezentuje szkoleniowiec i uznała, że w takich warunkach nie będzie w stanie osiągnąć tego, czego naprawdę chce.

„(…) Chyba lepiej szukać czegoś nowego, bo nie zmarnujesz wówczas czasu. Tak mi się wydaje. To była moja decyzja, taką podjęłam” — podsumowała.

Jej słowa pokazują, że rozstanie ze sportem nie było łatwe ani lekkie. To nie był spokojny finał po wielkim triumfie, lecz gwałtownie przerwany etap, który trzeba było dopiero zrozumieć i przepracować.

W ostatnich miesiącach Walczak zaczęła szukać dla siebie nowej przestrzeni. Skupiła się między innymi na podróżach z przyjaciółmi kamperem, który zbudował jej brat. To właśnie w ten sposób próbuje teraz układać codzienność poza sportowym rygorem.

Julia Walczak ma za sobą czas dwóch dużych pożegnań. Najpierw głośne rozstanie z Katarzyną Zillmann, później oficjalne przyznanie, że kariera kajakarska również dobiegła końca.

Dziś mówi o tym bez udawania, że wszystko przyszło łatwo. Zamknęła etap sportowy, który przez lata definiował jej życie, i próbuje odnaleźć się w zupełnie nowym rytmie. A jej historia pokazuje, że czasem koniec nie przychodzi jednym wydarzeniem, lecz całą serią decyzji, strat i prób odzyskania siebie.