Michał Milowicz mówi o talencie małego syna. Maurycy już śpiewa i bawi się w aktora

Michał Milowicz długo czekał z decyzją o założeniu rodziny, ale gdy już został ojcem, całkowicie odnalazł się w tej roli. 55-letni aktor i wokalista, często nazywany „polskim Elvisem”, dziś nie ukrywa, że syn Maurycy Aleksander zajmuje w jego życiu wyjątkowe miejsce. Co więcej, chłopiec już zaczyna przejawiać artystyczne skłonności.

Przez lata Milowicz uchodził za samotnika, który nie spieszy się do rodzinnej stabilizacji. Wszystko zmieniło się pod koniec 2022 roku, kiedy oficjalnie potwierdził zaręczyny z Katarzyną Kędzierską, młodszą od niego o trzynaście lat.

Partnerka aktora nie jest związana z show-biznesem. Zawodowo zajmuje się bankowością, a razem z Milowiczem stworzyła dom, w którym w marcu tego roku pojawił się ich syn, Maurycy Aleksander.

Ojcostwo szybko mocno wciągnęło aktora. Milowicz przyznał, że od pierwszych chwil bardzo angażuje się w opiekę nad dzieckiem i nie traktuje jej jako zadania wyłącznie dla mamy. Wręcz przeciwnie, sam żartobliwie określa siebie jako „mamę w miniaturze”.

„Ja jestem taka mama w miniaturze. Od urodzenia wszystko robię przy synku. Wykąpię go, przewinę, położę. W nocy mamy dyżury: raz ja wstaję, raz Kasia” — wyznał.

Bliskość z synem szybko zaczęła przynosić widoczne efekty. Maurycy spędza z ojcem dużo czasu i najwyraźniej bacznie obserwuje jego zachowania. Jak opowiada Milowicz, chłopiec już zaczyna śpiewać, wygłupiać się i odgrywać małe scenki.

Aktor nie ukrywa, że patrzy na to z zachwytem, ale też z pewnym dystansem. Widzi w synu pierwsze oznaki artystycznego temperamentu, choć nie chce jeszcze przesądzać, czy Maurycy pójdzie w jego ślady.

„Maurycy sam o tym zadecyduje. Ja wraz z Kasią chcemy stworzyć mu przestrzeń do tego, żeby mógł sam o tym decydować. On już śpiewa razem ze mną, już się wygłupia, już robi minki, już zaczyna odgrywać jakieś rólki, a ma rok i trzy miesiące. Ja nie wiem, pewnie coś tam odziedziczył po mnie w tej materii artystycznej, ale którędy on pójdzie, ja nie chcę go ukierunkowywać” — powiedział Michał Milowicz.

Milowicz dobrze wie, że show-biznes może kusić, ale nie zamierza na siłę pchać syna w świat sceny, kamer i popularności. Chce, by Maurycy miał możliwość poznawania różnych dróg i sam zdecydował, czym będzie chciał się zajmować w przyszłości.

Aktor podkreśla, że razem z Katarzyną chcą dać dziecku narzędzia do wyboru własnej ścieżki. Wspomina przy tym zarówno o instrumentach muzycznych, jak i szerzej rozumianych możliwościach rozwijania pasji.

Milowicz zdaje sobie jednak sprawę, że artystyczny zawód ma nie tylko jasne strony. W show-biznesie są sukcesy, scena i aplauz, ale są też niepewność, presja i trudne momenty, o których rzadziej mówi się głośno.

„My mu chcemy dać instrumenty do tego, żeby mógł to sobie wybrać. Instrumenty muzyczne również, ale mówię, instrumenty do tego, żeby wybrać sobie drogę życia, którą będzie chciał iść. Tak że ja na pewno nie będę za wszelką cenę go pchał w show biznes, a jeżeli będzie on starał się torować sobie drogę do show biznesu, no to będę go przestrzegał przed tymi mrocznymi stronami, które też, nie da się ukryć, istnieją” — wyjaśnił.

Takie podejście pokazuje, że aktor patrzy na przyszłość syna z czułością, ale też rozsądkiem. Z jednej strony cieszy się każdym gestem, śpiewem i zabawną miną Maurycego, z drugiej nie chce budować mu życia według własnego scenariusza.


Dla Michała Milowicza ojcostwo przyszło późno, ale najwyraźniej bardzo świadomie. Dziś aktor zamiast planować synowi karierę, chce dać mu wolność, wsparcie i bezpieczną przestrzeń do odkrywania siebie.

A jeśli Maurycy naprawdę odziedziczył po nim artystyczną żyłkę, Milowicz nie zamierza tego tłumić. Chce jednak, by syn wiedział, że świat show-biznesu to nie tylko blask reflektorów, ale też cena, którą czasem trzeba za niego zapłacić.