Ilona Felicjańska ujawniła dramat zza zamkniętych drzwi. Opowiedziała o przemocy ze strony męża. „O mało nie umarłam”

Ilona Felicjańska zdecydowała się opowiedzieć o jednym z najtrudniejszych rozdziałów swojego życia. Była modelka, której nazwisko przez lata pojawiało się w kontekście osobistych kryzysów i burzliwych związków, w rozmowie z Żurnalistą wróciła do doświadczeń przemocy domowej. Przyznała, że była krzywdzona zarówno fizycznie, jak i psychicznie, a życie z partnerem potrafiło zmieniać się od wielkiego szczęścia do prawdziwego dramatu. Ujawniła również, dlaczego tak długo unikała publicznego mówienia o tym, czego doświadczyła. Szczególne poruszenie mogą wywołać jej słowa o telefonie od Paula oraz wyznanie, że destrukcyjna relacja niemal kosztowała ją życie.

Ilona Felicjańska przez lata milczała o swoim dramacie. Teraz zdecydowała się powiedzieć więcej

Ilona Felicjańska przez wiele lat należała do najbardziej rozpoznawalnych polskich modelek.

Jej kariera, życie uczuciowe i osobiste problemy regularnie przyciągały zainteresowanie opinii publicznej.

W pewnym momencie uwagę mediów zaczęły przykuwać przede wszystkim trudności, z którymi zmagała się poza światem mody.

Pojawiały się informacje o uzależnieniu, kryzysach emocjonalnych i skomplikowanych relacjach.

Sama Felicjańska wielokrotnie mówiła o swoich doświadczeniach, nie próbując ukrywać, że jej życie nie zawsze wyglądało tak, jak mogło się wydawać z zewnątrz.

Jednak o niektórych wydarzeniach przez długi czas nie chciała opowiadać szczegółowo.

Dotyczyło to przede wszystkim przemocy, której – jak dziś wyznaje – doświadczyła w związku.

W najnowszej rozmowie zdecydowała się wrócić do tych wydarzeń i wyjaśnić, dlaczego tak trudno było jej przerwać milczenie.

Dramatyczne wpisy w internecie były wołaniem o pomoc

Osoby, które od lat obserwują Ilonę Felicjańską, mogą pamiętać jej dawne publikacje w mediach społecznościowych.

W przeszłości pojawiały się tam niepokojące wpisy dotyczące wydarzeń w jej domu.

Modelka pisała o pobiciu oraz interwencjach policji.

Jej komunikaty wywoływały duże zainteresowanie, ale jednocześnie stawały się przedmiotem publicznych komentarzy.

Dziś Felicjańska inaczej patrzy na tamten okres.

Podczas rozmowy z Żurnalistą przyznała, że publikacje te były wyrazem ogromnej rozpaczy.

Nie wynikały ze spokojnie przemyślanej decyzji o przedstawieniu swojej historii.

Były raczej reakcją osoby, która nie potrafiła już poradzić sobie z sytuacją, w jakiej się znalazła.

Dawne wpisy nabierają więc nowego znaczenia w świetle jej obecnego wyznania.

Felicjańska postanowiła bowiem wyjaśnić, co powstrzymywało ją przed otwartym opowiedzeniem o przemocy.

„Nie chcę być ofiarą”. Modelka wyjaśniła, dlaczego tak długo nie mówiła prawdy o swoich przeżyciach

Prowadzący rozmowę zapytał Ilonę Felicjańską, dlaczego wcześniej nie zdecydowała się publicznie opowiedzieć o doświadczaniu przemocy fizycznej.

Jej odpowiedź była bardzo osobista.

„Bo nie chcę być ofiarą, bo nie chcę wzbudzać litości, nie chcę wzbudzać kolejnego hejtu” – przyznała.

Modelka wyjaśniła w ten sposób, że milczenie nie oznaczało, iż wydarzenia nie były dla niej bolesne.

Obawiała się jednak sposobu, w jaki jej historia zostanie odebrana.

Nie chciała, aby ludzie patrzyli na nią wyłącznie przez pryzmat krzywdy.

Nie zamierzała też ponownie mierzyć się z falą negatywnych komentarzy.

Po chwili ujawniła jeszcze jeden powód, dla którego trudno było jej mówić o dawnym związku.

Wspomniała o telefonie, który – jak twierdzi – otrzymała od Paula.

Felicjańska opowiedziała o groźbie. „Jak będziesz te bzdury mówiła, to cię zniszczę”

W trakcie rozmowy była modelka wróciła do sytuacji, w której jej były partner miał próbować powstrzymać ją przed publicznym przedstawianiem własnej wersji wydarzeń.

Przytoczyła słowa, które – jak relacjonowała – usłyszała podczas rozmowy telefonicznej.

„A poza tym Paul zadzwonił do mnie i powiedział: «Jak będziesz te bzdury mówiła, to cię zniszczę»” – wyznała.

Następnie dodała:

„Zrobił to, będąc pod wpływem alkoholu”.

To poważne oskarżenie przedstawione przez Felicjańską w wywiadzie.

Modelka nie ukrywa, że podobne doświadczenia wpływały na jej gotowość do zabierania głosu.

Nie chodziło więc jedynie o strach przed reakcją internautów.

W jej relacji pojawia się również obawa przed konsekwencjami ze strony byłego partnera.

Nie przedstawiono przy tym jego stanowiska wobec przytoczonych słów.

Dlatego opisywane wydarzenie należy traktować jako osobistą relację Felicjańskiej.

Wielka miłość przeplatała się z krzywdą. „Nienawidzę cię, nie odchodź”

W dalszej części wywiadu Ilona Felicjańska próbowała wytłumaczyć, dlaczego tak trudno było jej zakończyć destrukcyjny związek.

Przyznała, że jej doświadczenia nie ograniczały się wyłącznie do uzależnienia.

„Moją częścią jest nie tylko uzależnienie, ale też jest przemoc” – powiedziała.

Następnie opisała relację, w której uczucia i bolesne doświadczenia nieustannie się przeplatały.

Wspominała o partnerze, którego postrzegała jako niezwykle inteligentnego i którego bardzo kochała.

Jednocześnie mówiła o zachowaniach, które powodowały cierpienie i utrudniały jej odejście.

Felicjańska użyła w tym kontekście określeń odnoszących się do narcyzmu i osobowości borderline.

Były to jednak jej własne opisy zachowania partnera, a nie przedstawienie potwierdzonej diagnozy medycznej.

Swoje doświadczenie podsumowała słowami:

„To jest takie: «nienawidzę cię, nie odchodź»”.

W tym krótkim zdaniu zawarła sprzeczność, której doświadczała w relacji.

Z jednej strony pojawiały się silne uczucia i zapewnienia o miłości.

Z drugiej – zachowania, które, jak twierdzi, powodowały u niej coraz większe cierpienie.

Ilona Felicjańska opisała mechanizm, z którego trudno było się uwolnić

Modelka opowiedziała również, jak postrzegała zachowanie partnera w trudnych momentach.

„Osoba zrobi wszystko, żeby ci pokazać największą możliwą miłość po to, żeby później niszczyć cię i udowadniać sobie, że ty jednak nie odejdziesz” – tłumaczyła.

W jej relacji najtrudniejsza była właśnie zmienność związku.

Okresy bliskości i szczęścia sprawiały, że wierzyła w możliwość poprawy sytuacji.

Kiedy jednak pojawiały się kolejne bolesne doświadczenia, coraz trudniej było jej odnaleźć poczucie bezpieczeństwa.

Felicjańska wspominała także o sytuacjach, w których dochodziło do eskalacji agresji i konieczne było wzywanie służb.

Twierdziła, że zdarzało się wówczas przedstawianie jej jako osoby agresywnej.

To dodatkowo pogłębiało jej poczucie zagubienia.

W rozmowie nie próbowała jednak sprowadzać całej historii do jednego wydarzenia.

Zależało jej na pokazaniu, jak skomplikowane mogą być relacje, w których miłość współistnieje z przemocą.

„Jak kobieta może być z mężczyzną, który ją bije?”. Kiedyś sama zadawała to pytanie

Jednym z najbardziej poruszających fragmentów wywiadu było wyznanie dotyczące sposobu, w jaki Ilona Felicjańska wcześniej postrzegała osoby doświadczające przemocy domowej.

Przyznała, że zanim sama znalazła się w podobnej sytuacji, nie rozumiała, dlaczego kobiety nie zawsze decydują się natychmiast odejść od krzywdzącego partnera.

„Zawsze myślałam: jak kobieta może chcieć być z mężczyzną, który ją bije? Przecież powinna po prostu odejść” – powiedziała.

Dziś patrzy na takie sytuacje inaczej.

Z własnego doświadczenia wie, że podjęcie decyzji o zakończeniu relacji bywa znacznie trudniejsze, niż mogą przypuszczać osoby obserwujące ją z zewnątrz.

„I być może musiałam tego doświadczyć, żeby zrozumieć, na czym to polega” – przyznała.

Jej wypowiedź zwraca uwagę na ważny problem.

Osoby doświadczające przemocy mogą pozostawać w związku z wielu powodów, w tym ze względu na silne przywiązanie, strach, nadzieję na zmianę zachowania partnera lub stopniową utratę wiary we własne możliwości.

Nie oznacza to zgody na przemoc ani odpowiedzialności za krzywdzące zachowania drugiej osoby.

Felicjańska podkreśliła, że dopiero własne doświadczenia pozwoliły jej zrozumieć złożoność takich sytuacji.

„O mało nie umarłam”. Była modelka wróciła do najtrudniejszych wspomnień

W pewnym momencie rozmowy Ilona Felicjańska wypowiedziała słowa, które szczególnie mocno oddają ciężar jej doświadczeń.

„Dostałam przepiękne życie z tym człowiekiem, tylko jednocześnie było ono tak destrukcyjne, że o mało nie umarłam” – wyznała.

W ten sposób opisała relację pełną przeciwieństw.

Związek, który dawał jej wiele szczęśliwych chwil, był jednocześnie źródłem ogromnego cierpienia.

Nie twierdziła, że od początku wszystko wyglądało źle.

Przeciwnie.

Przyznała, że w jej wspomnieniach pozostało wiele pięknych momentów.

To właśnie one utrudniały jej podjęcie ostatecznej decyzji o odejściu.

Felicjańska opowiedziała o podróżach, wspólnym spędzaniu czasu i wydarzeniach kulturalnych.

Nie były to wyłącznie dni naznaczone konfliktem.

Jednak dobre wspomnienia nie zmieniały faktu, że – jak relacjonowała – doświadczała również przemocy.

Teatr, muzea i podróże. Dlaczego tak trudno było jej odejść?

Ilona Felicjańska przyznała, że jednym z najważniejszych powodów pozostawania w destrukcyjnej relacji była tęsknota za jej dobrymi momentami.

„Ta relacja to nie był tylko alkohol, bo było w niej dużo trzeźwości, podróży, teatru i muzeów” – wspominała.

Zależało jej na podkreśleniu, że związek nie składał się wyłącznie z sytuacji, które dziś ocenia jako krzywdzące.

Były w nim również chwile bliskości, wspólne zainteresowania i doświadczenia, do których chciała wracać.

„I właśnie dlatego byłam w tym pogubiona – po tym, co było złe, ciągle chciałam wracać do tego pięknego, którego też było bardzo dużo” – powiedziała.

To wyznanie pozwala lepiej zrozumieć jej wcześniejsze słowa.

Z perspektywy osoby z zewnątrz decyzja o zakończeniu przemocowego związku może wydawać się oczywista.

Dla kogoś, kto przeżywa naprzemiennie szczęśliwe i bolesne chwile, sytuacja może być jednak znacznie bardziej skomplikowana.

Modelka nie próbowała usprawiedliwiać przemocy.

Wyjaśniała raczej, dlaczego mimo cierpienia tak długo miała nadzieję na powrót do dobrych okresów wspólnego życia.

Felicjańska mówi też o uzależnieniu. Nie ukrywa własnych problemów

W rozmowie z Żurnalistą była modelka poruszyła również temat uzależnienia.

Nie jest to zagadnienie, o którym mówi publicznie po raz pierwszy.

Od lat otwarcie opowiada o trudnościach związanych z alkoholem oraz ich wpływie na życie prywatne.

Tym razem postanowiła jednak pokazać, że jej historia jest znacznie bardziej złożona.

Nie chce, aby wszystkie bolesne doświadczenia tłumaczono wyłącznie uzależnieniem.

Podkreśliła, że istotnym elementem jej przeszłości była także przemoc.

Wspomniała również o sytuacjach, w których alkohol miał wpływać na eskalację konfliktów.

Jednocześnie wyjaśniała, że między trudnymi wydarzeniami zdarzały się długie okresy trzeźwości i spokojnego wspólnego życia.

To właśnie ta zmienność utrudniała jej ocenę relacji.

W najnowszym wywiadzie Felicjańska próbuje więc spojrzeć na własne doświadczenia całościowo.

Nie oddziela uzależnienia od problemów emocjonalnych i przemocy, ale też nie traktuje ich jako tego samego zjawiska.

Terapia pomogła jej spojrzeć na przeszłość inaczej

Ilona Felicjańska przyznała, że dziś znajduje się w innym miejscu niż w czasach najtrudniejszych wydarzeń.

Za sobą ma terapię społecznościową oraz pracę nad uporządkowaniem własnych spraw.

W rozmowie opowiedziała o procesie lepszego poznawania swoich reakcji i mechanizmów obronnych.

Zależało jej na zrozumieniu, dlaczego tak trudno było jej zakończyć krzywdzącą relację.

„Trzeba było zrozumieć, jakie mechanizmy we mnie były, że się na to godziłam, jak bardzo byłam zagubiona i miałam nieukształtowane poczucie wartości” – powiedziała.

Nie oznacza to jednak, że odpowiedzialność za przemoc spoczywała na niej.

Za przemoc zawsze odpowiada osoba, która ją stosuje.

Felicjańska mówiła o własnych emocjach i trudnościach z podjęciem decyzji o odejściu.

Praca nad sobą pozwoliła jej lepiej zrozumieć te doświadczenia.

Teraz chce wykorzystać zdobytą wiedzę, aby pomagać innym.

Ilona Felicjańska napisała książkę. Chce mówić o tym, czego doświadczała

Była modelka nie zamierza ograniczać się do jednego wywiadu.

Jak ujawniła, napisała książkę dotyczącą uzależnienia, depresji oraz przemocy.

W ten sposób chce szerzej opowiedzieć o doświadczeniach, które przez lata wpływały na jej życie.

Nie chodzi jej jednak wyłącznie o przedstawienie własnej historii.

Felicjańska planuje również spotkania edukacyjne z kobietami.

Szczególnie zależy jej na dotarciu do mniejszych miejscowości.

Chciałaby rozmawiać z osobami, które mogą mierzyć się z podobnymi problemami, ale nie zawsze mają przestrzeń, aby otwarcie o nich mówić.

Uważa, że dzielenie się doświadczeniami może pomóc innym w rozpoznawaniu niepokojących sytuacji.

Chce również pokazywać, że trudna przeszłość nie musi przekreślać możliwości zmiany życia.

Jednocześnie podkreśla, że nie zamierza przedstawiać siebie jako osoby, która zna odpowiedzi na wszystkie pytania.

„Nie z pozycji ofiary”. Felicjańska chce pomagać innym kobietom

Jednym z najważniejszych przesłań wywiadu była deklaracja dotycząca przyszłości.

Ilona Felicjańska przyznała, że chce mówić o przemocy głośno.

Nie zamierza jednak budować swojej działalności na wzbudzaniu współczucia.

„Ja chcę o tym mówić na głos. Nie z pozycji ofiary albo stania na piedestale, że jestem mądrzejsza” – podkreśliła.

Następnie wyjaśniła, jak wyobraża sobie swoją rolę.

„Jestem taka sama jak każdy inny i moje doświadczenia chcę wykorzystać, żeby pomagać innym” – powiedziała.

To ważna zmiana w sposobie, w jaki przedstawia swoją historię.

Wcześniej obawiała się, że publiczne mówienie o przemocy sprowadzi ją wyłącznie do roli osoby pokrzywdzonej.

Teraz chce opowiadać o trudnych doświadczeniach w taki sposób, aby mogły mieć znaczenie również dla innych kobiet.

Nie zamierza udawać, że posiada wyjątkową wiedzę niedostępną dla pozostałych.

Chce po prostu pokazać, jak wiele może zmienić zrozumienie własnych przeżyć i odzyskanie poczucia wpływu na życie.

Po latach trudnych doświadczeń Felicjańska chce odzyskać własny głos

Najnowszy wywiad Ilony Felicjańskiej pokazuje, jak trudne może być publiczne opowiadanie o przemocy domowej.

Była modelka przyznała, że przez długi czas obawiała się litości, hejtu i reakcji byłego partnera.

Wspomniała o telefonicznej groźbie, którą – jak twierdzi – usłyszała od Paula.

Opowiedziała również o relacji, w której dobre chwile przeplatały się z cierpieniem i poczuciem zagubienia.

Nie ukrywała, że sama przez wiele lat nie rozumiała, dlaczego kobiety pozostają z partnerami stosującymi przemoc.

Dopiero własne doświadczenia sprawiły, że zaczęła dostrzegać złożoność takich sytuacji.

Dziś nie chce już sprowadzać swojej historii wyłącznie do skandali, uzależnienia czy nieudanych relacji.

Zamierza wykorzystać ją do działań edukacyjnych.

Napisała książkę i planuje spotkania z kobietami, podczas których będzie poruszać tematy przemocy, depresji oraz uzależnienia.

Nie twierdzi, że udało jej się wymazać trudną przeszłość.

Chce jednak nadać swoim doświadczeniom nowe znaczenie.

„O mało nie umarłam”. Najmocniejsze słowa Ilony Felicjańskiej dają do myślenia

Ilona Felicjańska przez lata była oceniana przez pryzmat publicznych kryzysów i kontrowersji.

Teraz zdecydowała się wyjaśnić, jak wiele bolesnych wydarzeń kryło się za jej dawnymi zachowaniami.

W rozmowie z Żurnalistą opowiedziała o przemocy fizycznej i psychicznej, strachu przed mówieniem o własnych doświadczeniach oraz trudnościach z odejściem z destrukcyjnego związku.

Przyznała, że mimo cierpienia długo wracała myślami do szczęśliwych chwil.

Podróże, wspólne wyjścia do teatrów i muzeów oraz okresy spokoju sprawiały, że wierzyła w możliwość odzyskania tego, co dobre.

Jednocześnie relację tę określiła jako tak niszczącą, że niemal przypłaciła ją życiem.

Dziś chce głośno mówić o przemocy i wspierać osoby, które znalazły się w podobnych sytuacjach.

Najważniejszym elementem jej nowej działalności ma być nie wzbudzanie litości, lecz przekazywanie doświadczeń mogących pomóc innym.

Historia Felicjańskiej przypomina, że za publicznym wizerunkiem znanej osoby mogą kryć się problemy, których odbiorcy nie znają.

Pokazuje też, jak niesprawiedliwe bywa ocenianie osób doświadczających przemocy wyłącznie przez pryzmat pytania, dlaczego nie odeszły wcześniej.

Bo odpowiedzialność za krzywdę nie spoczywa na osobie, która jej doświadcza.

A wy jak uważacie? Czy tak osobiste wyznania znanych osób mogą pomóc innym kobietom rozpoznać przemoc i odważyć się szukać wsparcia, czy nawet najbardziej bolesne doświadczenia powinny pozostać poza mediami?