Grażyna Szapołowska zakochała się bez pamięci, ale małżeństwo przetrwało tylko 11 miesięcy. Po latach wyszła prawda

Grażyna Szapołowska miała zaledwie 22 lata, gdy uwierzyła, że u boku Marka Lewandowskiego może zacząć się dla niej zupełnie nowe życie. On był starszy o siedem lat, miał złote włosy, charakterystyczny głos, poczucie humoru i dołek w brodzie, który młoda aktorka zapamiętała od pierwszego spojrzenia. Uczucie wybuchło szybko, ślub przyszedł niemal naturalnie, ale równie szybko okazało się, że każde z nich chce od życia czegoś innego. Ich małżeństwo zakończyło się po zaledwie jedenastu miesiącach.

Grażyna Szapołowska bardzo wcześnie przekonała się, że miłość potrafi odebrać sen.

Jeszcze jako uczennica przeżyła zauroczenie, którego nie zapomniała przez lata.

Chłopak miał na imię Marek.

To była pierwsza, niewinna fascynacja, pełna pocałunków, młodzieńczych emocji i tego drżenia, które zostaje w pamięci nawet wtedy, gdy życie prowadzi już zupełnie inną drogą.

Po latach aktorka wracała do tamtych wspomnień z czułością.

„Marek, pierwsze pocałunki na klatce schodowej, na rowerze (…). Niewinne pocałunki, po których się nie spało całą noc. Stałam w oknie, a on jeździł rowerem tam i z powrotem, ze 40 kółek robił. I tak jeździł, jeździł, aż odjechał” — wspominała.

Ten pierwszy Marek rzeczywiście odjechał.

Został wspomnieniem młodości, oknem, rowerem i uczuciem, które było piękne, ale nie miało jeszcze ciężaru dorosłego życia.

Prawdziwie burzliwy rozdział miał dopiero nadejść.

Kilka lat później Szapołowska rozpoczęła studia w warszawskiej szkole teatralnej.

Była młoda, głodna świata i coraz mocniej przekonana, że aktorstwo nie będzie dla niej tylko chwilową przygodą.

To właśnie wtedy w jej życiu pojawił się Eryk Fitkau, młodszy brat Agnieszki Fitkau-Perepeczko.

Ich spotkanie miało być przypadkowe.

Minęli się na ulicy, zwrócili na siebie uwagę i obejrzeli się za sobą.

Pierwsza odezwała się Grażyna.

Eryk był przystojny, niespokojny, pełen planów i marzeń.

Próbował swoich sił w modelingu, ale naprawdę pociągała go fotografia.

Z Szapołowską spacerował po Warszawie, rozmawiał godzinami i bardzo szybko zaczął snuć wizje wspólnej przyszłości.

Ich relacja trwała około roku.

Nie była błahym romansem.

Była na tyle poważna, że zakochani myśleli o ślubie.

Agnieszka Fitkau-Perepeczko polubiła wybrankę brata i niewiele brakowało, by ona i Grażyna Szapołowska zostały szwagierkami.

Życie jednak szybko pokazało, że sama miłość nie zawsze wystarcza, gdy marzenia prowadzą w różne strony.

Eryk dostał szansę wyjazdu do Australii.

Chciał tam zacząć nowe życie i zostać fotografem.

Dla niego była to wielka możliwość, dla Szapołowskiej bolesne zderzenie uczuć z rzeczywistością.

Ona także miała własną drogę.

Dopiero zaczynała studia, ale już wiedziała, że scena naprawdę ją woła.

Nie zamierzała rezygnować z marzeń, które zaprowadziły ją do Warszawy.

Rozłąka i odmienne plany okazały się silniejsze niż uczucie.

Związek z Erykiem nie przetrwał.

I wtedy w życiu Grażyny pojawił się kolejny Marek.

Tym razem Marek Lewandowski.

Szapołowska była na drugim roku studiów, gdy wybrała się do warszawskiego Teatru Rozmaitości na spektakl „Wesele u drobnomieszczan” Bertolta Brechta.

Na scenie zobaczyła aktora starszego od niej o siedem lat.

I przepadła.

Ten moment zapamiętała niezwykle dokładnie.

„Na scenie pojawił się złotowłosy chłopiec. Kiedy śpiewał, kierował spojrzenie w górę na widownię, byłam pewna, że patrzy na mnie. Za każdym razem, gdy podnosił wzrok, rumieniłam się. Od tego momentu widziałam tylko jego, miał rude piegi na nosie i mały, śliczny dołek w brodzie” — opowiadała.

To nie było spokojne zainteresowanie.

To było nagłe oczarowanie.

Widzisz kogoś na scenie i nagle cała reszta znika.

Światła, widownia, inni aktorzy, tekst sztuki — wszystko schodzi na dalszy plan.

Zostaje tylko on.

Złote włosy.

Głos.

Spojrzenie.

Piegi.

Dołek w brodzie.

Szapołowska nie ukrywała, że Marek Lewandowski zachwycił ją nie tylko wyglądem.

„Zakochałam się w jego poczuciu humoru, głosie, w jego złocistych włosach, a także rodzicach i psie” — wyznała po latach.

Po emocjonalnym związku z Erykiem Fitkau młoda aktorka znów poczuła bliskość i nadzieję na wspólną przyszłość.

Uczucie rozwijało się szybko.

Tak szybko, że już we wrześniu 1975 roku 22-letnia Grażyna Szapołowska i 29-letni Marek Lewandowski wzięli ślub cywilny.

Jednym ze świadków był Bohdan Łazuka.

Dla młodej aktorki mogło się wydawać, że zaczyna się piękny rozdział.

Był zachwyt.

Było zakochanie.

Była fascynacja człowiekiem, który wydawał się mieć w sobie wszystko, co ją pociągało.

Ale codzienność bardzo szybko zaczęła odsłaniać prawdę.

Szapołowska i Lewandowski inaczej wyobrażali sobie najbliższe lata.

On chciał rodzinnego domu.

Chciał zostać ojcem.

Myślał o stabilizacji.

O życiu, w którym małżeństwo naturalnie prowadzi do dziecka i wspólnego, spokojnego rytmu.

Ona nie była na to gotowa.

Miała 22 lata.

Dopiero studiowała.

Dopiero walczyła o swoje miejsce.

Dopiero budowała marzenie o wielkiej karierze.

Nie chciała zatrzymać się w momencie, gdy jej droga tak naprawdę dopiero się zaczynała.

„Przestraszyłam się. (…) Chciałam skończyć studia, nie byłam gotowa ani na małżeństwo, ani na dziecko” — przyznała po latach.

To zdanie tłumaczy bardzo wiele.

Nie chodziło o brak uczuć.

Nie chodziło o to, że fascynacja nagle zgasła.

Chodziło o różnicę życiowych oczekiwań.

Lewandowski chciał już domu i rodziny.

Szapołowska chciała jeszcze sceny, szkoły, prób, ról i wolności, która pozwoli jej iść za własnym planem.

Wakacje 1976 roku stały się momentem przełomowym.

Aktorka namówiła przyjaciółkę, Marię Mamonę, na autostopową wyprawę do Rumunii.

Właśnie podczas tej podróży podjęła decyzję, że chce rozwodu.

Małżeństwo Grażyny Szapołowskiej i Marka Lewandowskiego przetrwało zaledwie jedenaście miesięcy.

Bardzo krótko.

A jednak wystarczająco długo, by oboje zrozumieli, że nie idą w tym samym kierunku.

Ona dopiero ruszała po karierę.

On szukał stabilizacji.

Spotkali się w momencie, w którym uczucie było silne, ale ich potrzeby zupełnie inne.

„Wtedy uważałam, że najważniejsze to iść za swoimi marzeniami. Bo to jednak było marzenie: dziewczyna z Torunia idzie do szkoły artystycznej w Warszawie, żeby zostać wielką gwiazdą. I idzie tam (…) nie zważając na okoliczności (…)” — mówiła Szapołowska.

Te słowa brzmią jak manifest młodości.

Dziewczyna z Torunia przyjechała do Warszawy, by zostać wielką gwiazdą.

Nie chciała zatrzymać się po drodze.

Nie chciała rezygnować z siebie.

Nie chciała wejść w rolę żony i matki, zanim sama poczuje, że naprawdę jest na to gotowa.

Z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że wybrała marzenie.

I rzeczywiście to marzenie spełniła.

Grażyna Szapołowska stała się jedną z najważniejszych aktorek swojego pokolenia.

Ale tamta decyzja miała swoją cenę.

Pierwsze małżeństwo skończyło się błyskawicznie.

Przez wiele lat ona i Marek Lewandowski niemal w ogóle o nim nie mówili.

Aktor tłumaczył później, że w dniu rozwodu złożył byłej żonie obietnicę.

Obiecał, że nie będzie publicznie wracał do ich wspólnej przeszłości.

I słowa dotrzymał.

Dopiero po wielu latach, gdy pytano go o związek z Szapołowską, odpowiedział krótko i stanowczo.

„To miało miejsce ponad 40 lat temu! Nie chcę do tego wracać. To był barwny, ale tylko epizod w moim życiu. Tyle”.

Nie próbował robić z tej historii dramatu.

Nie opowiadał szczegółów.

Nie rozdrapywał dawnych emocji.

Nazwał ją barwnym epizodem i zamknął temat.

Znacznie chętniej mówił o tym, co przyszło później.

Nie ukrywał, że zanim naprawdę stworzył rodzinę, korzystał z uroków artystycznego życia.

Dopiero na początku lat 90. spotkał Joannę.

To z nią zbudował dom, którego pragnął już jako młody mężczyzna.

Doczekali się czworga dzieci: syna i trzech córek.

Lewandowski wielokrotnie podkreślał, że w jego małżeństwie ważne są poczucie humoru i wyrozumiałość.

„Oboje z żoną staramy się tworzyć taki dom, który będzie najbardziej przyjaznym miejscem na świecie. To jest nasza wspólna praca, czasem bardzo ciężka, ale kłótnie się u nas w ogóle nie zdarzają. Każdą różnicę zdań staramy się punktować żartem” — opowiadał.

To brzmi dokładnie jak spełnienie marzenia, którego nie udało mu się zrealizować z Grażyną.

Dom.

Rodzina.

Bezpieczny spokój.

Miejsce, do którego można wracać po trudach codzienności.

„Dom jest dla mnie ostoją, miejscem, gdzie ładuję akumulatory, żeby codziennie po przebudzeniu stanąć twarzą w twarz z otaczającą rzeczywistością” — wyznał.

Szapołowska także jeszcze nieraz próbowała układać sobie życie prywatne.

Jej drugim mężem został biznesmen Andrzej Jungowski.

Z tego związku urodziła się jej córka Katarzyna.

Później aktorka poślubiła dziennikarza i dyplomatę Pawła Potoroczyna.

Oba małżeństwa również zakończyły się rozwodami.

Od początku XXI wieku Grażyna Szapołowska jest związana z francuskim biznesmenem polskiego pochodzenia Erykiem Stępniewskim.

W wywiadach nazywała go mężczyzną swojego życia.

Patrząc z perspektywy czasu, pierwsze małżeństwo Szapołowskiej i Lewandowskiego było krótkie, ale nie musiało być bez znaczenia.

Czasem takie związki nie trwają długo, ale bardzo szybko pokazują człowiekowi, czego naprawdę chce.

Grażyna zrozumiała, że najpierw musi iść za sceną.

Za studiami.

Za marzeniem o wielkiej karierze.

Za własną niezależnością.

Marek zrozumiał, że potrzebuje domu i rodziny.

Tego, co później rzeczywiście stworzył z Joanną.

Ich jedenaście miesięcy było więc nie tyle zmarnowaną historią, ile bardzo intensywnym etapem dojrzewania do własnych wyborów.

Ona wybrała drogę, która zaprowadziła ją na szczyt.

On po burzliwej młodości odnalazł stabilizację i rodzinne szczęście.

Dziś ta historia brzmi jak opowieść o miłości, która przyszła zbyt wcześnie i w nieodpowiednim momencie.

Było zauroczenie.

Był ślub.

Była fascynacja.

Był zachwyt złotowłosym aktorem na scenie.

Ale zabrakło wspólnego planu na życie.

Lewandowski chciał zostać ojcem.

Szapołowska bała się, że małżeństwo i macierzyństwo zatrzymają ją na progu kariery.

Nie potrafili wtedy spotkać się w połowie drogi.

Może właśnie dlatego rozstanie przyszło tak szybko.

Po latach Marek Lewandowski mówił, że niczego nie żałuje, bo wierzy, że los każdego człowieka jest zapisany w gwiazdach.

Być może więc ta relacja od początku nie miała być historią na całe życie.

Może miała być dokładnie tym, czym sam ją nazwał: barwnym epizodem.

Krótkim, intensywnym, pełnym emocji i potrzebnym, by każde z nich lepiej zrozumiało siebie.

Dla Grażyny Szapołowskiej był to moment, w którym wyraźnie poczuła, że nie może zrezygnować z marzeń.

Dla Marka Lewandowskiego — etap przed odnalezieniem domu, którego pragnął naprawdę.

Zakochali się szybko.

Pobrali jeszcze szybciej.

Rozeszli po jedenastu miesiącach.

Ale ta historia nadal wraca, bo pokazuje Szapołowską w czasie, gdy dopiero stawała przed największymi wyborami swojego życia.

Nie była jeszcze wielką gwiazdą.

Była młodą dziewczyną z Torunia, która chciała zdobyć Warszawę i scenę.

Była kobietą zakochaną w aktorze o złotych włosach, a jednocześnie osobą, która bała się utracić własną drogę.

W końcu wybrała siebie.

I całe jej późniejsze życie pokazało, że ten wybór naprawdę zaprowadził ją daleko.