Justyna Steczkowska i Skolim jakiś czas temu zaskoczyli fanów wspólnym nagraniem, które jeszcze przed premierą wywoływało ogromne zainteresowanie. Połączenie dwóch zupełnie różnych muzycznych światów od początku budziło emocje, a po publikacji utworu komentarze tylko przybrały na sile. Teraz do sprawy odnieśli się bracia Golec. Ich reakcja była spokojna, dyplomatyczna, ale nie zabrakło bezpośrednich słów skierowanych do samej Justyny.
Skolim od dawna chętnie stawia na muzyczne duety.
W ostatnich miesiącach łączył siły między innymi z Cleo, Blanką Stajkow oraz Zenonem Martyniukiem.

Każde takie połączenie przyciągało uwagę fanów, ale żadne nie wzbudziło aż takiego poruszenia jak współpraca z Justyną Steczkowską.
Już sama zapowiedź ich wspólnego kawałka była dla wielu osób sporym zaskoczeniem.
Z jednej strony Skolim, kojarzony z lekkim, imprezowym stylem i bardzo szeroką popularnością w sieci.
Z drugiej Justyna Steczkowska, artystka o ogromnym dorobku, wyrazistym głosie i zupełnie innym muzycznym wizerunku.
To połączenie od początku wyglądało jak eksperyment.
Jedni byli ciekawi, co może z tego wyniknąć.
Inni od razu kręcili nosem, zastanawiając się, po co wokalistka zdecydowała się na taki krok.
Steczkowska i Skolim zapowiadali wspólny utwór już na początku roku.
Kiedy piosenka ukazała się w połowie maja, w sieci natychmiast zawrzało.
Odbiorcy zaczęli komentować zarówno samo brzmienie, jak i sens takiego artystycznego zestawienia.
Dla części fanów była to ciekawa próba wyjścia poza schemat.
Dla innych — ruch kompletnie niezrozumiały.
Nie brakowało głosów, że dwa tak różne światy nie złożyły się w przekonującą całość.
Teledysk na YouTubie do dziś ma niespełna 10 milionów odtworzeń.
Jak na standardy Skolima, który potrafi osiągać bardzo wysokie wyniki, uznano to za rezultat raczej skromny.
To tylko podsyciło komentarze, że współpraca z Justyną Steczkowską nie przyniosła takiego efektu, jakiego mogli spodziewać się twórcy.
Największe emocje budziło jednak nie samo tempo odtworzeń, lecz pytanie, dlaczego Steczkowska zdecydowała się na taki duet.
Ona sama nazwała go później „mezaliansem muzycznym”.
To określenie bardzo szybko zaczęło żyć własnym życiem.
Dla jednych było dowodem dystansu i świadomości, że artystka zrobiła coś celowo nieoczywistego.
Dla innych brzmiało jak sygnał, że sama po czasie nie traktuje tej współpracy jako rozdziału, który chciałaby kontynuować.
W branży muzycznej odbiór duetu również nie był jednoznaczny.
Doda powiedziała wprost, że kawałek jej się nie podoba.
Teraz głos zabrali także bracia Golec.
Ich komentarz był zdecydowanie łagodniejszy.
Nie zdecydowali się na ostrą krytykę ani jednoznaczne odcięcie od takiego pomysłu.
W rozmowie z „Super Expressem” podkreślili raczej, że każdy artysta ma prawo szukać własnej drogi i realizować własne koncepcje.
„Każdy śpiewa po swojemu, każdy robi po swojemu. Jak ktoś ma taki pomysł, to (…) czemu nie? (…) Każdy ma swoich odbiorców. (…) Jeden kocha barok i mówi, że tylko ta jest muzyka świetna, a na przykład reszta be. (…) Jeden mówi jazz, inny funk, hip hop. Jak to się mówi, świat jest otwarty (…)” — skomentowali bracia Golec.
Te słowa pokazują, że muzycy nie chcieli dolewać oliwy do ognia.
Zamiast oceniać duet Steczkowskiej i Skolima w kategoriach sukcesu albo porażki, zwrócili uwagę na różnorodność muzycznych gustów.
Ich zdaniem każdy gatunek ma swoich odbiorców, a artyści mają prawo próbować rzeczy, które nie wszystkim muszą się spodobać.

To bardzo bezpieczna, ale też dość rozsądna odpowiedź.
Golcowie wiedzą, że muzyka od zawsze dzieli słuchaczy.
Jedni będą kochać barok.
Inni jazz.
Jeszcze inni funk, hip hop albo popularne, taneczne brzmienia.
Nie da się stworzyć czegoś, co zadowoli wszystkich.
Właśnie dlatego ich komentarz nie był atakiem, lecz próbą spojrzenia na sprawę szerzej.
Na koniec zwrócili się nawet bezpośrednio do Justyny Steczkowskiej.
„Justynka, dlaczego nie, skoro był taki pomysł, to proszę bardzo” — podsumowali.
To zdanie brzmi lekko, niemal koleżeńsko.
Nie ma w nim zachwytu, ale nie ma też potępienia.
Jest raczej komunikat: skoro miała taki pomysł, miała prawo go zrealizować.
W świecie muzyki eksperymenty nie zawsze kończą się wielkim sukcesem, ale bez prób trudno byłoby mówić o jakimkolwiek rozwoju.
Golcowie najwyraźniej nie chcieli oceniać Steczkowskiej surowo.
Zamiast tego pozwolili jej zostać przy własnej decyzji.
Tymczasem sama Justyna wygląda na osobę, która ten rozdział ma już za sobą.
Przed premierą i krótko po niej mówiła o współpracy ze Skolimem w ciepłych słowach.
Podkreślała, że w studiu panowała dobra atmosfera i że wszyscy świetnie się bawili.
„Bardzo fajnie nam się siedziało w studiu. Dużo się śmialiśmy z chłopakami, naprawdę więcej tam było śmiechu niż pracy. Świetnie się bawiliśmy” — zapewniała w rozmowie z „Party”.
Z tych słów wynikało, że sama praca nad utworem była dla niej przyjemnym doświadczeniem.
Steczkowska dawała do zrozumienia, że Skolim zaskoczył ją pozytywnie i że ich spotkanie w studiu miało luźny, zabawny charakter.
Wtedy mogło się wydawać, że wokalistka traktuje ten projekt jako ciekawą przygodę.
Później jej ton stał się jednak znacznie bardziej zdecydowany.
Gdy przed miesiącem pojawiło się pytanie o ewentualną dalszą współpracę, Skolim odpowiedział krótko i ostrożnie: „Zobaczymy”.

Steczkowska nie zostawiła już jednak pola do domysłów.
„No nie. Dlatego, że ja już poszłam dalej, to był mój mezalians muzyczny, takie było założenie” — powiedziała „Super Expressowi”.
To wyznanie jasno pokazało, że nie planuje kontynuować tej muzycznej drogi.
Dla niej duet ze Skolimem był konkretnym pomysłem, eksperymentem i zamkniętym etapem.
Nie początkiem dłuższej współpracy.
Nie nowym kierunkiem kariery.
Nie zapowiedzią serii podobnych nagrań.
Raczej jednorazowym zderzeniem dwóch różnych estetyk.
I właśnie dlatego nazwała go „mezaliansem muzycznym”.
To określenie pasuje do całego zamieszania wokół utworu.

Od początku było jasne, że Steczkowska i Skolim nie są artystami z tego samego muzycznego świata.
Ich publiczności mogą się częściowo przenikać, ale ich wizerunki, głosy, doświadczenia i sceniczne skojarzenia są zupełnie inne.
Taki duet z definicji musiał wzbudzić reakcje.
Pytanie brzmiało tylko, czy będzie to reakcja zachwytu, zdziwienia, krytyki czy ironii.
Ostatecznie pojawiło się wszystko naraz.
Fani komentowali wynik na YouTubie.
Branża wypowiadała się z większym lub mniejszym dystansem.
Doda powiedziała otwarcie, że utwór jej się nie spodobał.
Bracia Golec wybrali wersję łagodną i dyplomatyczną.
A Justyna Steczkowska sama przyznała, że poszła już dalej.
W tym wszystkim najciekawsze jest to, jak różnie można odczytywać takie projekty.
Dla jednych duet Steczkowskiej i Skolima był odważną próbą połączenia stylów.
Dla innych — ruchem obliczonym na zasięgi i kontrowersję.
Jeszcze inni widzieli w nim zwykłą zabawę muzyką, która nie musi mieć większego ciężaru.
Golcowie, komentując całą sprawę, najwyraźniej postawili na ostatnią interpretację.
Skoro ktoś miał taki pomysł, to czemu nie?
Skoro świat muzyki jest otwarty, każdy może próbować po swojemu.
Skoro różni ludzie słuchają różnych rzeczy, nie ma sensu zamykać artystów w jednej szufladzie.
Takie podejście jest dla braci Golec bardzo wygodne, ale też spójne z ich własną drogą.
Sami od lat łączą folkowe inspiracje, popową energię i rozrywkową scenę.
Doskonale wiedzą, że mieszanie światów bywa ryzykowne, ale może też przyciągnąć nowych odbiorców.
Nie każda próba musi zakończyć się wielkim triumfem.
Nie każda musi być kontynuowana.
Ale sam fakt, że artysta wychodzi poza przewidywalny schemat, nie musi być od razu powodem do potępienia.
W przypadku Steczkowskiej i Skolima problemem dla wielu osób nie była sama odwaga, lecz efekt końcowy.
Część odbiorców uznała, że spotkanie tak różnych głosów i wizerunków nie przyniosło oczekiwanej energii.
Inni zastanawiali się, czy Justynie taki duet był w ogóle potrzebny.
Ona sama jednak już wcześniej dawała do zrozumienia, że chodziło o określony koncept.
„Mezalians muzyczny” miał być założeniem, a nie przypadkiem.
Można więc powiedzieć, że artystka osiągnęła przynajmniej jedno: wywołała dyskusję.
A ta trwa jeszcze długo po premierze utworu.
Do rozmowy włączają się kolejni artyści, a duet nadal jest komentowany.
Bracia Golec swoim spokojnym stanowiskiem nie podgrzali konfliktu, ale dodali do całej sprawy kolejną opinię.
Ich słowa „Justynka, dlaczego nie” brzmią jak próba zamknięcia tematu bez osądzania.
Nie wszyscy muszą słuchać.
Nie wszystkim musi się podobać.
Ale jeśli był pomysł, artystka miała prawo go zrealizować.
Justyna Steczkowska jest na scenie od lat i wielokrotnie pokazywała, że nie boi się nieoczywistych decyzji.

Skolim z kolei konsekwentnie buduje swoją popularność przez duety, chwytliwe numery i współprace, które często mają przyciągać uwagę szerokiej publiczności.
Ich spotkanie musiało wywołać zamieszanie, bo łączyło dwa zupełnie różne kody.
Właśnie to było jego siłą promocyjną.
Ale też źródłem krytyki.
Dziś wygląda na to, że dla Steczkowskiej sprawa jest zamknięta.
Powiedziała wprost, że poszła dalej.
Skolim zostawił temat bardziej otwarty, odpowiadając „Zobaczymy”, ale bez wyraźnej zapowiedzi kolejnego utworu.
Bracia Golec nie widzą w takim eksperymencie niczego, co trzeba byłoby dramatycznie potępiać.
Doda była znacznie bardziej krytyczna.
Publiczność nadal komentuje.
A cały duet funkcjonuje już nie tylko jako piosenka, lecz także jako mała medialna historia o granicach muzycznych połączeń.
Bo czasem najbardziej dyskutuje się nie o tym, jak brzmi utwór, ale o tym, kto zdecydował się z kim zaśpiewać.
Tak właśnie było tutaj.
Justyna Steczkowska i Skolim stworzyli projekt, który od początku miał budzić emocje.
I emocje rzeczywiście się pojawiły.
Nie zawsze pozytywne.
Nie zawsze zgodne z oczekiwaniami.
Ale na pewno wystarczająco mocne, by temat wracał jeszcze po czasie.
Teraz bracia Golec dopisali do niego własny komentarz.
Nie ostry, nie złośliwy, nie sensacyjny.
Raczej spokojny i otwarty.
Każdy śpiewa po swojemu.
Każdy ma swoich odbiorców.
Świat jest otwarty.
A skoro „Justynka” miała taki pomysł, to — jak powiedzieli — dlaczego nie.