Anna Powierza przez niemal trzy dekady pojawia się na ekranach polskich telewizorów, ale nawet tak długi staż nie uchronił jej przed bolesnymi rozczarowaniami zawodowymi. Aktorka właśnie ujawniła, że kilkukrotnie odbierano jej szansę na wymarzone role, choć wcześniej wszystko wskazywało na to, że wystąpi w danej produkcji. Decydować miały nie umiejętności czy doświadczenie, lecz pieniądze, które ktoś inny wnosił do projektu. Powierza przez lata milczała, cierpiąc w samotności. Dopiero głośna historia Joanny Jabłczyńskiej sprawiła, że zdecydowała się opowiedzieć o własnych doświadczeniach.
Jedna wiadomość przekreśliła wielką szansę. Powierza nie mogła uwierzyć, co usłyszała
Dla aktora otrzymanie głównej roli w interesującym filmie może być jednym z najważniejszych momentów kariery. To szansa na pokazanie swoich umiejętności, dotarcie do nowej publiczności i rozwój zawodowy.

Anna Powierza doskonale zna jednak sytuację, w której taka szansa znika niemal z dnia na dzień.
W podcaście „Przełomy”, prowadzonym przez Monikę Richardson, aktorka wróciła wspomnieniami do wydarzenia, które szczególnie mocno zapisało się w jej pamięci.
Otrzymała propozycję zagrania dużej roli w filmie, na którym bardzo jej zależało. Wydawało się, że zawodowy sukces jest już na wyciągnięcie ręki.
Wtedy pojawił się telefon, który całkowicie zmienił sytuację.
„No też taka sytuacja kiedyś mnie spotkała. Dostałam świetną rolę w świetnym filmie, a potem telefon, że wszedł sponsor z dużymi pieniędzmi i niestety tę główną rolę będzie grać ktoś inny” — wyznała.
Powierza nie ujawniła nazwy produkcji ani nazwiska osoby, która ostatecznie otrzymała angaż.
Nie ukrywała jednak, że utrata roli była dla niej ogromnym ciosem.
Najbardziej dotkliwa okazała się świadomość, że wcześniej została już wybrana do projektu, a mimo to straciła możliwość występu.
Pieniądze ważniejsze od aktorki? To nie zdarzyło się tylko raz
Historia odebranej głównej roli nie była jedynym zawodowym rozczarowaniem Anny Powierzy.
Aktorka przyznała, że podobne sytuacje powtarzały się w jej karierze.
Czasami ostateczna decyzja dotycząca obsady miała zależeć od tego, kto dysponował większym wsparciem finansowym.
Powierza twierdzi, że nigdy nie miała za sobą sponsorów zapewniających jej podobne możliwości.
„Nie są to jednorazowe przypadki i nie są to jednorazowe chwile” — podkreśliła.
Następnie wyjaśniła, że przez takie okoliczności straciła możliwość wystąpienia w kilku produkcjach.
„Ale to też nie było tylko raz, bo kilka ról przeszło mi koło nosa, gdy okazało się, że jest ktoś, kto przychodzi z dużym zapleczem sponsorskim, finansowym, którego ja nigdy nie miałam” — mówiła.
Jej relacja przedstawia mało przyjemną stronę pracy w branży filmowej.
Nawet doświadczenie i otrzymana wcześniej propozycja nie zawsze oznaczają, że aktor ostatecznie pojawi się przed kamerą.
Według Powierzy zdarzają się sytuacje, w których względy finansowe wpływają na decyzje dotyczące obsady.
Aktorka nie wskazała konkretnych producentów ani sponsorów odpowiedzialnych za opisane zdarzenia. Przedstawiła jednak własne doświadczenia jako powtarzający się problem, a nie pojedynczy incydent.

Od 1997 roku gra w „Klanie”. Sukces nie uchronił jej przed upokorzeniem
Anna Powierza jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy serialu „Klan”.
W postać Czesi wciela się od 1997 roku. Przez ten czas jej bohaterka stała się dobrze znana kolejnym pokoleniom telewidzów.
Aktorka pojawiała się również w innych produkcjach.
Można było oglądać ją między innymi w „Awanturze o Basię”, „Dniu świra” oraz „Pierwszej miłości”.
Wieloletnia obecność na ekranie mogłaby sugerować, że osoba z takim doświadczeniem ma już ugruntowaną pozycję zawodową.
Powierza pokazuje jednak, że rozpoznawalność nie chroni przed rozczarowaniami związanymi z castingami i zmianami obsady.
Dla niej szczególnie bolesne były sytuacje, w których wymarzona praca wymykała się z rąk nie z powodu negatywnej oceny jej aktorstwa, lecz — jak relacjonuje — pojawienia się osoby dysponującej finansowym zapleczem.
Takie doświadczenia pozostawiły po sobie emocje, o których przez długi czas nie potrafiła publicznie mówić.
Afera z Joanną Jabłczyńską otworzyła stare rany
Do szczerego wyznania Powierzy doszło w czasie, gdy wiele mówi się o sytuacji Joanny Jabłczyńskiej.
Aktorka, znana szerokiej publiczności między innymi z telewizyjnych produkcji, znalazła się w centrum dyskusji dotyczącej obsady kontynuacji filmu „Nigdy w życiu”.
Jabłczyńskiej nie zobaczymy w nowej odsłonie tej historii, a okoliczności związane z jej udziałem w produkcji wywołały głośną debatę.
Anna Powierza dostrzegła podobieństwo między sprawą koleżanki a własnymi doświadczeniami zawodowymi.
Nie ograniczyła się jednak do komentowania samego zamieszania.
Postanowiła powiedzieć, jak bardzo podziwia Jabłczyńską za sposób, w jaki zdecydowała się publicznie zareagować.
Dla Powierzy taka otwartość nie była czymś oczywistym.
Przez lata sama nie potrafiła zdobyć się na podobny krok.
„Byłam z Joasi dumna”. Powierza przyznała, że nawet jej zazdrościła
Anna Powierza nie ukrywała, że wypowiedzi Joanny Jabłczyńskiej zrobiły na niej ogromne wrażenie.
Szczególnie doceniła odwagę koleżanki, która potrafiła publicznie opowiedzieć o swoim rozczarowaniu.
W jej słowach pojawiło się nie tylko uznanie, ale również zaskakująco osobiste wyznanie.
„Byłam z Joasi dumna i podziwiałam ją. I zazdrościłam w głębi duszy, że umiała o tym głośno powiedzieć” — przyznała.
Powierza wyjaśniła, że od początku wspierała koleżankę.

„Trzymałam za nią kciuki i byłam za nią całym serduchem” — dodała.
Nie chodziło wyłącznie o zawodową solidarność.
Historia Jabłczyńskiej przypomniała jej własne sytuacje, w których czuła się pokrzywdzona, ale nie umiała otwarcie o tym mówić.
Z perspektywy czasu dostrzegła, jak wielką różnicę może zrobić możliwość podzielenia się trudnymi emocjami.
Sama przez lata wybierała milczenie.
W domu nie potrafiła powstrzymać łez. „Płakałam sobie cicho w poduszkę”
Najbardziej poruszający fragment rozmowy dotyczył tego, jak Anna Powierza radziła sobie po utracie zawodowych szans.
Aktorka przyznała, że podobne sytuacje przeżywała znacznie mocniej, niż mogło się wydawać osobom obserwującym jej karierę.
Nie organizowała publicznych protestów ani nie opowiadała o swoim rozczarowaniu w wywiadach.

Zamiast tego zamykała się ze swoimi emocjami w domu.
„Ja sobie radziłam znacznie gorzej niż Asia, bo nie umiałam nawet chociażby o tym powiedzieć i podzielić się tymi emocjami” — wyznała.
Przyznała, że utrata wymarzonej roli może być doświadczeniem niezwykle bolesnym.
Zwłaszcza gdy aktor zdąży już uwierzyć, że otrzymał szansę na ważny zawodowy krok, a później dowiaduje się, że decyzja została zmieniona.
„To jest ogromny ból i strata. Płakałam sobie cicho w domu w poduszkę i przeżywałam swój dramat w ciszy” — powiedziała.
Te słowa pokazują, jak wielkie znaczenie miały dla niej role, których ostatecznie nie zagrała.
Dla widzów mogły być to po prostu kolejne filmy z określoną obsadą.
Dla Powierzy oznaczały niespełnione nadzieje i poczucie utraconej szansy.
Brutalna strona zawodu aktorki. Powierza mówi o problemie, który dotyka kobiety
W rozmowie z Moniką Richardson Anna Powierza zwróciła uwagę, że praca w branży filmowej bywa szczególnie wymagająca dla kobiet.
Nie chodzi wyłącznie o konkurencję podczas castingów.
Według jej doświadczeń znaczenie mogą mieć również decyzje podejmowane poza samym procesem oceny aktorskich umiejętności.
Pojawienie się sponsora z dużymi pieniędzmi potrafiło — jak twierdzi — przekreślić wcześniejsze ustalenia.
W takich okolicznościach aktorka zostawała nie tylko bez roli, ale również bez poczucia, że miała realny wpływ na swoją zawodową przyszłość.
Powierza podkreśliła, że sama wielokrotnie doświadczała podobnych rozczarowań.
Jej wypowiedź nie przesądza, jak często takie praktyki występują w całej branży, ale pokazuje, że dla niej nie były odosobnionym wydarzeniem.
Przez długi czas nie potrafiła o tym rozmawiać.
Dopiero reakcja Joanny Jabłczyńskiej sprawiła, że zaczęła inaczej patrzeć na możliwość publicznego opowiadania o trudnych sytuacjach.
Teraz chce postępować inaczej. Joanna Jabłczyńska stała się dla niej przykładem
Anna Powierza nie ukrywa, że dziś inaczej ocenia swoje dawne milczenie.
Nie potępia samej siebie za to, że cierpiała w samotności, ale przyznaje, że podziwia osoby potrafiące głośno mówić o zawodowych rozczarowaniach.
Porównując swoją reakcję z postawą Joanny Jabłczyńskiej, doszła do wniosku, że koleżanka lepiej poradziła sobie z trudną sytuacją.

„Myślę, że gorzej sobie z tym poradziłam” — stwierdziła.
Jednocześnie zapowiedziała zmianę podejścia.
„Teraz będę robić tak jak Joasia” — podsumowała.
To istotna deklaracja.
Po latach przeżywania niepowodzeń w ciszy Powierza chce przestać ukrywać doświadczenia, które uważa za niesprawiedliwe.
Nie oznacza to, że zamierza ujawniać nazwiska wszystkich osób związanych z dawnymi produkcjami.
Na razie zdecydowała się opowiedzieć o mechanizmie, z którym — jak twierdzi — kilkukrotnie się zetknęła.
Dla niej samej jest to wyraźna zmiana.
Dwie aktorki, podobne rozczarowanie. Tym razem Powierza nie zamierza milczeć
Historia Anny Powierzy pokazuje, że za dobrze znaną twarzą z telewizyjnego serialu może kryć się wiele zawodowych doświadczeń, o których widzowie nigdy wcześniej nie słyszeli.
Od 1997 roku gra Czesławę „Czesię” w „Klanie”, występowała również w filmach i innych serialach, ale nie oznacza to, że wszystkie jej plany potoczyły się zgodnie z oczekiwaniami.
Niektóre role traciła po tym, jak do produkcji dołączali sponsorzy dysponujący dużymi środkami finansowymi.
Tak przynajmniej opisuje własne doświadczenia.
Najtrudniejsze były dla niej nie tylko same decyzje dotyczące obsady, ale również emocjonalne konsekwencje tych wydarzeń.
Przez lata nie potrafiła powiedzieć publicznie, jak bardzo cierpiała.
Zamiast tego płakała w samotności i próbowała samodzielnie poradzić sobie z rozczarowaniem.
Głośna sprawa Joanny Jabłczyńskiej stała się dla niej momentem refleksji.
Powierza zobaczyła, że można otwarcie opowiedzieć o utraconej szansie i nie ukrywać bólu związanego z taką sytuacją.
Dziś przyznaje, że chciałaby mieć podobną odwagę.
Jej wyznanie pozostawia jednak również ważne pytanie dotyczące całej branży: czy o obsadzie filmowej powinny decydować przede wszystkim umiejętności aktorskie, czy pieniądze, które ktoś może wnieść do produkcji?

Dla Anny Powierzy odpowiedź ma bardzo osobisty wymiar. Zbyt dobrze pamięta telefon, po którym straciła wymarzoną rolę, oraz wieczory, kiedy nie potrafiła powstrzymać łez.
Tym razem postanowiła już nie cierpieć w milczeniu.