Robert Lewandowski długo nie czekał na moment, który miał odwrócić atmosferę wokół jego początku w Chicago. W sobotę kapitan reprezentacji Polski zdobył dwie bramki w meczu z Charlotte FC i zapewnił swojej drużynie zwycięstwo 2:1. Po spotkaniu nie ukrywał, że te trafienia miały dla niego wyjątkowe znaczenie. Pierwsze gole w nowym klubie zadedykował swojemu zmarłemu tacie, Krzysztofowi Lewandowskiemu.
Ostatnie miesiące w życiu Roberta Lewandowskiego były pełne wielkich zmian, emocji i decyzji, które natychmiast przyciągały uwagę kibiców.
Najpierw pojawiły się informacje, że kapitan polskiej reprezentacji odchodzi z FC Barcelony i przenosi się za ocean.
Dla wielu fanów był to przełomowy moment. Lewandowski przez lata występował na największych europejskich stadionach, a teraz rozpoczął nowy etap kariery w klubie z Chicago.

Zmiana była ogromna nie tylko sportowo, ale też prywatnie. Przeprowadzka do Stanów Zjednoczonych oznaczała nowe życie dla całej rodziny.
Sporo mówiło się wtedy o Annie Lewandowskiej, która nie ukrywała, że opuszczenie Barcelony nie jest dla niej łatwe.
Jej wpis w mediach społecznościowych natychmiast wywołał falę komentarzy. Trenerka przyznała, że ostatnie tygodnie były dla niej bardzo trudne emocjonalnie.
„Ostatnie tygodnie to dla mnie rollercoaster skrajnych emocji. Barcelona stała się moim domem. Moim bezpiecznym miejscem, które pokochałam całym sercem. Myśl o tym, że znowu muszę się spakować, zostawić to, co zbudowałam, i zacząć trochę od nowa, po prostu mnie przeraża. (…) Mam prawo czuć lęk. Mam prawo czuć się przytłoczona i nie będę udawać, że jest inaczej” — pisała Anna Lewandowska.
Te słowa pokazały, że za wielkim transferem i medialnym zainteresowaniem kryje się także zwykły ludzki stres.
Nowe miasto, nowy dom, nowe otoczenie i konieczność zaczynania od początku to ogromne wyzwanie nawet dla osób przyzwyczajonych do życia w ciągłym ruchu.
Robert Lewandowski musiał jednak szybko skupić się na boisku. Po przeprowadzce do Chicago oczy kibiców były zwrócone właśnie na niego.
Od piłkarza takiego formatu oczekuje się natychmiastowych efektów, bramek i przywództwa.
Początek nie przyniósł jednak od razu zwycięskiej euforii. Dwa pierwsze mecze nie zakończyły się wygraną, dlatego sobotnie spotkanie z Charlotte FC miało szczególne znaczenie.
I właśnie wtedy Lewandowski zrobił to, na co czekali kibice.
W swoim trzecim meczu w barwach Chicago w końcu trafił do siatki. Nie raz, lecz dwa razy.
Polak zdobył obie bramki dla swojej drużyny, a Chicago wygrało z Charlotte FC 2:1.

Tym samym Lewandowski został bohaterem spotkania i dał fanom sygnał, że nowy rozdział zaczyna nabierać właściwego tempa.
Po meczu nie ukrywał, jak ważne było to zwycięstwo.
„To było bardzo ważne zwycięstwo. Nie tylko dla mnie, ale dla całej drużyny. Szczególnie po dwóch meczach, w którym nie udało się wygrać” — mówił Robert Lewandowski.
Dla napastnika pierwsze trafienia w nowym klubie zawsze są czymś szczególnym. W tym przypadku miały jednak jeszcze głębszy, osobisty wymiar.
Tuż po spotkaniu Lewandowski wyznał na konferencji prasowej, że swoje pierwsze gole dla Chicago zadedykował zmarłemu ojcu.
To nie był przypadkowy gest. Piłkarz ma swoją zasadę, którą pielęgnuje od lat.
„Każda pierwsza bramka w moim nowym klubie zawsze jest dedykowana mojemu tacie, który na pewno patrzy na mnie z góry. I tak samo było dzisiaj. Na pewno to dla mnie wiele znaczy” — powiedział Robert Lewandowski.
Te słowa mocno poruszyły kibiców. Za sportowym sukcesem, tabelą, wynikiem i presją wielkiego transferu kryje się bowiem historia syna, który w najważniejszych momentach kariery nadal pamięta o ojcu.
Krzysztof Lewandowski również był związany ze sportem. Uprawiał judo i pracował jako nauczyciel wychowania fizycznego.
Zmarł przedwcześnie, gdy Robert był jeszcze nastolatkiem.
Dla przyszłego kapitana reprezentacji Polski była to strata, która głęboko wpłynęła na jego życie.
Lewandowski wielokrotnie wracał do tego tematu, ale szczególnie mocno wybrzmiały jego słowa w filmie dokumentalnym „Lewandowski Nieznany”.
„Nie byłem gotowy na utratę taty w tak młodym wieku. Dorastałem i tak naprawdę zostałem bez ojca i wsparcia, które czułem i które było mi potrzebne. Okazało się, że jego już nie ma i naprawdę nie wiedziałem dlaczego […]” — wspominał Robert Lewandowski.
Dlatego sobotnie bramki w Chicago nie były dla niego tylko sportowym przełamaniem.
Były także osobistym znakiem pamięci. Kolejnym momentem, w którym piłkarz symbolicznie zwrócił się do ojca.
Kibice mogli zobaczyć napastnika, który znów zrobił to, z czego słynie najlepiej: przesądził o wyniku meczu.
Ale sam Lewandowski po wszystkim pokazał, że dla niego te gole mają wartość wykraczającą poza boisko.
Pierwsza bramka w nowym klubie zawsze otwiera pewien rozdział. Zdejmuje napięcie, daje pewność siebie i pozwala ruszyć dalej bez ciężaru oczekiwania.
W Chicago to oczekiwanie było szczególnie duże. Po transferze za ocean każdy występ Polaka był analizowany, a brak zwycięstw na początku tylko podkręcał presję.
Sobotni mecz z Charlotte FC przyniósł odpowiedź.
Lewandowski nie tylko strzelił, ale zrobił to dwa razy. Wygrał spotkanie dla swojej drużyny i od razu stał się bohaterem miasta.
Dla klubu z Chicago jego trafienia były bezcenne. Po dwóch spotkaniach bez zwycięstwa drużyna potrzebowała impulsu, a właśnie on dał go w najważniejszym momencie.
Dla samego Roberta był to natomiast dowód, że mimo zmiany kontynentu, otoczenia i ligi nadal potrafi brać odpowiedzialność na siebie.
Takie gole budują pozycję w zespole. Szczególnie gdy przychodzą w meczu, który kończy się zwycięstwem różnicą jednej bramki.
Lewandowski od lat jest przyzwyczajony do presji. Występował w klubach, w których każdy mecz był oceniany z najwyższą surowością.

Teraz w Chicago znów musi udowadniać swoją wartość, choć jego dorobek mówi sam za siebie.
Pierwsze trafienia dla nowego klubu mogą więc być początkiem spokojniejszego etapu. Kibice dostali to, na co czekali, a piłkarz mógł zdjąć z siebie ciężar pierwszego gola.
Nieprzypadkowo jednak po wszystkim mówił nie tylko o drużynie i zwycięstwie, ale też o ojcu.
Krzysztof Lewandowski nie doczekał największych sukcesów syna, ale Robert wciąż wraca do niego w chwilach, które mają dla niego przełomowe znaczenie.
Dedykowanie pierwszych bramek tacie stało się dla niego czymś więcej niż rytuałem. To osobisty sposób na zachowanie więzi, której śmierć nie przerwała całkowicie.
W sobotę w Chicago znów połączyły się sport i emocje.
Na boisku był kapitan reprezentacji Polski, nowy lider klubu i zawodnik, od którego oczekuje się wielkich rzeczy.
Po meczu był też syn, który powiedział wprost, że ojciec na pewno patrzy na niego z góry.
To właśnie dlatego ten wieczór zostanie zapamiętany nie tylko jako moment przełamania Lewandowskiego w nowym klubie.
Będzie też wspominany jako bardzo osobista dedykacja dla człowieka, którego zabrakło w życiu piłkarza zbyt wcześnie.

Robert Lewandowski potwierdził, że nawet po tylu latach największe sportowe momenty nadal niosą dla niego rodzinny ciężar.
Pierwsze gole dla Chicago dały zwycięstwo drużynie, radość kibicom i jasny sygnał, że Polak wraca do skuteczności.
Ale dla niego najważniejsze było jeszcze coś innego: mógł po raz kolejny zadedykować ten moment ojcu.