Monika Pikuła walczy z nowotworem piersi. Przed nią ostatnia „czerwona chemia”

Monika Pikuła niedawno ujawniła, że zmaga się z nowotworem piersi. Aktorka, znana przede wszystkim z pracy w dubbingu, zdecydowała się opowiedzieć o swojej chorobie właśnie w październiku, czyli miesiącu profilaktyki raka piersi. W najnowszym nagraniu podziękowała fanom za wsparcie, zdradziła, że diagnozę zna od kwietnia, i mocno zaapelowała, by nie odkładać badań na później.

Monika Pikuła do tej pory nie należała do osób, które regularnie opowiadają o najtrudniejszych momentach swojego życia w mediach społecznościowych.

Tym razem jednak uznała, że musi zabrać głos.

Powód był bardzo ważny.

Aktorka wyznała niedawno, że choruje na nowotwór piersi.

Teraz, przy okazji października, miesiąca profilaktyki raka piersi, postanowiła zwrócić się bezpośrednio do obserwatorów.

Nie zrobiła tego w tonie dramatycznego wyznania.

Nie chciała też wywoływać litości.

Jej nagranie miało przede wszystkim jedno zadanie: zachęcić innych do badań i dbania o siebie.

Na początku aktorka podziękowała za ogrom wsparcia, które otrzymała po ujawnieniu informacji o chorobie.

Przyznała, że reakcja ludzi bardzo ją poruszyła.

„Nigdy do was stąd nie mówiłam, ale myślę, że nadszedł jednak czas. Przede wszystkim bardzo wam dziękuję za ogrom ciepła i tych wszystkich wspaniałych słów, które do mnie spłynęły. Jestem wręcz zaskoczona i zdumiona. Bardzo wam za to dziękuję. Wiele się mówi o hejcie w internecie i jestem uniesiona, że ta druga strona internetu też istnieje i jest tak aktywna, więc to jest strasznie fajne” — powiedziała Monika Pikuła.

Te słowa pokazują, jak wiele znaczyły dla niej wiadomości od fanów.

Aktorka przyznała, że internet często kojarzy się z hejtem, agresją i krytyką, ale tym razem zobaczyła jego zupełnie inną stronę.

Zamiast fali złośliwości dostała ciepło, życzliwość i wsparcie.

Dla osoby przechodzącej przez leczenie onkologiczne takie reakcje mogą mieć ogromne znaczenie.

Pikuła nie ukrywała, że jest tym zaskoczona i wzruszona.

Po podziękowaniach przeszła jednak do sedna.

Wyjaśniła, że o chorobie wie od kwietnia.

Dopiero teraz zdecydowała się opowiedzieć o tym szerzej, bo październik uznała za dobry moment, by przypomnieć ludziom o profilaktyce.

„Parę słów ode mnie, bo ja się z moją sytuacją wyjawiłam trochę późno, bo o całej sprawie wiem od kwietnia. Uznałam, że ten październik jest tego wart i jeżeli ktokolwiek pod wpływem mojej historii i mojej łysej glacy skoczy na mammografię albo USG piersi, to tylko dobrze” — mówiła aktorka.

Pikuła nie owijała w bawełnę.

Użyła prostych, bezpośrednich słów.

Chciała, żeby jej historia nie była tylko osobistym wyznaniem, ale impulsem do działania dla innych.

Dlatego zaapelowała o mammografię, USG piersi i regularne samobadanie.

Zwróciła się nie tylko do kobiet.

Przypomniała, że rak piersi, choć w znacznie mniejszym stopniu, może dotyczyć także mężczyzn.

„Więc bardzo serdecznie was zachęcam, żebyście to zrobili, żebyście o siebie dbali, żebyście macali siebie nawzajem, a także panowie — macajcie swoje klaty, tudzież panie panom, panowie panom, macajcie się, naprawdę. Rak piersi nie dotyczy tylko kobiet, w znikomym stopniu dotyczy mężczyzn, ale dotyczy, więc macajcie się po prostu” — apelowała.

Ten fragment nagrania był mocny, ale bardzo celowy.

Aktorka postawiła na język prosty, chwilami dosadny, żeby temat nie brzmiał jak odległy medyczny komunikat.

Chciała, by ludzie zapamiętali najważniejsze przesłanie: trzeba się badać, trzeba obserwować ciało i trzeba reagować.

Nie kiedyś.

Nie przy okazji.

Nie dopiero wtedy, gdy problem stanie się bardzo poważny.

Teraz.

Monika Pikuła opowiedziała też, jak obecnie się czuje.

Przyznała, że wbrew najczarniejszym wyobrażeniom funkcjonuje dobrze.

Nie ukrywała, że leczenie bywało trudne i zdarzały się słabsze momenty, ale podkreśliła, że w jej przypadku chemioterapia nie oznaczała całkowitego zatrzymania życia.

Przed nią została jeszcze ostatnia „czerwona chemia”.

Tak określa się silną chemioterapię onkologiczną.

„Ja się bardzo dobrze czuję. Przede mną już tylko ostatnia, ‘czerwona chemia’, więc mówię to, bo bardzo się cieszę i przez cały czas byłam aktywna” — powiedziała.

Aktorka zaznaczyła, że leczenie nie przebiegało idealnie każdego dnia.

Bywały problemy z wynikami badań krwi.

Zdarzały się gorsze momenty zdrowotne.

Czasem miała więcej siły, czasem mniej.

Musiał być też czas na odpoczynek.

Mimo to, patrząc na cały etap leczenia, Pikuła mówi o nim z dużą ulgą.

„Miałam nieduże potknięcia oczywiście, w badaniach krwi, czy tam w ogóle ze zdrowiem, bywały dni, że byłam silniejsza, czasem słabsza, musiałam bardziej odpoczywać, ale generalnie nie jest to taki diabeł straszny” — wyznała.

Dodała, że właśnie tego etapu najbardziej się bała.

Chemioterapia często budzi ogromny lęk, bo wiele osób kojarzy ją z wyniszczeniem, osłabieniem i całkowitym wyłączeniem z normalnego życia.

Pikuła nie bagatelizuje leczenia, ale chce pokazać, że scenariusze mogą być różne.

W jej przypadku udało się zachować aktywność i nie przerywać pracy.

„Był to etap, którego się najbardziej bałam, a jednak chyba udało mi się jakoś tam w miarę obronną ręką przejść” — przyznała.

Aktorka wyjaśniła, dlaczego mówi o tym publicznie.

Nie po to, by udowadniać, że leczenie jest łatwe.

Nie po to, by umniejszać cierpieniu innych pacjentów.

Chodziło jej o pokazanie, że chemioterapia nie zawsze musi wyglądać tak, jak ludzie boją się sobie wyobrażać.

„Mówię o tym dlatego, że na pewno jestem w jakichś widełkach statystycznych i że chemioterapia nie musi oznaczać przykucia do łóżka, bycia pod kroplówką, nie wiadomo czego” — tłumaczyła.

Jednocześnie od razu zaznaczyła, że nie wolno lekceważyć leczenia ani upraszczać tematu.

Różne osoby przechodzą terapię w różny sposób.

Mogą pojawiać się powikłania, trudności i poważne problemy.

Monika Pikuła mówiła wyłącznie o własnym doświadczeniu.

„Oczywiście nie bagatelizujmy, bo takie sytuacje oczywiście też istnieją i są różne problemy i różne powikłania. U mnie udało się nie przerywać pracy, normalnie funkcjonować, więc tak też się da” — podkreśliła.

To bardzo ważne zastrzeżenie.

Aktorka nie stworzyła z choroby łatwej opowieści o sile za wszelką cenę.

Nie udawała, że wystarczy dobre nastawienie, by wszystko było proste.

Powiedziała, że jej organizm pozwolił jej funkcjonować, choć zdarzały się słabsze dni.

Pokazała swoją historię jako jeden z możliwych przebiegów leczenia, a nie uniwersalną prawdę dla wszystkich pacjentów.

Na końcu nagrania wróciła do najważniejszego apelu.

„Badaj się, sprawdzaj, łap za telefon. Naprawdę. Październik poświęć po prostu na dbanie o siebie” — powiedziała.

Te słowa były sednem całego wystąpienia.

Monika Pikuła wykorzystała własną diagnozę i własne leczenie, by przypomnieć innym, że profilaktyka może mieć ogromne znaczenie.

Nie chciała, żeby jej łysa głowa była tylko znakiem choroby.

Chciała, żeby stała się dla kogoś impulsem do mammografii, USG albo samobadania.

W jej nagraniu było dużo wdzięczności, ale też dużo konkretu.

Podziękowała za wsparcie.

Powiedziała, kiedy dowiedziała się o chorobie.

Opowiedziała, jak znosi leczenie.

Przyznała, że przed nią ostatnia „czerwona chemia”.

I kilkukrotnie powtórzyła, że trzeba się badać.

Dla fanów aktorki to z pewnością poruszające wyznanie.

Dla osób, które same mierzą się z chorobą albo boją się badań, może być też ważnym sygnałem.

Pikuła nie ukrywa, że nowotwór piersi jest poważnym doświadczeniem.

Ale pokazuje, że nawet w trakcie leczenia można mówić o sobie z humorem, siłą i spokojem.

Jej słowa o „łysej glacy” są dowodem dystansu, ale też odwagi.

Bo nie każdy potrafi tak otwarcie pokazać skutki terapii i wykorzystać je do tego, by zachęcić innych do działania.


Październik od lat kojarzy się z różową wstążką i akcjami przypominającymi o profilaktyce raka piersi.

Czasem jednak dopiero osobista historia znanej osoby sprawia, że komunikat naprawdę dociera.

Monika Pikuła liczy właśnie na to.

Jeśli choć jedna osoba po jej nagraniu umówi mammografię albo USG piersi, uzna to za coś dobrego.

I właśnie dlatego zdecydowała się mówić.

Nie dla sensacji.

Nie dla współczucia.

Dla tych, którzy jeszcze mogą zdążyć zadbać o siebie.