28 lipca mija osiem lat od śmierci Kory Jackowskiej-Sipowicz, jednej z najważniejszych i najbardziej wyrazistych artystek w historii polskiej muzyki. W rocznicę odejścia wokalistki Maanamu wracają wspomnienia osób, dla których była kimś znacznie więcej niż tylko sceniczną ikoną. Monika Olejnik do dziś pamięta moment, w którym dowiedziała się o jej śmierci. Była wtedy daleko od Polski, na urlopie, ale decyzję podjęła natychmiast.
Kora Jackowska-Sipowicz odeszła 28 lipca 2018 roku. Jej śmierć była ogromnym ciosem dla fanów, przyjaciół i całego świata kultury.
Przez lata była głosem Maanamu, autorką tekstów, sceniczną osobowością i artystką, która nie dała się zamknąć w żadnych prostych ramach.
To ona śpiewała takie utwory jak „Boskie Buenos”, „Kocham cię, kochanie moje” czy „Krakowski spleen”. Piosenki te na stałe weszły do historii polskiego rocka i wciąż wracają w kolejnych pokoleniach słuchaczy.

Kora była nie tylko wokalistką. Była zjawiskiem. Miała charakterystyczny głos, niepodrabialny styl, ogromną charyzmę i odwagę, która sprawiała, że trudno było pomylić ją z kimkolwiek innym.
W rocznicę jej śmierci wiele osób znów wspomina, jak wielki wpływ miała na polską muzykę, modę, sposób myślenia o artystycznej wolności i kobiecej niezależności.
Do grona osób, które wciąż mówią o niej z ogromnym wzruszeniem, należy Monika Olejnik.
Dziennikarka przyznała, że Kora była i nadal pozostaje jej bardzo bliska. Ich relacja miała także zwyczajne, prywatne wspomnienia, które po latach nabierają szczególnego znaczenia.
„Kora była i jest bliska mojemu sercu. Dawno, dawno temu spotkałyśmy się na obiad w Warszawie i dzięki niej polubiłam ślimaki” — wspominała Monika Olejnik.
Ten detal mówi wiele. Za legendą sceny i wielką artystką była też kobieta, z którą można było usiąść przy stole, rozmawiać, śmiać się i zapamiętać drobny moment na całe życie.
Olejnik nie ukrywa, że Kora od zawsze wydawała jej się osobą osobną, nowoczesną i wyprzedzającą swój czas. Nie chodziło tylko o muzykę, ale także o sposób bycia, styl i odwagę w kreowaniu własnego świata.
„Odkąd pamiętam była z innego świata, pod każdym względem nowoczesna. Jej stroje były jak obraz, wyprzedzała artystycznie epokę. Pamiętam, jak robiłam reportaże w radiowej Trójce o muzyce wolności (…). Od pierwszego pojawienia się na scenie była niepowtarzalna, niezwykła! Perfekcyjna, o pięknym głosie i wielkiej charyzmie. Jej teksty są ponadczasowe” — mówiła autorka „Kropki nad i”.

Te słowa pokazują, jak mocno Kora działała na ludzi nie tylko jako piosenkarka, ale jako symbol. Dla wielu Polek była inspiracją, kimś, kto pokazywał, że można wyglądać inaczej, mówić inaczej i tworzyć na własnych zasadach.
Olejnik widziała w niej artystkę, która nie podążała za epoką, tylko ją wyprzedzała. Jej stroje, teksty i sceniczna obecność miały w sobie coś, co nie starzało się razem z modą.
Dlatego wiadomość o jej śmierci była dla dziennikarki tak silnym przeżyciem.
Monika Olejnik dokładnie pamięta, gdzie była, gdy dotarła do niej informacja, że Kory już nie ma. Przebywała wtedy z Tomkiem na Korsyce, daleko od codziennego zgiełku i pracy.
„Było lato, siedzieliśmy z Tomkiem na dzikiej plaży z dala od cywilizacji na Korsyce i nagle dotarła do nas wiadomość – Kora nie żyje. Dwie godziny później byliśmy już spakowani i wróciliśmy do Polski” — wspominała.

Nie było długiego zastanawiania się. Nie było próby przeczekania tej wiadomości na urlopie. Olejnik spakowała się w dwie godziny i wróciła do kraju.
Ten gest pokazuje, jak ważna była dla niej Kora. Śmierć artystki nie była dla niej tylko kolejną informacją ze świata kultury. Była stratą osobistą i zawodową jednocześnie.
Po powrocie do Polski dziennikarka od razu zaczęła działać. Zaprosiła do TVN Artura Rojka oraz Zbigniewa Hołdysa i przygotowała specjalne wydanie swojego programu.
„Dzień później zrobiłam wydanie specjalne mojego programu „Kropka nad i” w TVN24 poświęcone wielkiej artystce” — powiedziała.
To specjalne wydanie było formą pożegnania i hołdu. Kora zasługiwała na rozmowę, wspomnienia i przestrzeń, w której można było opowiedzieć o jej znaczeniu dla polskiej kultury.

Monika Olejnik nie kryje, że do dziś za nią tęskni. Po ośmiu latach od śmierci artystki emocje nie zniknęły, tylko zmieniły swój kształt.
Kora wciąż jest obecna w piosenkach, wspomnieniach i w tym, jak mówi się o odwadze artystycznej. Jej teksty nadal brzmią aktualnie, a głos pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych w polskiej muzyce.
Dla Olejnik była kimś, kto miał w sobie wyjątkową siłę. Nowoczesność Kory nie polegała na chwilowej modzie, ale na niezależności, która przez lata inspirowała innych.
Dziś, w ósmą rocznicę jej śmierci, te wspomnienia wracają ze szczególną mocą. Historia przerwanego urlopu na Korsyce pokazuje, jak ogromne poruszenie wywołało odejście wokalistki.
Jedna wiadomość wystarczyła, by Monika Olejnik zostawiła dziką plażę, spakowała się i wróciła do Polski. Chciała być tam, gdzie można było pożegnać artystkę tak, jak na to zasługiwała.

Kora odeszła 28 lipca 2018 roku, ale dla wielu osób nadal pozostaje obecna. W muzyce, w pamięci, w obrazach scenicznych i w zdaniach, które wciąż brzmią tak, jakby powstały przed chwilą.
Monika Olejnik mówi o niej z podziwem, czułością i tęsknotą. A jej wspomnienie przypomina, że są artyści, których śmierć nie kończy ich obecności — tylko zamienia ją w legendę.