Maryla Rodowicz nie wytrzymała po krytyce na Narodowym. Ujawniła, co zrobiono z jej piosenkami tuż przed koncertem

Maryla Rodowicz przyzwyczaiła publiczność do występów pełnych energii i przebojów, które Polacy znają od dziesięcioleci. Tym razem jednak zamiast samych zachwytów pojawiła się fala krytyki. Po jubileuszowym koncercie Roztańczony PGE Narodowy widzowie nie szczędzili artystce przykrych słów, a niektórzy wprost stwierdzili, że nie poradziła sobie na scenie. Wokalistka postanowiła odpowiedzieć. Przyznała, że popełniła błąd, ale ujawniła również, co wydarzyło się zaledwie dwa dni przed imprezą. Okazuje się, że przygotowany przez nią występ został poważnie zmieniony, a konsekwencje tych decyzji odczuła dopiero przed ogromną publicznością.

Widzowie nie zostawili na niej suchej nitki. Rodowicz znalazła się pod ostrzałem
Dziesiąta edycja Roztańczonego PGE Narodowego miała być wielkim świętem muzyki tanecznej. Na stadionie przygotowano widowisko z udziałem popularnych wykonawców, a jedną z najważniejszych postaci wieczoru była Maryla Rodowicz.
Artystka zaprezentowała swój nieśmiertelny przebój „Kolorowe jarmarki”. Publiczność mogła także zobaczyć jej wspólny występ z Roksaną Węgiel, podczas którego obie wokalistki wykonały „Damą być”.
Na zakończenie wydarzenia Rodowicz pojawiła się z zespołem Sound’n’Grace, aby zaśpiewać „To już było”.
Wydawało się, że obecność tak doświadczonej gwiazdy będzie jednym z najmocniejszych punktów koncertu. Odbiór jej występu okazał się jednak znacznie bardziej skomplikowany.

Część widzów zaczęła zwracać uwagę na niedociągnięcia techniczne oraz problemy, które dało się usłyszeć podczas wykonywania utworów.
Nie zabrakło też bezpośredniej krytyki samej wokalistki.
„Oj, chyba pierwszy raz nie wyszło” — oceniał jeden z internautów.
Inni byli znacznie bardziej stanowczy. „Nie udźwignęła” — brzmiał kolejny komentarz.
Szczególnie wymowne okazały się reakcje osób, które podkreślały swoje przywiązanie do artystki, ale jednocześnie nie potrafiły ukryć rozczarowania.
„Kocham ją, ale Marylka nie udźwignęła” — napisał jeden z widzów.
W internetowej dyskusji pojawiło się również stwierdzenie, że pod względem technicznym koncert wypadł bardzo słabo.
Maryla Rodowicz nie zamierzała pozostawić tych ocen bez odpowiedzi.
Dwa dni przed koncertem zmieniono jej występ. Artystka zdradziła kulisy
W opublikowanym oświadczeniu piosenkarka przyznała, że podczas występu rzeczywiście doszło do problemów.
Nie próbowała przekonywać, że wszystko przebiegło bez zarzutu.
„Miałam problem techniczny w trakcie koncertu i się posypałam” — napisała na początku swojego wyjaśnienia.
Następnie wróciła do wydarzeń poprzedzających koncert. To właśnie wtedy, zaledwie dwa dni przed wejściem na scenę, dowiedziała się o konieczności znaczącego skrócenia programu.
Początkowo jej trzy piosenki miały zająć łącznie 12 minut. Ostatecznie otrzymała informację, że cały występ musi zmieścić się w siedmiu minutach.
Dla artystki, która od lat wykonuje swoje utwory w określonych aranżacjach, oznaczało to konieczność szybkiego przystosowania się do nowych warunków.
Rodowicz postanowiła skontaktować się z kierownikiem muzycznym.
„Telefon do kierownika muzycznego: »Marcin, co robimy?«. On na to: »Musimy wyrzucić »Sekretarkę««” — wspominała.
Propozycja usunięcia piosenki z programu nie spodobała się wokalistce.
Chciała zachować „

„No co ty, »Sekretarka« być musi, bo jest zabawna, poza tym dobrze »kopie«, czyli inaczej dobrze żre, czyli »Sekretarką« musimy kończyć” — tłumaczyła.
Trzeba było więc znaleźć inne rozwiązanie.
Z piosenek zniknęły fragmenty, które śpiewała od lat. To miało swoją cenę
Aby dostosować program do nowych ograniczeń czasowych, kierownik muzyczny przygotował skrócone wersje utworów.
Zmiany nie ograniczały się jednak do drobnych poprawek.
Z aranżacji usunięto między innymi niektóre wstępy, zakończenia oraz partie solowe.
W ten sposób udało się skrócić całość o cztery minuty.
Dla publiczności takie modyfikacje mogły wydawać się mało istotne. W przypadku wokalistki przyzwyczajonej do konkretnych muzycznych wejść i przejść oznaczały jednak konieczność zmiany wieloletnich nawyków.
Maryla Rodowicz podkreśliła, że przez dziesięciolecia wykonywała te same piosenki w dobrze znanej sobie formie.
Nowe aranżacje wymagały od niej szczególnego skupienia, a czasu na ich przyswojenie było niewiele.
Co ważne, podczas prób nie pojawiły się większe komplikacje. Artystka radziła sobie z przygotowanymi zmianami.
Problemy zaczęły się dopiero wtedy, gdy stanęła przed publicznością na PGE Narodowym.
„Boże, gdzie ja jestem?”. Maryla opisała chwilę, w której straciła orientację
Sam występ okazał się znacznie trudniejszy niż wcześniejsze przygotowania.
Ogromna scena, tysiące widzów i emocje związane z koncertem sprawiły, że wokalistka musiała jednocześnie kontrolować śpiew i pamiętać o zmienionej kolejności muzycznych fragmentów.
W pewnym momencie wszystko zaczęło się komplikować.
Rodowicz oczekiwała wejścia zwrotki, tymczasem usłyszała, że chórek wykonuje już refren.
„Wstęp… Czekam na zwrotkę, a słyszę, że chórek śpiewa refren. »Boże, gdzie ja jestem?«” — relacjonowała.
Ta pomyłka wytrąciła ją z rytmu. Zamiast spokojnie prowadzić utwór, musiała w pośpiechu odnajdywać się w zmienionej aranżacji.
Nie ukrywała, że przyzwyczajenie do wcześniejszej wersji piosenki okazało się wyjątkowo silne.
„Ja, jak ten koń do stajni, przyzwyczajona do starego wstępu. No ludzie, ja ten numer śpiewam 46 lat” — przyznała.
Artystka podkreśliła, że tak poważne zmiany w utworach, które wykonuje od niemal pół wieku, nie powinny być wprowadzane na ostatnią chwilę.
„Tego się nie robi wokaliście dwa dni przed koncertem” — oceniła stanowczo.

Jej zdaniem to właśnie skrócenie aranżacji w tak krótkim czasie przyczyniło się do problemów na scenie.
Zamiast skupić się na śpiewie, czekała na kolejne wejścia. Nie ukrywała paniki
Rodowicz przyznała, że podczas koncertu zaczęła koncentrować się przede wszystkim na tym, aby nie pomylić kolejności poszczególnych fragmentów.
W takich warunkach trudno było jej w pełni skupić się na wokalnym wykonaniu piosenek.
„Zamiast się skupić na dobrym wokalu, czekałam w panice na refren, na zwrotkę, na zakończenie” — wyznała.
Wokalistka nie ukrywała, że ogromne znaczenie miały również emocje związane z samym wydarzeniem.
W swoim oświadczeniu wspominała o stresie, wielkiej scenie przypominającej latający spodek oraz morzu ludzi obserwujących koncert.
Wszystko to sprawiło, że sytuacja stała się znacznie trudniejsza niż podczas prób.
Dla artystki był to szczególnie bolesny moment. Przez lata występowała przed ogromną publicznością i zdobyła doświadczenie, którego nie sposób jej odmówić.
Tym razem jednak nawet wieloletnia praktyka nie wystarczyła, aby bez problemów poradzić sobie z nagłymi zmianami.
Maryla zdecydowała się powiedzieć o tym wprost.
„To nie jest tak, że jak artysta jest na scenie tyle lat, co ja, to da radę w każdej sytuacji”
Jednym z najważniejszych fragmentów oświadczenia były słowa dotyczące oczekiwań wobec doświadczonych wykonawców.
Rodowicz zwróciła uwagę, że wieloletnia obecność na scenie nie oznacza całkowitej odporności na stres ani problemów technicznych.
„To nie jest tak, że jak artysta jest na scenie tyle lat, co ja, to da radę w każdej sytuacji” — zaznaczyła.
Jednocześnie nie chciała, aby jej wypowiedź została odebrana wyłącznie jako próba przerzucenia odpowiedzialności na innych.
Przyznała, że występ nie przebiegł tak, jak powinien, i postanowiła przeprosić publiczność.
„Tłumaczę się dlatego, żeby przeprosić fanów i powiedzieć, że śpiewanie na żywca w różnych warunkach niesie ze sobą pułapki” — wyjaśniła.
To ważny fragment jej wypowiedzi, ponieważ pokazuje, że artystka nie zignorowała krytycznych ocen.
Zdecydowała się przedstawić swoją perspektywę, ale równocześnie uznała, że widzowie mają prawo oczekiwać dobrego koncertu.
Maryla Rodowicz przeprosiła fanów. Jednej rzeczy nie zamierza więcej powtarzać
Na zakończenie oświadczenia wokalistka odniosła się do możliwości, że jej wyjaśnienia zostaną uznane za szukanie wymówek.
Sama przywołała znane powiedzenie o osobie, która zamiast dostrzegać własne błędy, obwinia okoliczności.
„Wiem, że złej baletnicy przeszkadza rąbek od spódnicy” — napisała.
Nie zakończyła jednak na tym.
Zwróciła się bezpośrednio do fanów z nadzieją, że przyjmą jej przeprosiny i zrozumieją trudności, które pojawiły się podczas jubileuszowego koncertu.
„Mam nadzieję, że mi wybaczycie, a ja obiecuję nie zgadzać się w przyszłości na taki tor przeszkód” — podsumowała.
To jasna deklaracja, że w przyszłości chce uniknąć podobnych sytuacji, w których ostatnie zmiany organizacyjne odbijają się na jakości występu.
Jeden koncert wywołał gorzką dyskusję. Legenda polskiej estrady znalazła się w trudnym położeniu
Występ Maryli Rodowicz na Roztańczonym PGE Narodowym pokazał, jak niewiele potrzeba, aby starannie przygotowany koncert przybrał nieoczekiwany obrót.
Z jednej strony pojawiły się opinie widzów, którzy byli rozczarowani tym, co usłyszeli. Niektórzy otwarcie krytykowali artystkę, inni podkreślali, że problemy techniczne mogły wpłynąć na całokształt widowiska.
Z drugiej strony sama Rodowicz przyznała, że musiała zmierzyć się z trudnościami wynikającymi z gwałtownie zmienionego programu.
Wokalistka, która przez 46 lat wykonywała jeden ze swoich utworów w określony sposób, dostała zaledwie dwa dni na przystosowanie się do nowych aranżacji.
Podczas prób wszystko przebiegało poprawnie. Dopiero ogromna scena, stres oraz nieoczekiwany przebieg partii wokalnych sprawiły, że zaczęła tracić orientację.
Jej tłumaczenia nie oznaczają, że rozczarowanie publiczności przestaje mieć znaczenie. Pokazują jednak, że za nieudanym fragmentem koncertu mogła stać znacznie bardziej skomplikowana sytuacja niż zwykła pomyłka wokalistki.
Maryla Rodowicz nie próbowała udawać, że występ był idealny. Otwarcie powiedziała o swoich błędach, emocjach i trudnościach, a następnie przeprosiła fanów.

Pozostaje też jej stanowcza obietnica dotycząca przyszłości — nie zamierza już godzić się na podobne zmiany wprowadzane tuż przed koncertem.
Wielka kariera nie chroni przed potknięciami, a wieloletnie doświadczenie nie gwarantuje, że artysta poradzi sobie w każdych warunkach. Tym razem Maryla przekonała się o tym przed ogromną publicznością.
Najważniejsze jest jednak to, że po fali gorzkich komentarzy zdecydowała się przedstawić pełniejsze kulisy wydarzenia, zamiast przemilczeć sytuację, która tak mocno rozczarowała część jej wielbicieli.