Krzysztof Hołowczyc ma za sobą karierę, której może mu pozazdrościć wielu sportowców. Tytuły, medale, wielkie rajdy i nazwisko, które od lat kojarzy się z szybkością, ryzykiem oraz ogromną determinacją. Teoretycznie od dawna powinien już patrzeć na sport z większego dystansu. W praktyce wciąż jest coś, co nie daje mu spokoju.
64-letni rajdowiec zakończył zawodową karierę ponad 10 lat temu, ale nie oznacza to, że zamknął w sobie potrzebę walki. Szczególnie gdy mowa o Rajdzie Dakar. To właśnie ta impreza wciąż siedzi mu w głowie najmocniej i nadal budzi w nim ambicję, której nie potrafi całkowicie odłożyć na bok.

Hołowczyc jest trzykrotnym rajdowym mistrzem Polski i mistrzem Europy z 1997 roku. W 2008 roku zajął drugie miejsce w klasyfikacji Pucharu Świata, a w Rajdzie Dakar wielokrotnie plasował się wysoko, mierząc się z jednymi z najtrudniejszych warunków w motorsporcie.
W 2015 roku, po zwycięstwie w Baja Poland, ogłosił sportową emeryturę. Tyle że z tym rajdem tak naprawdę nigdy się definitywnie nie pożegnał. W Baja Poland triumfował później jeszcze w 2021 roku, pokazując, że głód rywalizacji wcale nie zgasł.
Dakar to jednak osobny rozdział. Hołowczyc pierwszy raz wystartował w nim w 2005 roku i wtedy zakończył rywalizację na 60. miejscu. Z czasem zaczął jednak coraz mocniej dobijać się do czołówki. Dwa razy kończył cały rajd na piątej pozycji, a największy sukces przyszedł w 2015 roku, kiedy stanął na podium jako trzeci zawodnik klasyfikacji generalnej.
Dla wielu byłoby to piękne zamknięcie historii. Dla niego najwyraźniej nie. Hołowczyc wciąż wraca myślami do jednej rzeczy: środka podium. Dopiero taki wynik dałby mu poczucie, że naprawdę rozliczył się z Dakarem do końca.
„Cały czas myślę o Dakarze. […] Na Dakarze byłem na podium, ale stałem z boku. Jak stanę kiedyś na środku podium, wtedy powiem, że z Dakarem też jestem już rozliczony, dogadany” — powiedział rajdowiec.

Te słowa jasno pokazują, że nie chodzi już tylko o sportowy wynik do kolekcji. Dla Hołowczyca Dakar jest symbolem wyzwania, które nadal ma dla niego znaczenie. Mimo wieku, doświadczenia i imponującej listy sukcesów, wciąż czuje, że jest tam coś niedomkniętego.
W domu jednak ta sprawa nie budzi już takiego entuzjazmu. Danuta Hołowczyc, żona rajdowca, patrzy na jego plany dużo bardziej trzeźwo. Chciałaby, żeby mąż wreszcie przestał stale sprawdzać własne granice i nie musiał już nikomu niczego udowadniać.
„Głównym człowiekiem, który takie życzenie ma, jest moja żona, która mówi: 'może wreszcie już nikomu byś niczego nie udowadniał?’. Ja mówię, że już nie udowadniam nikomu niczego, tylko najbardziej sobie, bo ciągle myślę, że to wyzwanie jest dla mnie chęcią do życia, jest radością życia” — wyjaśnił Hołowczyc.

W tych słowach czuć zderzenie dwóch światów. Z jednej strony jest sportowiec, który bez adrenaliny i wielkiego celu nie chce całkiem zwolnić. Z drugiej — żona, która widzi nie tylko ambicję, ale też ryzyko, zmęczenie i cenę takich decyzji.
Najbliższa edycja Rajdu Dakar odbędzie się w 2027 roku. Czy Krzysztof Hołowczyc naprawdę jeszcze raz zdecyduje się ruszyć po zwycięstwo, którego tak bardzo mu brakuje? Na razie pewne jest jedno: on sam tej myśli wciąż nie wyrzucił z głowy.