Joanna Przetakiewicz przyjechała do Francji w wyjątkowo niespokojnym momencie. Paryż, który wielu osobom kojarzy się z elegancją, modą i luksusowymi ulicami, stał się miejscem gwałtownych starć, pożarów i zniszczeń. Projektantka i bizneswoman znalazła się w stolicy podczas fali protestów, które w części kraju przerodziły się w zamieszki. Na Instagramie pokazała nagrania przedstawiające zadymione ulice i płonące barykady. Teraz opowiedziała o swoich wrażeniach. Jej słowa nie pozostawiają wątpliwości, jak mocno poruszyły ją wydarzenia ostatnich dni.
Paryż, jakiego turyści nie chcieliby zobaczyć. Przetakiewicz była na miejscu
Joanna Przetakiewicz przyzwyczaiła swoich obserwatorów do relacji z zagranicznych podróży. Projektantka często odwiedza miejsca kojarzone ze światem mody, elegancją i luksusowym stylem życia.

Tym razem jej pobyt we Francji wyglądał jednak zupełnie inaczej.
W ostatnich dniach stolica kraju stała się jednym z miejsc gwałtownych protestów społecznych. W różnych częściach Francji dochodziło do starć z policją, podpaleń samochodów i dewastowania sklepów.
Wśród osób przebywających wówczas w Paryżu znalazła się również Przetakiewicz.
Bizneswoman nie ograniczyła się do obserwowania doniesień. Za pośrednictwem Instagrama podzieliła się nagraniami przedstawiającymi niepokojące sceny z miasta.
Na materiałach udostępnionych w jej relacji można było zobaczyć płonące barykady, dym unoszący się nad ulicami oraz zamieszanie związane z protestami.
Obrazy znacząco odbiegały od widoków, które zwykle dominują w jej podróżniczych publikacjach.
17 października Francję ogarnęły masowe protesty
Kulminacja społecznego niezadowolenia nastąpiła w sobotę, 17 października 2026 roku.
Tego dnia przez francuskie miasta przeszły wielotysięczne demonstracje.
Według danych władz w protestach uczestniczyło około 550 tysięcy osób. Organizatorzy przedstawiali wyższe szacunki, sięgające nawet 800 tysięcy uczestników.
Nie wszystkie zgromadzenia miały jednak taki sam przebieg.
Znaczna część demonstrantów protestowała pokojowo, domagając się zmian w polityce społecznej i gospodarczej.
W niektórych miastach sytuacja gwałtownie się zaostrzyła. Dochodziło do podpaleń, niszczenia mienia, ataków na funkcjonariuszy i grabieży sklepów.
Wśród najbardziej dotkniętych zamieszkami miejsc znalazły się Paryż, Lyon i Marsylia.
Dla mieszkańców i turystów oznaczało to poważne utrudnienia oraz konieczność zachowania szczególnej ostrożności.
Płonące samochody i rozbite witryny. Skala zniszczeń była ogromna
W czasie najgwałtowniejszych starć ulice niektórych francuskich miast zamieniły się w miejsca konfrontacji z policją.
Płonęły samochody, uszkadzano infrastrukturę miejską, a część sklepów padła ofiarą włamań i kradzieży.
Największe zniszczenia nie ograniczały się wyłącznie do stolicy.

W Limoges doszło do podpalenia historycznego budynku ratusza. Poważne incydenty odnotowano również w Lyonie i Marsylii, gdzie atakowano obiekty publiczne.
Sytuacja była na tyle trudna, że służby musiały prowadzić działania jednocześnie w wielu punktach.
Według informacji podanych po weekendzie francuskie władze zatrzymały łącznie ponad 2,4 tysiąca osób w związku z zamieszkami.
Wśród konsekwencji gwałtownych wydarzeń znalazły się także obrażenia odniesione przez funkcjonariuszy oraz demonstrantów.
Świadkowie opisywali widoki, które trudno było pogodzić z codziennym obrazem znanych francuskich metropolii.
Właśnie taki Paryż zobaczyła Joanna Przetakiewicz.
Od protestu uczniów do ogólnokrajowego niezadowolenia
Wydarzenia z 17 października nie pojawiły się bez wcześniejszych napięć.
Jednym z istotnych momentów był protest młodzieży z 17 września, zorganizowany w liceum w pobliżu Paryża.
Uczniowie sprzeciwiali się trudnym warunkom nauki, brakom nauczycieli, przepełnionym klasom oraz problemom ze stanem budynków szkolnych.
Z czasem niezadowolenie zaczęło obejmować kolejne środowiska.
Do demonstracji dołączali studenci, rolnicy, związki zawodowe oraz osoby związane z wcześniejszym ruchem „żółtych kamizelek”.
Coraz mocniej wybrzmiewały również kwestie ekonomiczne.
Rosnące koszty utrzymania, wysokie ceny żywności i paliw oraz zapowiedzi oszczędności budżetowych stały się ważnymi tematami protestów.
Niezadowolenie budziły również plany dotyczące zamrożenia płac.
Wśród uczestników demonstracji pojawiały się głosy krytyczne wobec działań władz oraz sposobu reagowania policji na wcześniejsze zgromadzenia.
Szczególne emocje wzbudziły doniesienia o nastolatku, który stracił dłoń wskutek eksplozji policyjnego granatu hukowo-błyskowego.
Narastające napięcia sprawiły, że sobotnia mobilizacja zgromadziła setki tysięcy ludzi.
Policja wskazała na radykalne grupy. Nie wszyscy protestujący uczestniczyli w przemocy
Francuskie służby podkreślały, że należy odróżnić pokojowych demonstrantów od osób odpowiedzialnych za agresywne działania.
Władze wskazywały między innymi na uczestników tak zwanych black blocs.
To określenie sposobu działania grup protestujących, których członkowie często noszą czarne ubrania i zasłaniają twarze, utrudniając identyfikację.

Podczas zamieszek osobom działającym w taki sposób przypisywano ataki na funkcjonariuszy, obiekty publiczne oraz symbole kapitalizmu.
Według francuskich służb część przemocy wiązała się ze środowiskami radykalnej lewicy.
Jednocześnie w zamieszaniu uczestniczyły również osoby, których działania nie były bezpośrednio związane z postulatami protestów.
Chodziło przede wszystkim o sprawców grabieży sklepów.
Atakowano między innymi punkty sprzedające elektronikę, markową odzież sportową oraz luksusowe towary.
Rozproszenie agresywnych grup po różnych częściach miast utrudniało policji opanowanie sytuacji.
Władze znalazły się pod presją zarówno z powodu rozmiarów zniszczeń, jak i pytań o przygotowanie służb do tak licznych demonstracji.
Joanna Przetakiewicz pokazała nagrania. Obserwatorzy zobaczyli zupełnie inne oblicze Paryża
W centrum całego zamieszania znalazła się również polska bizneswoman.
Joanna Przetakiewicz przebywała w ostatnich dniach we Francji, a swoje obserwacje postanowiła przedstawić osobom śledzącym jej profil.
Dwa dni przed publikacją relacji z 20 października zamieściła na InstaStories materiały pokazujące skutki gwałtownych wydarzeń.
Widać było na nich płonące barykady i ulice spowite dymem.
W przypadku projektantki, której zagraniczne wyjazdy zazwyczaj kojarzą się z pokazami mody, spotkaniami i eleganckimi miejscami, taka publikacja była wyjątkowo nietypowa.
Obserwatorzy mogli przekonać się, że stolica Francji przeżywała bardzo trudne chwile.
Nagrania przedstawiały atmosferę napięcia i chaosu, choć nie pozwalały samodzielnie ocenić sytuacji we wszystkich dzielnicach miasta.
To, co zobaczyła Przetakiewicz, wywarło na niej duże wrażenie.
„Paryż od teraz jest znacznie smutniejszy”. Przetakiewicz nie kryła emocji
Po weekendowych wydarzeniach Joanna Przetakiewicz została zapytana o swoje bezpieczeństwo oraz o to, jak obecnie wygląda sytuacja w Paryżu.
Jej odpowiedź przyniosła częściowo uspokajające wiadomości.
Bizneswoman przekazała, że najgwałtowniejsze zamieszanie, które obserwowała, już ustało.
Jednocześnie nie ukrywała, że wydarzenia ostatnich dni pozostawiły w niej głęboki ślad.
„Już jest spokój, ale to, co się wydarzyło, pokazuje, że świat nie będzie taki sam. Paryż od teraz jest znacznie smutniejszy. To wyglądało jak wojna domowa” – wyznała.
Jej porównanie do wojny domowej było osobistym opisem dramatycznych scen, które widziała, a nie stwierdzeniem, że we Francji rzeczywiście wybuchła wojna.
Wypowiedź pokazała jednak, jak silne emocje wywołały w niej wydarzenia w mieście.
Dla osoby przyzwyczajonej do odwiedzania Paryża jako jednej ze światowych stolic mody i kultury obrazy pożarów oraz zniszczeń były szczególnie trudnym doświadczeniem.

Sytuacja się uspokoiła, ale skutki zamieszek pozostają poważne
Choć Joanna Przetakiewicz poinformowała, że sytuacja w jej otoczeniu stała się spokojniejsza, konsekwencje protestów nadal są odczuwalne.
Francuskie władze muszą mierzyć się ze skutkami materialnych zniszczeń, licznymi zatrzymaniami oraz społecznym niezadowoleniem.
W części najbardziej dotkniętych zamieszkami obszarów wprowadzono nocne ograniczenia przemieszczania się.
Jednocześnie protesty wywołały debatę dotyczącą bezpieczeństwa publicznego, prawa do pokojowych demonstracji i odpowiedzialności za akty przemocy.
Nie wszystkie postulaty uczestników zgromadzeń zostały rozwiązane, dlatego napięcia społeczne pozostają ważnym problemem.
Dla mieszkańców francuskich miast ostatnie dni były szczególnie trudne. Z kolei turyści, którzy znaleźli się w pobliżu zamieszek, mogli zobaczyć sceny bardzo odbiegające od typowej codzienności.
Joanna Przetakiewicz należy do osób, które zdecydowały się publicznie pokazać takie obrazy.
Przetakiewicz nie zapomni tego pobytu w Paryżu
Jeszcze niedawno pobyt we francuskiej stolicy mógł kojarzyć się polskiej projektantce przede wszystkim z wydarzeniami związanymi z modą i życiem towarzyskim.
Tym razem stał się doświadczeniem zupełnie innego rodzaju.
Płonące barykady, zadymione ulice i wiadomości o gwałtownych starciach sprawiły, że Przetakiewicz spojrzała na Paryż z innej perspektywy.
W swojej wypowiedzi szczególnie mocno podkreśliła smutek, jaki pozostał po tych wydarzeniach.
Choć przekazała, że sytuacja się uspokoiła, wyraziła przekonanie, że miasto nie będzie już dla niej takie samo.
Warto przy tym pamiętać, że ogromna część uczestników protestów demonstrowała pokojowo. Najbardziej dramatyczne obrazy były skutkiem działań agresywnych grup i gwałtownych starć, a nie wszystkich osób, które wyszły na ulice.
Przetakiewicz nie próbowała przedstawiać szczegółowej analizy politycznej. Opowiedziała przede wszystkim o tym, co zobaczyła i jakie emocje wzbudziły w niej te wydarzenia.
Jej słowa stały się osobistym świadectwem niespokojnego weekendu w jednej z najbardziej rozpoznawalnych europejskich stolic.
Czy Paryż szybko odzyska dawny spokój i poczucie bezpieczeństwa, czy wydarzenia z października 2026 roku na długo zmienią sposób, w jaki mieszkańcy i turyści postrzegają francuską stolicę?