Irena Santor po latach oceniła Dodę. Legenda sceny dobrze pamięta ich wspólną pracę w telewizji

Irena Santor należy do artystek, których głos i dorobek na zawsze zapisały się w historii polskiej muzyki. Nic dziwnego, że jej opinie o młodszych wykonawcach wzbudzają duże zainteresowanie. Teraz 91-letnia legenda została zapytana o Dodę, z którą przed laty spotkała się na planie programu „Just the Two of Us. Tylko nas dwoje”. Santor nie ukrywa, że już wtedy zdążyła przyjrzeć się Dorocie Rabczewskiej z bliska.

Irena Santor to jedna z najważniejszych postaci polskiej sceny muzycznej. Karierę zaczynała jeszcze na początku lat 50. jako członkini zespołu pieśni i tańca, a już pod koniec tej dekady zaczęła występować solo.

Przez kolejne lata stworzyła dorobek, którego wielu artystów może jej tylko pozazdrościć. Ma na koncie ponad 20 albumów i przeboje, które do dziś zna kilka pokoleń słuchaczy.

Wśród jej najbardziej rozpoznawalnych utworów są między innymi „Już nie ma dzikich plaż” oraz „Złoty pierścionek”. Te piosenki stały się częścią polskiej muzycznej pamięci i do dziś kojarzą się z klasą, elegancją oraz wyjątkową interpretacją.

Choć Santor jakiś czas temu wycofała się z regularnego występowania, wciąż pozostaje aktywna, udziela wywiadów i utrzymuje kontakt z publicznością. Jej słowa nadal mają wagę, bo wypowiada je osoba z ogromnym scenicznym doświadczeniem.

Nieoczekiwanie artystka została zapytana o Dodę. Choć na pierwszy rzut oka reprezentują zupełnie różne muzyczne światy, ich drogi przed laty przecięły się w telewizji.

Stało się to w 2010 roku, gdy Irena Santor i Doda zasiadły razem w jury programu „Just the Two of Us. Tylko nas dwoje”. Obok nich jurorował także Tomasz Karolak.

Format emitowany w Polsacie polegał na rywalizacji 10 duetów złożonych z gwiazd oraz profesjonalnych wokalistów. Uczestnicy mierzyli się z przebojami z różnych gatunków muzycznych.

Program prowadziła Katarzyna Cichopek razem z Mariuszem Kałamagą. Pierwszą i jedyną edycję wygrali Paulina Sykut-Jeżyna oraz Ivan Komarenko. O końcowym wyniku decydowały zarówno głosy widzów, jak i oceny jurorów.

Dla Santor udział w tym projekcie był czymś wyjątkowym. Po latach wspomina go z wyraźną sympatią.

„To była wielka przygoda” — powiedziała.

To właśnie wtedy miała okazję lepiej poznać Dodę, która była już bardzo rozpoznawalna, ale wciąż znajdowała się na wcześniejszym etapie swojej kariery niż dziś.

Dorota Rabczewska od początku budziła skrajne emocje. Jedni widzieli w niej silną, pewną siebie artystkę, inni skupiali się na jej prowokacyjnym wizerunku i bezkompromisowych wypowiedziach.

Irena Santor już wtedy podkreślała jednak, że za medialnym obrazem Dody kryje się osoba kulturalna i potrafiąca okazać szacunek starszym. To było ważne, bo wizerunek Rabczewskiej często bywał oceniany przez pryzmat jej scenicznej odwagi i mocnego charakteru.

Dziś Santor nadal mówi o Dodzie z ciekawością i życzliwością, choć nie idealizuje młodszej koleżanki. Widzi w niej barwną osobowość, która na początku bardzo chciała od razu sięgnąć po wielkie rzeczy.

„Ja się bardzo cieszę, że poznałam Dorotę Rabczewską, bardzo kolorową osobę, taką trochę buńczuczną, ale to młodość, prawda? Ona tak bardzo miała ochotę występować, być artystką od razu, śpiewać od razu, wielkie rzeczy śpiewać. Powolutku, powolutku zrozumiała, że to jest zawód i że trzeba powoli dochodzić do tego, co zawodem jest, dążyć do zawodowstwa” — skomentowała Irena Santor.

W tych słowach nie ma złośliwości, ale jest doświadczenie osoby, która doskonale wie, że kariera sceniczna nie składa się wyłącznie z talentu, popularności i pragnienia sukcesu.

Santor patrzy na artystów przez pryzmat pracy, dojrzewania i zawodowego rzemiosła. Dla niej bycie piosenkarzem czy piosenkarką to nie tylko umiejętność zaśpiewania jednego dobrego utworu, ale całe podejście do sceny.

Legenda polskiej muzyki wyjaśniła też, czym według niej naprawdę jest artystyczny profesjonalizm. Jej zdaniem sam talent nie wystarcza, jeśli człowiek nie potrafi udźwignąć spotkania z publicznością.

„Bo być amatorem, który zaśpiewa bardzo pięknie nawet jedną, dwie piosenki, to jest dość łatwo. Ale ten kawałek, który nas dzieli od sceny, to jest ten magiczny metr, który powoduje, że stajemy się trochę nie tacy codzienni, zawodowo ciekawi. To, co mówimy ze sceny, jak śpiewamy ze sceny, chodzi o to, żeby tym, co robimy, naszą emocją państwa prowokować (…). A może to, co niesiemy z naszej emocji państwu się przyda w jakiejś chwili i państwo sobie to przypomną” — mówiła.

To bardzo charakterystyczne dla Santor podejście. Artystka widzi scenę jako miejsce, które wymaga odpowiedzialności, klasy i świadomości tego, co przekazuje się widzom.

Według niej wykonawca nie wychodzi przed publiczność tylko po to, by dobrze zaśpiewać. Ma także poruszyć emocje, zostawić ślad i sprawić, by słuchacz wrócił do tego doświadczenia w ważnym momencie życia.

Santor podkreśliła jednak, że nie każdy potrafi osiągnąć taki poziom. Jej zdaniem udaje się to tylko prawdziwym zawodowcom.

„To robią tylko ci, którzy się nazywają zawodowcy, bo ja wierzę w zawód. W każdej dziedzinie amatorszczyzna jest błędem” — podsumowała.

Wypowiedź Ireny Santor o Dodzie brzmi więc jak ocena dojrzała, ale nie surowa. Artystka pamięta młodą, odważną, kolorową i trochę buńczuczną Rabczewską, która bardzo chciała szybko zdobywać scenę.

Jednocześnie zauważa, że z czasem Doda musiała zrozumieć, iż muzyka to zawód wymagający cierpliwości, pracy i dojrzewania. Nie wystarczy chcieć być wielką artystką od razu — trzeba krok po kroku dochodzić do zawodowstwa.

Dla fanów obu wokalistek to ciekawe zderzenie dwóch pokoleń. Z jednej strony Irena Santor, symbol klasycznej estrady, dyscypliny i scenicznej elegancji. Z drugiej Doda, artystka kojarzona z mocnym charakterem, przebojowością i medialną odwagą.

Ich wspólna praca w programie z 2010 roku najwyraźniej pozwoliła Santor zobaczyć Dodę z innej strony niż ta, którą przez lata kreowały nagłówki i publiczne wystąpienia.

Dziś 91-letnia legenda nie odbiera Rabczewskiej talentu ani ambicji. Raczej pokazuje, że z perspektywy wieloletniej kariery najważniejsze jest to, czy artysta potrafi przejść drogę od samego pragnienia występowania do prawdziwego zawodowstwa.

A jeśli ktoś może mówić o tej drodze z pełnym przekonaniem, to właśnie Irena Santor — artystka, która sama przez dekady udowadniała, że scena wymaga nie tylko głosu, ale też pokory, konsekwencji i wielkiej pracy.