Ewa Drzyzga szczerze o Agnieszce Woźniak-Starak po jej przejściu do TVP. Tak mówi o dawnej partnerce z anteny

Ewa Drzyzga i Agnieszka Woźniak-Starak przez trzy lata tworzyły duet w „Dzień Dobry TVN” i zapisały się w historii programu jako pierwsza para prowadzących złożona z dwóch kobiet. Dziś ich zawodowe drogi wyglądają inaczej. Drzyzga nadal jest związana z TVN-em, a Woźniak-Starak prowadzi śniadaniówkę w TVP. Teraz Ewa zdradziła, czy ogląda dawną koleżankę z anteny i jasno powiedziała, co myśli o jej nowej pracy.

W „Dzień Dobry TVN” przez ostatnie lata sporo się zmieniało.

Widzowie obserwowali roszady wśród prowadzących, nowe pary, odejścia i powroty.

Niektórzy żegnali się z programem z własnej inicjatywy, inni w okolicznościach, które budziły wiele komentarzy.

Jedną z najważniejszych twarzy śniadaniówki pozostaje Ewa Drzyzga.

Dziennikarka jest związana z TVN-em od ponad ćwierćwiecza, a sam program śniadaniowy prowadzi od sześciu lat.

Przez pewien czas jej partnerką na antenie była Agnieszka Woźniak-Starak.

Ich duet od początku przyciągał uwagę, bo był pierwszym damskim duetem prowadzących w historii „Dzień Dobry TVN”.

Panie pracowały razem przez trzy lata.

W tym czasie zdążyły dobrze poznać swój styl pracy, antenową energię i sposób reagowania na gości oraz tematy poruszane w programie.

Dla widzów były jedną z najbardziej charakterystycznych par śniadaniówki.

Potem jednak ich wspólna droga w TVN dobiegła końca.

Agnieszka Woźniak-Starak rozstała się z formatem, a u boku Ewy Drzyzgi pojawił się Krzysztof Skórzyński.

Od tamtego czasu minęło już około trzech lat.

Dziś sytuacja jest jeszcze ciekawsza, bo Woźniak-Starak wróciła do śniadaniowej telewizji, ale już po drugiej stronie medialnej konkurencji.

Kilka miesięcy temu została jedną z gwiazd porannego formatu w Telewizji Publicznej.

To naturalnie wywołało pytania o to, jak na jej nowy zawodowy etap patrzą osoby z dawnego miejsca pracy.

Ewa Drzyzga została zapytana, czy zdarza jej się oglądać dawną koleżankę z anteny.

Jej odpowiedź była jednoznaczna i bardzo przychylna.

Dziennikarka nie tylko przyznała, że czasem zerka na Agnieszkę w nowej roli, ale też otwarcie ją pochwaliła.

„Super tam wypada, czasami ją oglądam! Oczywiście, że tak. I oglądam ją też na Instagramie. Przecież to jest nasza absolwentka. Dostała od nas szarfę. Nie widzę powodu, żeby nie kibicować sobie nawzajem” — powiedziała Ewa Drzyzga w rozmowie z „Faktem”.

Te słowa brzmią bardzo wymownie.

Nie ma w nich złośliwości, dystansu ani udawanej obojętności.

Drzyzga jasno daje do zrozumienia, że potrafi cieszyć się sukcesem dawnej partnerki z programu.

Nawet jeśli dziś Agnieszka Woźniak-Starak pracuje dla konkurencyjnej stacji.

Dla wielu osób ze świata telewizji takie podejście nie zawsze jest oczywiste.

Śniadaniówki walczą o widza, wyniki oglądalności, gości i tematy.

Rywalizacja między stacjami potrafi być bardzo wyraźna.

Mimo to Ewa Drzyzga nie widzi powodu, by odmawiać koleżance wsparcia.

Wręcz przeciwnie.

Nazwała Agnieszkę „naszą absolwentką” i wspomniała o symbolicznej „szarfie”.

W tych słowach pobrzmiewa lekki żart, ale też ciepło i zawodowe uznanie.

Drzyzga nie zachowuje się tak, jakby przejście Woźniak-Starak do TVP miało przekreślać ich dawną relację.

Nie udaje, że nie widzi jej nowej pracy.

Nie odpowiada chłodno ani dyplomatycznie.

Mówi po prostu, że Agnieszka dobrze wypada.

I że jej kibicuje.

To szczególnie ciekawe, bo obie panie przez lata funkcjonowały w tym samym telewizyjnym świecie.

Wspólne prowadzenie programu śniadaniowego wymaga dużego zaufania.

Na antenie trzeba reagować szybko, wspierać się nawzajem i utrzymywać rytm rozmowy.

Tego typu duet nie działa wyłącznie na podstawie scenariusza.

Ważna jest chemia, doświadczenie i umiejętność wyczuwania drugiej osoby.

Ewa Drzyzga i Agnieszka Woźniak-Starak miały okazję sprawdzić to przez trzy lata.

Dlatego słowa Drzyzgi o dawnej koleżance mają większą wagę niż zwykły komentarz z boku.

To opinia osoby, która zna Agnieszkę z bardzo konkretnej, codziennej pracy na żywo.

Dziennikarka nie ukrywa też, że śledzi Woźniak-Starak nie tylko w telewizji.

Zagląda także na jej Instagram.

To pokazuje, że zainteresowanie nie kończy się na zawodowej rywalizacji.

Drzyzga obserwuje, co robi dawna partnerka, i nie ma problemu z tym, by powiedzieć publicznie, że jej kibicuje.

Najważniejsze jest jednak to, jak Ewa tłumaczy podejście do konkurencji.

Dziennikarka przyznała wprost, że konkurencja istnieje i nie ma sensu temu zaprzeczać.

Nie próbuje udawać, że TVN i TVP nie walczą o tego samego porannego widza.

Jednocześnie uważa, że za tą rywalizacją powinien stać ważniejszy cel.

Chodzi o publiczność.

„Jest konkurencja, nie ma co ukrywać, ale jeżeli będziemy pamiętać o tym, że dla nas najważniejszy jest widz, to w gruncie rzeczy, nawet jeżeli robimy podobne, ważne tematy, a jedna i druga stacja robi to najlepiej, jak potrafi, to spełniamy swoje zadanie. Docieramy do jak największej liczby ludzi. Są dni, kiedy chwalimy się słupkami, a są dni, kiedy cieszymy się, że robimy jakiś ważny temat razem” — powiedziała.

To bardzo spokojne i dojrzałe spojrzenie na telewizyjną rywalizację.

Drzyzga nie neguje walki o oglądalność.

Nie mówi, że słupki nie mają znaczenia.

Przyznaje, że są dni, kiedy stacje chwalą się wynikami.

Ale jednocześnie podkreśla, że liczy się też coś więcej niż same liczby.

Jeśli różne programy podejmują ważne tematy i robią to możliwie najlepiej, to w jej ocenie spełniają swoją rolę.

Docierają do ludzi.

Informują, poruszają, pomagają, nagłaśniają sprawy, które mogą być istotne dla widzów.

W tym sensie konkurencja nie musi oznaczać wrogości.

Może być po prostu częścią pracy.

Ewa Drzyzga wyraźnie oddziela zawodową rywalizację od osobistych relacji.

Agnieszka Woźniak-Starak pracuje dziś w TVP, ale dla Drzyzgi nie jest to powód, by przestać jej dobrze życzyć.

To ważny sygnał, szczególnie w świecie mediów, gdzie transfery między stacjami często budzą emocje i komentarze.

Gdy ktoś przechodzi do konkurencji, natychmiast pojawiają się pytania o lojalność, kulisy odejścia i reakcje dawnych współpracowników.

Tym razem odpowiedź Ewy Drzyzgi ucina atmosferę potencjalnego konfliktu.

Nie ma afery.

Nie ma chłodu.

Nie ma ukrytej uszczypliwości.

Jest pochwała i otwarte kibicowanie.

Dziennikarka pokazuje, że można pracować w konkurencyjnych stacjach i nadal zachować wzajemny szacunek.

Zwłaszcza jeśli wcześniej spędziło się razem kilka lat na jednej antenie.

Słowa Drzyzgi mogą być także czytane jako przypomnienie, że ludzie w mediach nie zawsze wpisują się w prostą logikę podziałów.

Dla widzów stacje telewizyjne bywają rywalami.

Dla prowadzących to często także środowisko zawodowe, w którym wiele osób zna się od lat.

Przechodzą między formatami, spotykają się na wydarzeniach, komentują swoją pracę i obserwują kariery koleżanek oraz kolegów.

Ewa Drzyzga najwyraźniej nie zamierza udawać, że Agnieszka Woźniak-Starak zniknęła z jej pola widzenia tylko dlatego, że zmieniła antenę.

Przeciwnie.

Zwraca uwagę, że dobrze sobie radzi.

I nie widzi powodu, by nie trzymać za nią kciuków.

To może spodobać się widzom, którzy pamiętają ich wspólne poranki w „Dzień Dobry TVN”.

Dla części publiczności duet Drzyzgi i Woźniak-Starak był czymś świeżym i ciekawym.

Dwie kobiety prowadzące razem program śniadaniowy stanowiły ważną zmianę w historii formatu.

Po latach, gdy ich zawodowe drogi się rozeszły, taka wypowiedź pokazuje, że nie musi za tym stać osobiste napięcie.

Oczywiście Drzyzga nie wchodzi w szczegóły dawnego rozstania antenowego.

Nie analizuje kulis zmian w „Dzień Dobry TVN”.

Nie wraca do tego, dlaczego pary prowadzących się zmieniały.

Skupia się na tym, co dzieje się teraz.

A teraz Agnieszka Woźniak-Starak jest w TVP, prowadzi konkurencyjną śniadaniówkę i według Ewy radzi sobie bardzo dobrze.

Dla samej Woźniak-Starak przejście do Telewizji Publicznej było ważnym etapem.

Po odejściu z „Dzień Dobry TVN” wielu zastanawiało się, gdzie i w jakiej roli wróci na stałe do telewizji.

Gdy pojawiła się w konkurencyjnej śniadaniówce, od razu wzbudziło to zainteresowanie.

Jej nazwisko nadal przyciąga uwagę, a styl prowadzenia ma swoich zwolenników.

Teraz okazuje się, że jedną z osób, które czasem ją oglądają, jest dawna partnerka z anteny.

I nie robi tego z niechęcią.

Robi to z ciekawością i sympatią.

Drzyzga podkreśla, że najważniejszy powinien być widz.

To zdanie dobrze tłumaczy jej podejście do całej sytuacji.

Niezależnie od tego, czy program emitowany jest w TVN, TVP czy innej stacji, ostatecznie chodzi o ludzi po drugiej stronie ekranu.

Jeżeli tematy są ważne, a prowadzący wykonują swoją pracę dobrze, publiczność zyskuje.

Takie spojrzenie jest dalekie od wojennej retoryki, którą czasem lubią podsycać media.

Ewa Drzyzga mówi raczej o odpowiedzialności.

O tym, że można rywalizować, ale nie trzeba tracić klasy.

Można porównywać wyniki, ale nie trzeba odmawiać innym profesjonalizmu.

Można cieszyć się własnymi sukcesami i jednocześnie doceniać pracę kogoś po drugiej stronie.

W przypadku Agnieszki Woźniak-Starak te słowa brzmią szczególnie ciepło.

„Super tam wypada” — to prosta, ale mocna pochwała.

Nie jest obudowana zastrzeżeniami.

Nie pojawia się po niej żaden chłodny komentarz.

Drzyzga mówi to wprost.

Czasami ogląda Agnieszkę w telewizji.

Śledzi ją także na Instagramie.

I kibicuje jej.

Dla osób szukających konfliktu między dawnymi koleżankami z anteny to może być rozczarowanie.

Nie ma tu sensacyjnej szpilki.

Jest normalna, ludzka życzliwość.

W świecie show-biznesu i mediów czasem właśnie takie wypowiedzi zaskakują najbardziej.

Bo przyzwyczajeni jesteśmy do rywalizacji, niedopowiedzeń i chłodnych komentarzy.

Ewa Drzyzga pokazała, że można odpowiedzieć inaczej.

Spokojnie, dojrzale i z klasą.

Nie musi przeszkadzać jej to, że Agnieszka Woźniak-Starak pracuje dziś dla konkurencji.

Nie musi też udawać, że nie zauważa jej sukcesów.

Ich wspólny etap w „Dzień Dobry TVN” należy już do przeszłości, ale nie został przekreślony.

Dziś każda z nich idzie własną drogą.

Drzyzga prowadzi program z Krzysztofem Skórzyńskim.

Woźniak-Starak buduje swoją pozycję w śniadaniówce TVP.

A między nimi, przynajmniej według słów Ewy, jest miejsce na wzajemne wsparcie.

To dobry przykład tego, że telewizyjne „rozstanie” nie musi oznaczać osobistego konfliktu.

Czasem po prostu zmieniają się formaty, stacje, ramówki i zawodowe układy.

Ludzie jednak mogą nadal patrzeć na siebie z sympatią.

Ewa Drzyzga dała temu jasny wyraz.

Nie tylko powiedziała, że ogląda Agnieszkę.

Powiedziała też, że nie widzi powodu, by sobie nawzajem nie kibicować.

I chyba właśnie to zdanie najlepiej podsumowuje całą sytuację.

Rywalizacja rywalizacją, ale szacunek zostaje.