Elżbieta Wojnowska przez dekady zachwycała publiczność głosem, który trudno było pomylić z kimkolwiek innym. Jej występ z piosenką „Zaproście mnie do stołu” na festiwalu w Opolu w 1974 roku przeszedł do historii polskiej muzyki. Dziś artystka mierzy się jednak z poważnymi problemami zdrowotnymi, a jej bliscy oraz przyjaciele proszą o pomoc w kosztownym leczeniu i rehabilitacji.
Elżbieta Wojnowska pojawiła się na muzycznej scenie jako artystka o wyjątkowej sile wyrazu. Miała charakterystyczny, czysty i mocny głos, który od pierwszych występów przyciągał uwagę publiczności.

Szerzej dała się poznać w 1973 roku, gdy wystąpiła na festiwalu FAMA w Świnoujściu. Już wtedy było jasne, że nie jest kolejną zwyczajną wokalistką, lecz osobowością sceniczną z ogromną emocjonalną mocą.
Rok później odniosła kolejny sukces. W Krakowie, podczas Festiwalu Piosenki i Piosenkarzy Studenckich, zdobyła pierwsze miejsce.
Ten sam okres przyniósł jej występ, który na stałe zapisał się w pamięci słuchaczy. W 1974 roku na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu zaśpiewała „Zaproście mnie do stołu”.
To wykonanie stało się jednym z najważniejszych momentów jej kariery. Wojnowska zdobyła wtedy Bursztynowego Słowika i udowodniła, że potrafi poruszyć publiczność w sposób niezwykle intensywny.
Także widzowie sopockiego festiwalu piosenki byli pod wrażeniem jej talentu, gdy wystąpiła w Operze Leśnej. Jej głos i sceniczna obecność miały w sobie coś, co zostawało z ludźmi na długo.
O tamtym przełomowym opolskim występie pisała później Krystyna Gucewicz, przypominając obraz młodej artystki, która wyszła na scenę i w jednej chwili zamieniła pozorną delikatność w ogromną siłę emocji.
„Pojechała do Opola w 1974 roku. Ten moment pamiętam dobrze: na scenie filigranowa, stanowcza dziewczyna, w skromnej, brązowej sukience, z ażurową, srebrną kulką na dekolcie na szczęście. I nagle huragan emocji – 'Zaproście mnie do stołu’. Jej życie przemienione z szeptu w żywioł ekspresji, wzmocniony głosami Chóru Politechniki Szczecińskiej. To wówczas stało się jasne, że Elżbieta Wojnowska jest zjawiskiem osobnym i niepowtarzalnym, że będzie miała wiele do powiedzenia. Nie mediom, nie listom przebojów, ale ludziom, którzy ją sobie wybiorą i którzy zabiorą ją ze sobą, zaproszą ją do stołu…” — brzmiały te słowa.
Wojnowska przez lata występowała na polskich scenach estradowych i teatralnych. Jej recitale przyciągały tych, którzy szukali w piosence nie tylko melodii, lecz także interpretacji, emocji i prawdy.
Artystka nie ograniczała się jednak wyłącznie do własnych występów. Przekazywała też wiedzę kolejnym pokoleniom.
Prowadziła zajęcia z interpretacji piosenki w łódzkiej PWSFTviT oraz w Wyższej Szkole Aktorskiej Machulskich w Warszawie. Uczyła młodych ludzi, jak traktować piosenkę nie jako prosty utwór do zaśpiewania, lecz jako opowieść, którą trzeba przeżyć.
Zasiadała również w jury ważnych wydarzeń artystycznych, między innymi Ogólnopolskich Spotkań Zamkowych „Śpiewajmy Poezję” w Olsztynie oraz Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu.

Przez dekady była więc obecna nie tylko jako wykonawczyni, ale także jako osoba kształtująca wrażliwość innych artystów.
Jakiś czas temu Elżbieta Wojnowska zniknęła jednak z polskiej sceny. Teraz wyszło na jaw, że powodem są poważne problemy zdrowotne.
Artystka potrzebuje leczenia i rehabilitacji, od których zależy jej powrót do normalnego funkcjonowania. Niestety koszty są bardzo wysokie, zwłaszcza w zestawieniu z emerytalnymi przychodami.
Wojnowską objęła opieką Polska Fundacja Muzyczna. To ta sama fundacja, której podopieczną jest między innymi Elżbieta Dmoch z zespołu Dwa plus Jeden.
Przedstawiciele Polskiej Fundacji Muzycznej poinformowali o sytuacji Wojnowskiej i potrzebie wsparcia. W ich wpisie wybrzmiało, że choć artystkę znają miłośnicy polskiej muzyki, nie każdy wiedział, z czym dziś musi się mierzyć.
„Elżbiety Wojnowskiej przedstawiać nie trzeba, wszyscy znamy jej piosenki. Ale nie wszyscy wiemy o jej zdrowotnych zmaganiach” — przekazano.
Fundacja zaznaczyła, że leczenie trwa, ale wymaga środków, których artystce brakuje.
„Leczenie trwa, ale jest zbyt kosztowne w zestawieniu z emerytalnymi przychodami. Dlatego przyjaciele starają się pomagać poufnie Eli” — napisano.
Najbliższym zależy nie tylko na poprawie zdrowia Wojnowskiej, ale także na tym, by mogła jeszcze wrócić do tego, co przez lata było jej światem.
„Przyjaciołom Elżbiety zależy, by ją jeszcze usłyszeć na scenie, a to marzenie zależy od sukcesu prowadzonego leczenia” — poinformowano.
Te słowa brzmią wyjątkowo poruszająco. Dla wielu osób Elżbieta Wojnowska pozostaje artystką, która potrafiła zamienić piosenkę w przeżycie. Dziś sama potrzebuje wsparcia, by odzyskać siły.
Jej historia przypomina, jak często wielkie nazwiska polskiej sceny po latach sukcesów muszą mierzyć się z trudną codziennością. Oklaski, nagrody i wspomnienia legendarnych występów nie zawsze chronią przed problemami zdrowotnymi i finansowymi.
Wojnowska przez lata dawała publiczności emocje, głos i interpretacje, które zapadały w pamięć. Teraz osoby, które są blisko niej, starają się zrobić wszystko, by leczenie mogło być kontynuowane.
Dla przyjaciół artystki najważniejsze jest dziś jedno: żeby miała szansę wrócić do lepszego funkcjonowania, a może nawet jeszcze kiedyś pojawić się na scenie.
Nie wiadomo, czy to marzenie się spełni, bo wszystko zależy od skuteczności leczenia i rehabilitacji. Wiadomo jednak, że bez pomocy będzie to znacznie trudniejsze.

Elżbieta Wojnowska przez dekady była głosem osobnym, mocnym i niepowtarzalnym. Dziś jej nazwisko wraca nie z powodu jubileuszu czy koncertu, ale z powodu apelu o wsparcie.
To smutny moment dla fanów polskiej piosenki, ale też chwila, w której można przypomnieć, jak wiele ta artystka dała scenie i słuchaczom.
Jej „Zaproście mnie do stołu” było kiedyś wielkim wołaniem ze sceny. Teraz to bliscy i przyjaciele proszą, by nie zostawiać jej samej w walce o zdrowie.