Edyta Bartosiewicz nie chce słyszeć o emeryturze. Po latach ciszy mówi, że dopiero zaczyna

Edyta Bartosiewicz ma za sobą historię, która mogłaby wystarczyć na kilka życiorysów. Był wielki sukces, była ogromna popularność, były przeboje śpiewane przez całą Polskę, a potem przyszedł kryzys, który na długo wyhamował jej karierę. Dziś artystka nie patrzy jednak na siebie jak na osobę, która powinna robić podsumowania i powoli schodzić ze sceny.

Wokalistka przez lata była jedną z najbardziej charakterystycznych postaci polskiej muzyki. Jej utwory, takie jak „Ostatni”, „Jenny” czy „Skłamałam”, szybko zaczęły żyć własnym życiem, trafiały do radia i budowały jej pozycję. Bartosiewicz rosła w siłę jako artystka, a kolejne płyty tylko umacniały jej miejsce w branży.

Ten rozpęd został jednak brutalnie zatrzymany przez problemy z głosem. Dla piosenkarki był to cios w samo centrum życia zawodowego. Koncertowanie stało się niemożliwe, a ona sama na długi czas odsunęła się od show-biznesowego zamieszania. Zamiast kolejnych występów i obecności w świetle reflektorów przyszły lata przerwy, walki i powolnego wracania do siebie.

Teraz Bartosiewicz znów mówi o swojej przyszłości, ale nie w tonie pożegnania. Wręcz przeciwnie. O emeryturze nie chce nawet myśleć, choć wiek formalnie daje jej już do tego prawo. Dla niej to nie jest moment zamykania drzwi, tylko czas, w którym wreszcie może działać spokojniej i dokładnie tak, jak chce.

„Ja nie mam po co podsumowywać, bo ja nigdzie się nie wybieram. W sensie na emeryturę. Czas już mam emerytalny w sensie wieku, ale mam wrażenie, że wszystko się w moim życiu zaczyna i to na moich warunkach. To jest tak piękna sprawa” — powiedziała.

W tych słowach słychać nie bunt dla samego buntu, ale ulgę osoby, która po latach naprawdę wie, czego potrzebuje. Bartosiewicz nie chce wielkich fajerwerków, pogoni za statystykami ani udowadniania komukolwiek swojej pozycji. Najważniejsze stało się dla niej granie koncertów, spotykanie ludzi i tworzenie relacji bez presji, która kiedyś towarzyszyła wielkiemu sukcesowi.

Artystka przyznała, że nie ma dziś ogromnych oczekiwań. Nie marzy o kolejnym szczycie zdobywanym za wszelką cenę. Chce mieć swoją przestrzeń, własną publiczność i możliwość robienia muzyki w sposób, który daje jej sens.

„Ja wiele nie chcę. Ja po prostu chcę grać te swoje koncerty. Być w swojej niszy, spotykać ludzi, tworzyć relacje i może się nawzajem uzupełniać, inspirować. I to mnie teraz kręci. Powiedziałam nawet ostatnio komuś, że w latach 80-tych osiągnęłam ogromny sukces i te płyty (…) wywindowały mnie na sam szczyt, a nie dało mi to szczęścia jakiegoś prywatnego, nie?” — wyznała.

To gorzkie, ale bardzo szczere spojrzenie na sławę. Bartosiewicz nie przekreśla dawnych osiągnięć, lecz nie udaje też, że popularność automatycznie dała jej spokój. Sukces wyniósł ją wysoko, ale prywatnego szczęścia nie zapewnił. Dziś artystka wydaje się znacznie bardziej świadoma tego, gdzie są jej granice i czego naprawdę chce od życia.

Sama przyznała, że kiedyś działała inaczej. Wielu ludzi z branży mogłoby powiedzieć, że zawsze chodziła własnymi ścieżkami, ale ona widzi to bardziej skomplikowanie. Problem nie polegał tylko na zewnętrznych oczekiwaniach. Ważniejsze było to, że sama nie do końca była ze sobą w zgodzie.

„Jakbyś porozmawiał z osobami z branży, to by ci powiedzieli, że Bartosiewicz zawsze działała na swoich warunkach. To bardziej było to, że (…) Bartosiewicz z Bartosiewicz były w rozjeździe. Ja teraz jakby wiem, czego ja chcę, a wtedy działo się bardziej randomowo” — stwierdziła.

Dziś ta różnica wydaje się kluczowa. Bartosiewicz nie mówi już jak ktoś, kto musi pędzić, żeby nie wypaść z obiegu. Mówi jak osoba, która po długiej i trudnej drodze odzyskała wpływ na własne decyzje. Nie potrzebuje już dawnego tempa, żeby czuć, że jej życie ma sens.

Problemy z głosem zabrały jej wiele lat scenicznej obecności, ale nie odebrały jej potrzeby tworzenia. Teraz, zamiast zamykać zawodowy rozdział, artystka wyraźnie otwiera następny. I robi to bez wielkich deklaracji o powrocie na szczyt, ale z mocnym przekonaniem, że najważniejsze rzeczy mogą wydarzyć się właśnie teraz.