Cezary Żak zabrał głos po premierze „Lalki”. Tak ocenił serial, który podzielił widzów

Cezary Żak dołączył do grona osób, które zabrały głos w sprawie nowych ekranizacji „Lalki” Bolesława Prusa. Aktor wystąpił w kinowej wersji Macieja Kawalskiego, ale obejrzał także serialową adaptację Pawła Maślony, która wywołała ogromne emocje. Gwiazdor „Rancza” przyznał, że netfliksowa wersja bardzo różni się od filmu, w którym zagrał, ale nie ukrywa, że zrobiła na nim dobre wrażenie.

„Lalka” znów stała się jednym z najgorętszych tematów w polskiej kulturze.

W krótkim czasie widzowie dostali dwie nowe ekranizacje słynnej powieści Bolesława Prusa.

Jedna powstała w formie serialu w reżyserii Pawła Maślony.

Druga trafiła do kin jako film Macieja Kawalskiego.

I choć obie produkcje sięgają po ten sam literacki materiał, od początku było jasne, że pójdą zupełnie innymi drogami.

Serialowa „Lalka” wzbudziła ogromne emocje.

Jedni widzowie chwalą odwagę twórców, nowoczesne podejście i aktorskie interpretacje znanych bohaterów.

Inni nie kryją rozczarowania, twierdząc, że dialogi są zbyt potoczne, a sama produkcja za daleko odchodzi od oryginalnej powieści.

Dyskusja trwa w najlepsze.

Głos zabierają krytycy, dziennikarze, widzowie i osoby ze świata show-biznesu.

Sporo pochwał pojawiło się pod adresem Tomasza Schuchardta, który wcielił się w Stanisława Wokulskiego.

Doceniana jest także Sandra Drzymalska jako Izabela Łęcka.

Jednocześnie nie brakuje opinii, że uwspółcześniona wersja historii Prusa jest dla wielu odbiorców zbyt swobodna.

To właśnie ta różnica między klasyką a reinterpretacją najbardziej rozpala publiczność.

Teraz do rozmowy dołączył Cezary Żak.

Aktor nie zagrał w serialu Pawła Maślony.

Pojawił się za to w kinowej „Lalce” Macieja Kawalskiego, która właśnie miała swoją premierę.

W filmie występują między innymi Marcin Dorociński, Kamila Urzędowska i Marek Kondrat.

To sprawia, że Żak ma wyjątkowo ciekawą perspektywę.

Z jednej strony jest częścią jednej z nowych ekranizacji.

Z drugiej — jako widz obejrzał konkurencyjną, dużo bardziej dyskutowaną wersję serialową.

W podcaście „Imponderabilia” aktor odniósł się do całego zamieszania wokół dwóch „Lalek”.

Nie udawał, że nie widzi skali dyskusji.

Przeciwnie.

Zauważył, że dziś niemal wszyscy chcą komentować tę historię.

„Cała Polska żyje 'Lalką’ netfliksową i strasznie dużo się narodziło recenzentów. Zawsze powtarzałem, że ja się cieszę, że powstały dwie 'Lalki’. Wiedziałem, że ta netfliksowa będzie inna. Nie używano jeszcze wtedy słowa 'reinterpretacja’, tylko mówili: 'Tamta będzie, wiesz, dziwna, tamta będzie inna’. I super” — powiedział Cezary Żak.

Te słowa pokazują, że aktor nie traktuje istnienia dwóch różnych adaptacji jako problemu.

Wręcz przeciwnie.

Cieszy się, że powstały dwie wersje tej samej powieści.

Nie przeszkadza mu również to, że serial Pawła Maślony jest odważniejszy i bardziej oddalony od klasycznej formy.

Żak przyznaje, że od początku wiedział, iż netfliksowa „Lalka” będzie inna.

Jeszcze zanim zaczęto powszechnie mówić o „reinterpretacji”, funkcjonowało przekonanie, że ta wersja będzie dziwna, osobna, mniej oczywista.

I aktor nie widzi w tym nic złego.

Dla części widzów taka postawa może być zaskakująca.

Zwłaszcza że Żak gra w kinowej ekranizacji, która ma zupełnie inny charakter.

Mógłby więc próbować mocniej odcinać się od serialu albo podkreślać wyższość wersji, w której sam występuje.

Tymczasem wybrał spokojniejszy ton.

Nie atakuje Maślony.

Nie szydzi z uwspółcześnienia.

Nie wpisuje się w najostrzejsze komentarze.

Mówi po prostu, że obejrzał prawie całość i serial mu się spodobał.

„Obejrzałem prawie całą i bardzo mi się podoba. Grane jest fenomenalnie, natomiast się bardzo różni od naszej. To tylko tyle mogę powiedzieć” — dodał.

To zdanie jest bardzo ważne.

Cezary Żak oddziela dwie kwestie.

Jedna to jego pozytywna ocena gry aktorskiej i samego serialu.

Druga to świadomość, że ta wersja ma zupełnie inny charakter niż film Macieja Kawalskiego.

Nie próbuje udawać, że obie produkcje są podobne.

Nie próbuje też na siłę rozstrzygać, która droga jest jedyną słuszną.

Podkreśla różnicę.

Serial jest inny.

Kinowa „Lalka” jest inna.

I właśnie w tym tkwi sens całej sytuacji.

Dwie adaptacje tej samej powieści mogą funkcjonować obok siebie, bo proponują widzom dwa odmienne spojrzenia.

Dla jednych atrakcyjniejsza będzie swobodna, nowoczesna wersja Maślony.

Dla innych ważniejsza okaże się ekranizacja bliższa duchowi oryginału.

Cezary Żak jasno wskazuje, że film Macieja Kawalskiego jest bardziej kanoniczny.

A to może mieć znaczenie dla widzów, których serial nie przekonał.

„Ta jest zdecydowanie bardziej kanoniczna, bliższa oryginałowi, co ja absolutnie doceniam” — podsumował aktor.

Tym samym Żak bardzo precyzyjnie ustawił różnicę między obiema produkcjami.

Serialowa „Lalka” Pawła Maślony jest według niego bardziej odmienna, swobodniejsza i mocniej oparta na reinterpretacji.

Kinowa wersja Macieja Kawalskiego jest bliższa Bolesławowi Prusowi.

Bardziej klasyczna.

Bardziej wierna pierwowzorowi.

Dla wielu wielbicieli powieści może to być kluczowa informacja.

Bo właśnie wierność oryginałowi jest dziś jednym z najczęściej powtarzanych argumentów w dyskusji o nowych ekranizacjach.

Niektórzy widzowie chcą, by „Lalka” została opowiedziana możliwie blisko tekstu Prusa.

Inni wolą, gdy klasyka dostaje nową energię, współczesny język i inne akcenty.

Spór o „Lalkę” jest więc tak naprawdę sporem o to, jak dziś ekranizować literaturę.

Czy klasykę należy chronić przed zbyt daleko idącymi zmianami?

Czy można ją przepisywać na nowo, nawet ryzykując gniew części odbiorców?

Czy widzowie są gotowi na Prusa w wersji bardziej współczesnej?

A może przy tak ważnej powieści oczekują przede wszystkim szacunku do oryginału?

Cezary Żak nie daje ostrego wyroku.

Nie stawia jednej wersji przeciwko drugiej.

Jego wypowiedź brzmi raczej jak głos człowieka, który rozumie, że obie drogi mogą mieć sens.

Serial może być inny i nadal interesujący.

Film może być bardziej kanoniczny i też mieć swoją wartość.

To podejście wyróżnia się na tle wielu skrajnych opinii, które pojawiły się po premierach.

W przypadku serialu Pawła Maślony emocje są szczególnie silne.

Część widzów zachwyca się tym, że twórcy nie bali się odejść od muzealnego tonu.

Inni zarzucają im, że w tej odwadze zgubili ducha powieści.

Dialogi stały się jednym z najczęściej komentowanych elementów.

Dla jednych brzmią świeżo.

Dla innych zbyt potocznie.

Podobnie jest z całą konstrukcją serialu.

Ci, którzy lubią eksperymenty z klasyką, widzą w tym ciekawą próbę ożywienia historii.

Ci, którzy oczekiwali bardziej tradycyjnej adaptacji, mogą czuć się zawiedzeni.

Dlatego słowa Cezarego Żaka są dla tej rozmowy ważne.

Aktor z jednej strony docenia serial, z drugiej zaznacza, że kinowa wersja idzie w stronę bliższą oryginałowi.

Nie próbuje obrażać żadnej publiczności.

Nie mówi widzom, że mają zachwycać się jedną wersją i odrzucać drugą.

Raczej sugeruje, że każdy może znaleźć coś dla siebie.

Osoby otwarte na mocną reinterpretację mogą sięgnąć po serial.

Widzowie przywiązani do powieści Prusa mogą lepiej odnaleźć się w filmie Kawalskiego.

Takie spojrzenie może nie jest najbardziej sensacyjne, ale jest wyjątkowo rozsądne.

Zwłaszcza że sam Żak jako aktor doskonale wie, jak różne mogą być interpretacje tego samego tekstu.

Klasyka teatralna i literacka od lat jest czytana na nowo.

Każde pokolenie próbuje zobaczyć w niej coś własnego.

Czasem takie próby kończą się zachwytem.

Czasem gwałtowną krytyką.

Ale właśnie dzięki nim stare teksty wciąż wracają do rozmowy.

„Lalka” Bolesława Prusa jest jedną z tych powieści, które mają ogromny ciężar kulturowy.

Wielu Polaków zna ją ze szkoły.

Wielu ma wobec niej własne wyobrażenia.

Postać Wokulskiego, Izabeli Łęckiej czy Ignacego Rzeckiego funkcjonuje w zbiorowej pamięci od lat.

Dlatego każda nowa ekranizacja musi mierzyć się nie tylko z samą książką, ale też z oczekiwaniami widzów.

A te bywają bardzo trudne do pogodzenia.

Cezary Żak zdaje się rozumieć, że nie da się zrobić jednej wersji dla wszystkich.

Dlatego cieszy się, że powstały dwie „Lalki”.

To bardzo praktyczne spojrzenie.

Zamiast jednej adaptacji, która musiałaby spełnić sprzeczne oczekiwania wszystkich odbiorców, widzowie dostali dwie różne propozycje.

Jedna jest bardziej swobodna.

Druga bardziej kanoniczna.

Jedna dzieli widzów odważnym podejściem.

Druga może mocniej trafić do osób szukających kontaktu z oryginałem.

Właśnie dlatego wypowiedź aktora nie brzmi jak obrona własnego filmu za wszelką cenę.

Brzmi raczej jak próba uporządkowania dyskusji.

Żak mówi, że serial jest świetnie grany.

Mówi, że bardzo mu się podoba.

Ale też nie udaje, że to ta sama opowieść podana w takim samym stylu.

Różnica między wersjami jest dla niego oczywista.

I najwyraźniej nie uważa jej za wadę.

To może być zaskakujące dla tych, którzy oczekiwali ostrej krytyki serialowej „Lalki” ze strony aktora z filmowej obsady.

Nic takiego się nie wydarzyło.

Cezary Żak postawił sprawę jasno, ale bez ataku.

Serial bardzo różni się od ich wersji.

Film jest bliższy oryginałowi.

A istnienie obu adaptacji uważa za dobre.

To spokojna, ale bardzo konkretna odpowiedź w środku głośnego sporu.

W dodatku pokazuje, że w środowisku aktorskim nie wszyscy patrzą na nową „Lalkę” przez pryzmat rywalizacji.

Żak nie mówi: nasza jest lepsza.

Nie mówi: tamta jest zła.

Nie mówi: nie wolno tak przerabiać Prusa.

Zamiast tego docenia grę aktorską i różnorodność podejść.

Jednocześnie zaznacza, że wersja Macieja Kawalskiego może być bliższa tym, którzy chcą klasyczniejszej opowieści.

Dzięki temu jego wypowiedź może uspokoić część widzów, którzy po serialu Maślony poczuli niedosyt albo złość.

Jeśli ktoś nie odnalazł się w uwspółcześnionej wersji, kinowa „Lalka” może być dla niego bardziej odpowiednia.

Żak sam mówi, że jest zdecydowanie bardziej kanoniczna.

To mocna rekomendacja dla wielbicieli książki.

Jednocześnie pochwała serialu pokazuje, że nawet aktor z filmowej obsady potrafi docenić inną wizję.

Cała dyskusja wokół „Lalki” zapewne szybko nie ucichnie.

Im więcej osób obejrzy obie wersje, tym więcej będzie porównań.

Będą spory o Wokulskiego.

O Izabelę.

O język.

O kostiumy.

O sens zmian.

O to, czy klasyka powinna mówić współczesnym głosem, czy raczej zachowywać historyczny rytm.

Cezary Żak swoją wypowiedzią dołożył do tej debaty ważny głos.

Nie krzykliwy.

Nie agresywny.

Ale wyraźny.

Cieszy się, że są dwie „Lalki”.

Docenia netfliksową wersję.

Widzi, że bardzo różni się od kinowej.

I podkreśla, że film, w którym sam wystąpił, jest bliższy oryginałowi.

Dla widzów to właściwie najprostsza mapa wyboru.

Kto chce odważnej reinterpretacji — może sięgnąć po serial.

Kto szuka „Lalki” bliższej Prusowi — może wybrać film.

A kto chce naprawdę wejść w tę debatę, prawdopodobnie obejrzy obie wersje.

Bo właśnie zderzenie tych dwóch podejść pokazuje, jak żywa nadal jest powieść Bolesława Prusa.

I jak mocno potrafi poruszyć publiczność, nawet po tylu latach.