Anna Kalczyńska od września pojawi się w nowej, bardzo ważnej roli w Polsacie. Dziennikarka dołączy do prowadzących główne wydanie „Wydarzeń” o godzinie 18:50, a wcześniej odpowiadała za „Wydarzenia Wieczorne”. Przy okazji opowiedziała o zmianie zawodowego rytmu, pracy po zmroku i swoim życiu poza studiem. Niespodziewanie zdradziła też, co stało się jedną z form wspólnego spędzania czasu z mężem.
Anna Kalczyńska przez lata była mocno kojarzona z TVN.
Należała do najbardziej rozpoznawalnych twarzy stacji, prowadziła programy informacyjne, a później także „Dzień Dobry TVN”.

Po zakończeniu współpracy z TVN jej zawodowa droga potoczyła się dalej.
Dziennikarka dołączyła najpierw do anglojęzycznego kanału TVP World, a w kwietniu zasiliła zespół Polsat News.
Teraz przed nią kolejny etap.
Do tej pory widzowie mogli oglądać ją w „Wydarzeniach Wieczornych”, emitowanych o godzinie 21:50.
Od września Kalczyńska dostanie jednak jeszcze bardziej eksponowane zadanie.
Dołączy do grona gospodarzy głównego wydania „Wydarzeń” o godzinie 18:50.
To dla niej ważna zmiana, ale jednocześnie powrót do tego, co zna od lat.
W rozmowie z agencją Newseria dziennikarka podkreśliła, że newsy zawsze były istotną częścią jej zawodowego życia.
„To jest duża zmiana, jeżeli o mnie chodzi, bo przeszłam do Polsat News z anglojęzycznego kanału TVP World, ale mam długą tradycję newsową w swoim CV, więc wróciłam niejako do źródeł, do tego, co lubię najbardziej, czyli do przyglądania się światu i oceniania rzeczywistości przez pryzmat naszej polskiej soczewki. W Polsat News czuję się kapitalnie, fantastycznie jest kończyć dzień, podsumowując wszystko to, co wydarzyło się na świecie i w Polsce” — powiedziała.
Te słowa pokazują, że Kalczyńska dobrze odnalazła się w nowym miejscu.
Nie traktuje przejścia do Polsatu wyłącznie jako kolejnego punktu w karierze.
Mówi o powrocie do źródeł i do tego rodzaju pracy, który naprawdę ją interesuje.
Po latach doświadczeń w różnych formatach znów może skupić się na analizowaniu wydarzeń, śledzeniu świata i podsumowywaniu tego, co danego dnia najważniejsze.
Dla dziennikarki, która ma za sobą długą tradycję newsową, to naturalny kierunek.
Zmienił się jednak jej rytm dnia.
Praca w „Dzień Dobry TVN” oznaczała bardzo wczesne poranki.
Kalczyńska przez lata musiała pojawiać się w studiu o godzinach, które dla wielu osób byłyby dużym wyzwaniem.
Dziś jej zawodowa codzienność wygląda zupełnie inaczej.
Zamiast poranków są wieczory.
Zamiast rozpoczynania dnia z widzami — zamykanie go po najważniejszych informacjach.
Okazuje się, że taki tryb bardzo jej odpowiada.
Dziennikarka przyznała, że jest nocnym markiem i dobrze funkcjonuje po zmroku.
„Codziennie ostatnia zamykam studio po 'Wydarzeniach Wieczornych’ i jest to niezwykle ciekawe, ponieważ przez długi czas pracowałam na porankach, więc teraz mam inną perspektywę. Ale nie ma problemu, jestem nocnym markiem, więc jest to dla mnie bardzo wygodne. Lubię pracować wieczorem, dobrze się wtedy koncentruję. Poza tym bardzo lubię wstawać późno i kłaść się jak najpóźniej, więc nie jest to żaden dyskomfort. Bywa jeszcze tak, że gdy wracam po programie do domu, to jeszcze coś sobie oglądam” — wyznała Anna Kalczyńska.
To szczere wyznanie pokazuje, że zmiana z poranków na wieczory nie była dla niej przykrym obowiązkiem.
Wręcz przeciwnie.

Kalczyńska czuje, że taki rytm pasuje do jej temperamentu.
Lubi późno wstawać, późno kończyć dzień i właśnie wieczorem najlepiej się koncentruje.
Po programie nie zawsze od razu odcina się od ekranu.
Zdarza się, że po powrocie do domu jeszcze coś ogląda.
To naturalnie poprowadziło rozmowę do szerszego tematu telewizji.
Kalczyńska nie zgadza się z tezą, że rozwój internetu oznacza koniec tradycyjnej telewizji.
Jej zdaniem to medium nadal ma ogromne znaczenie.
Dziennikarka uważa, że telewizja pozostaje ważnym towarzyszem codzienności, szczególnie w czasach, gdy coraz więcej ludzi doświadcza samotności.
„Telewizja jest fantastycznym, ciągle żywym medium i niezwykle potrzebnym w życiu, które staje się dla nas na co dzień coraz bardziej samotne. Społeczeństwo się starzeje i też samotnieje, więc telewizja jest medium towarzyszącym, a przy tym niezwykle różnorodnym. Mamy tu i newsy, i rozrywkę. Jest ona trampoliną, dzięki której debiutanci mają szansę zaistnieć w świecie, więc absolutnie jestem cały czas tej telewizji ciekawa i nie ukrywam, że ją oglądam i kibicuję różnym inicjatywom” — tłumaczyła.
W jej ocenie telewizja nadal spełnia kilka funkcji naraz.
Informuje.
Bawi.
Towarzyszy.
Daje przestrzeń debiutantom.
Pozwala widzom poczuć, że po drugiej stronie ekranu ktoś mówi do nich regularnie i w znanym rytmie.
Kalczyńska patrzy na to medium nie tylko jako osoba, która w nim pracuje, ale też jako widzka.
Nie ukrywa, że sama ogląda telewizję i śledzi różne formaty.
Interesują ją zarówno polskie, jak i zagraniczne seriale.
Ogląda też programy rozrywkowe.
W pewnym momencie dziennikarka niespodziewanie wspomniała o swoim mężu, Macieju Maciejowskim.
Okazuje się, że wspólne oglądanie stało się dla nich jedną z form bycia razem i wymiany opinii.
„Oglądam bardzo dużo seriali polskich i zagranicznych […], ale lubimy to, bo to jest trochę platforma do wymiany uwag z mężem. Tak to już jest, że rzadziej się czyta wspólnie, a częściej się ogląda wspólnie. Oglądam 'Taniec z gwiazdami’, kibicuję nowemu formatowi Piotra Kędzierskiego, więc jestem bardzo ciekawa nowego jesiennego sezonu w Polsacie” — podsumowała Anna Kalczyńska.
To krótkie wyznanie pokazuje prywatniejszą stronę dziennikarki.
Po intensywnej pracy z informacjami, zmianach zawodowych i późnych wieczorach w studiu, telewizja pozostaje obecna także w jej domu.
Nie tylko jako praca.
Także jako wspólny temat z mężem.
Jako pretekst do rozmowy.
Jako sposób na wymianę uwag.
Kalczyńska trafnie zauważyła, że dziś wiele osób rzadziej czyta coś wspólnie, a częściej wspólnie ogląda.
W jej małżeństwie seriale i programy stały się więc rodzajem codziennej platformy do rozmowy.
Nie chodzi tylko o bierne patrzenie w ekran.
Chodzi o komentowanie, porównywanie, kibicowanie i dzielenie się reakcjami.
Dziennikarka przyznała też, że ogląda „Taniec z gwiazdami” i kibicuje nowemu formatowi Piotra Kędzierskiego.
Z ciekawością czeka na jesienny sezon w Polsacie.
To zrozumiałe, bo sama coraz mocniej staje się częścią tej stacji.
Od kwietnia pracuje w Polsat News, a od września jej rola jeszcze wzrośnie dzięki wejściu do głównego wydania „Wydarzeń”.
Dla Anny Kalczyńskiej to czas dużych zmian.
Po latach pracy w TVN i etapie w TVP World znów buduje swoją pozycję w jednym z najważniejszych polskich kanałów informacyjnych.
Jednocześnie wygląda na to, że zawodowa zmiana dobrze współgra z jej osobistym rytmem życia.

Wieczorna praca jej nie męczy.
Późne godziny jej odpowiadają.
A po powrocie do domu nadal potrafi znaleźć przyjemność w oglądaniu telewizji — tym razem już nie tylko zawodowo, ale też prywatnie, razem z mężem.
Właśnie to wyznanie nadało całej rozmowie bardziej osobisty ton.
Kalczyńska mówiła o karierze, newsach i Polsacie, ale pokazała też, że telewizja może być elementem relacji.
Czymś, co pozwala dwóm osobom usiąść razem, obejrzeć serial albo program i porozmawiać o tym, co zobaczyły.
W czasach, w których każdy ma własny telefon, własny ekran i własne treści, taki wspólny rytuał może mieć większe znaczenie, niż się wydaje.
Anna Kalczyńska wchodzi więc w nowy sezon z dużymi zawodowymi planami.
Od września poprowadzi główne „Wydarzenia” w Polsacie.
Czuje się dobrze w Polsat News, lubi wieczorny tryb pracy i nie ukrywa, że telewizja nadal pozostaje dla niej żywym, potrzebnym medium.
A prywatnie?
Razem z mężem ogląda seriale i programy, bo właśnie tam znajdują przestrzeń do rozmowy, komentarzy i wspólnego spędzania czasu.