Agata Kulesza znów znalazła się w miejscu, w którym nie trzeba niczego udowadniać krzykiem. Wystarczyła scena, nagroda i kilka szczerych zdań, żeby zrobiło się naprawdę poruszająco. Aktorka została wyróżniona na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym BellaTOFIFEST, a jej wystąpienie szybko pokazało, że ten moment miał dla niej osobiste znaczenie.
Przez lata Kulesza zbudowała pozycję, której trudno nie zauważyć. Dziś jest uznawana za jedną z najbardziej cenionych i lubianych aktorek w Polsce. Widzowie na początku kojarzyli ją szeroko z „Pensjonatem pod Różą”, ale później jej droga zawodowa skręciła w stronę ról znacznie cięższych, bardziej wymagających i pełnych emocjonalnego ryzyka.

Jej dorobek jest imponujący. W samych produkcjach ekranowych ma już ponad 70 tytułów, a wiele z tych kreacji zapisało się widzom w pamięci właśnie dlatego, że nie były wygodne ani łatwe. Kulesza od dawna wybiera postacie, które wymagają odwagi, skupienia i pełnego wejścia w historię.
Tym razem doceniono ją statuetką za niepokorność twórczą. W tym roku takie wyróżnienie otrzymał również Tomasz Schuchardt, ale to właśnie Kulesza stała się jedną z najmocniej wyczekiwanych bohaterek pierwszego dnia festiwalu. Publiczność mogła zobaczyć, że dla aktorki nie była to tylko kolejna nagroda do kolekcji.
Ze sceny Kulesza mówiła spokojnie, ale bardzo konkretnie. Nie próbowała budować wielkiego dystansu. Zamiast tego opowiedziała o konsekwencji, szczerości wobec siebie i odwadze, bez której jej zdaniem aktorstwo nie ma sensu.

„Bardzo za to wyróżnienie dziękuję. Myślałam o tym i doszłam do wniosku, że może jest to nagroda za konsekwencję. Za to, że dobrze wiem, co mi się podoba, a co nie, i że staram się być wobec siebie szczera. Myślę, że aktorstwo wymaga dużej odwagi – zaglądania w miejsca wygodne i niewygodne, bo później trzeba umieć je wykorzystać w pracy nad rolą. Ja się siebie nie boję i bardzo się z tego cieszę (…)” – mówiła podczas gali otwarcia.
Z okazji uhonorowania aktorki przygotowano także przegląd trzech ważnych filmów z jej udziałem. W programie znalazły się „Róża” Wojciecha Smarzowskiego, „Ida” Pawła Pawlikowskiego oraz „Moje córki krowy” Kingi Dębskiej. Każdy z tych tytułów pokazuje inną twarz Kuleszy, ale szczególnie mocno wrócił temat „Róży”.
Po seansie filmu z 2011 roku aktorka podzieliła się wspomnieniem, które brzmiało jak powrót do jednego z najbardziej przełomowych etapów jej kariery. Nie ukrywała, że tamta rola była dla niej wyjątkowo wymagająca.
„To była chyba taka pierwsza moja rola – nie dość, że duża, główna i skomplikowana, to jeszcze emocjonalnie trudna” – mówiła o „Róży”.
Właśnie przy tej produkcji pojawiło się nazwisko Marcina Dorocińskiego. Kulesza i Dorociński stworzyli w filmie duet, który do dziś pozostaje jednym z tych ekranowych spotkań, o których mówi się z dużym szacunkiem. Teraz aktorka wyznała, że ta praca połączyła ich w szczególny sposób.
„I to spotkanie z Dorocińskim. Akurat z Marcinem znaliśmy się już wcześniej, ale tutaj zagraliśmy razem. Myślę, że 'Róża’ połączyła nas już w jakiś sposób do końca” – przyznała.
Te słowa natychmiast przyciągnęły uwagę, bo Kulesza nie należy do osób, które często odsłaniają kulisy swoich zawodowych więzi. Tym razem powiedziała jasno, że wspólne doświadczenie z planu nie było zwykłym epizodem. „Róża” najwyraźniej zostawiła po sobie coś znacznie trwalszego niż tylko dobrze zapamiętaną rolę.

Aktorka wróciła również do pierwszej pracy z Wojciechem Smarzowskim. Dla niej było to spotkanie, które mocno wpłynęło na dalszą drogę. Nie mówiła o nim chłodno ani technicznie. Podkreśliła, że reżyser poprowadził ją przez historię, która budziła w niej ogromne emocje.
„To była moja pierwsza współpraca z Wojtkiem Smarzowskim i śmiem twierdzić, że bardzo dużo mu zawdzięczam. Zawisłam tak naprawdę na nim, który mnie pięknie poprowadził, i na tej historii, która po prostu budziła we mnie ogromne emocje. Dlatego też tak ją cenię (…)” – powiedziała.

Wystąpienie Kuleszy pokazało ją z tej strony, którą widzowie cenią najbardziej: bez pozy, bez wielkich haseł, ale z pełną świadomością własnej drogi. 54-letnia aktorka nie udaje, że jej zawodowe wybory były przypadkiem. Wręcz przeciwnie, mówi o konsekwencji, odwadze i gotowości do zaglądania tam, gdzie czasem jest niewygodnie.
BellaTOFIFEST stał się więc dla niej nie tylko miejscem odbioru statuetki, ale też okazją do nazwania tego, co przez lata budowało jej aktorską siłę. Kulesza przypomniała, że prawdziwa kariera nie zawsze polega na łatwych rolach i głośnych gestach. Czasem największe znaczenie mają te projekty, które zostają w człowieku na długo po zejściu z planu.