Adam Sztaba szczerze o Maryli Rodowicz. Tak wyglądała współpraca z legendą za kulisami

Adam Sztaba już jako bardzo młody muzyk trafił do świata największych nazwisk polskiej sceny. Jedną z osób, z którymi miał okazję pracować na początku kariery, była Maryla Rodowicz. Po latach kompozytor wrócił pamięcią do tamtego czasu i opowiedział, jaka naprawdę była artystka, gdy trzeba było podejmować decyzje na scenie i za kulisami.

Sztaba dziś uchodzi za jednego z najbardziej cenionych kompozytorów, aranżerów i dyrygentów w Polsce. Pochodzi z Koszalina, ukończył warszawską Akademię Muzyczną, a zawodową drogę rozpoczął wyjątkowo wcześnie. Miał zaledwie 18 lat, gdy zaczął działać w branży na poważnie.

Już rok później został asystentem kierownika muzycznego teatru Studio Buffo. Kolejny krok przyszedł bardzo szybko, bo w następnym roku sam objął funkcję kierownika muzycznego w zespole Maryli Rodowicz.

To właśnie z nią w 1995 roku nagrał płytę „Złota Maryla”. Dla młodego muzyka była to ogromna szansa, ale też wejście w świat silnych osobowości, dużych ambicji i artystów, którzy doskonale wiedzieli, czego chcą.

Po latach Sztaba sam przyznaje, że z perspektywy czasu zastanawia się, skąd miał wtedy tyle odwagi. Był bardzo młody, a już pełnił odpowiedzialne funkcje przy wielkich nazwiskach. Jak tłumaczy, taka stanowczość pojawia się u niego przede wszystkim w muzyce.

„Tylko w muzyce się to u mnie dzieje. W życiu to ja (…) nie jestem taki kogucik. W muzyce jednak idę po swoje. (…) Jestem przekonany chyba do tego, co sobie wymyśliłem samotnie. Ale czy ja wiem, czy to jest jakieś takie wyjątkowe?” — mówił.

Kompozytor zauważył, że w branży muzycznej często spotykają się bardzo mocne charaktery. Każdy ma swoją wizję, swoje tempo pracy i własne przekonanie o tym, co powinno wydarzyć się na scenie. Gdy takie osoby zaczynają współpracować, napięcie jest niemal nieuniknione.

„(…) Jak się nagle naprawdę takie bardzo intensywne dwie jednostki złapią, to któraś musi odpuścić w którychś miejscach. No i w których i gdzie, i na jakiej przestrzeni? To jest ten kłopot” — tłumaczył.

Właśnie tak, jego zdaniem, wyglądała praca z Marylą Rodowicz. Sztaba nie ukrywa, że piosenkarka miała bardzo silny charakter i nie należała do osób, które łatwo przyjmują sprzeciw.

„Ona nie znosi sprzeciwu. I mało tego, tam parę takich zdań padało… Kiedyś Maryla mówiła, że 'Muzyk z (…) [potomstwem – przyp. aut.] to (…) już jej tak nie kręci’. Mówię: 'Jak to? Przecież to jest fantastyczne: ojciec, radzi sobie, dzieli obowiązki’. 'Nie, nie, nie. On już jest wtedy taki właśnie zdziadziały się robi. On już tak nie gra’. Ona uwielbiała młodość, długie włosy (…)” — opowiadał.

Z jego wspomnień wyłania się obraz artystki bezkompromisowej, energicznej i mocno przywiązanej do własnego wyczucia sceny. Rodowicz miała uwielbiać młodość, żywioł, długowłosych muzyków i ten rodzaj scenicznego nerwu, który sprawiał, że koncert nie był przewidywalny.

Sztaba zdradził również, że Maryla potrafiła zmienić plan koncertu w trakcie występu. Gdy czuła, że publiczność potrzebuje rozgrzania, mogła nagle zażądać zagrania starszego numeru, nawet jeśli zespół nie był na to przygotowany.

Dla muzyków była to sytuacja stresująca, bo wymagała natychmiastowej reakcji. Dla Rodowicz liczył się jednak efekt na scenie i kontakt z publicznością. Jeśli uznała, że trzeba coś zmienić, potrafiła zrobić to bez długich dyskusji.

Adam Sztaba przyznaje, że był jedną z osób, które potrafiły się jej przeciwstawić. Nie zawsze było to łatwe, bo artystka początkowo bardzo źle reagowała na opór. Z czasem jednak miało się okazać, że właśnie takiego partnera potrzebowała.

„Na początku bardzo źle znosiła opór. A potem okazywało się, że chyba tego potrzebuje. Że potrzebuje takiego partnera, który jednak czasami ją weźmie w ryzy” — wyznał.

Te słowa pokazują kulisy współpracy, w której nie brakowało napięć, ale też wzajemnego sprawdzania granic. Maryla Rodowicz jako sceniczna legenda miała własną wizję, a młody Sztaba musiał znaleźć sposób, by nie tylko ją wspierać, lecz także czasem zatrzymać.

Z dzisiejszej perspektywy kompozytor mówi o tym bez taniej sensacji. Opisuje zderzenie dwóch silnych temperamentów i artystycznych charakterów, które w pracy nad muzyką potrafią prowadzić zarówno do konfliktów, jak i do wyjątkowych efektów.

Maryla Rodowicz przez lata słynęła z żywiołu, scenicznej odwagi i potrzeby ciągłego zaskakiwania publiczności. Wspomnienia Sztaby tylko potwierdzają, że za kulisami również była osobą, która nie lubiła półśrodków i nie chciała oddawać kontroli bez walki.

Dla Adama Sztaby była to jedna z tych współprac, które musiały zostawić ślad. Młody muzyk stanął obok jednej z największych gwiazd w kraju i szybko przekonał się, że praca z legendą wymaga nie tylko talentu, ale też odwagi, refleksu i umiejętności powiedzenia „nie”, nawet wtedy, gdy po drugiej stronie stoi Maryla Rodowicz.