Maja Ostaszewska dziś należy do najważniejszych nazwisk polskiego kina i teatru, ale jej droga do aktorskiej pozycji wcale nie była spokojna. W najnowszej rozmowie aktorka wróciła do czasów liceum i pierwszego roku studiów. Przyznała, że nie była wzorową uczennicą, a na uczelni potrafiła tak irytować część profesorów, że niemal przez cały rok wisiała nad nią groźba wyrzucenia.
Ostaszewska ma dziś na koncie wiele cenionych ról, a widzowie znają ją między innymi z trylogii filmów „Teściowie”. Zanim jednak stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych aktorek w kraju, musiała przejść przez okres pełen niepewności, buntowniczych decyzji i szkolnych problemów.

W rozmowie w Radiu Chillizet aktorka przyznała, że do szkoły teatralnej nie dostała się za pierwszym podejściem. Dopiero druga próba otworzyła jej drogę do wymarzonych studiów. Wcześniej jednak jej edukacja nie wyglądała tak idealnie, jak mogłoby się wydawać.
„Ja zresztą nie zdałam za pierwszym razem, więc była ta druga próba. Byłam absolutną prymuską w podstawówce, po czym w liceum trochę odpaliłam wrotki i przestałam być prymuską. Owszem, byłam dobra z polskiego, z historii, ale ścisłe przedmioty, z których zawsze byłam słaba naprawdę kulały i to jest cud, że ja przeszłam do liceum bez powtarzania żadnej klasy” — wyznała.
Aktorka nie ukrywa, że liceum było dla niej momentem mocnego zwrotu. Z uczennicy, która wcześniej świetnie radziła sobie w szkole, stała się osobą skoncentrowaną przede wszystkim na teatrze. To właśnie scena, spektakle i marzenie o Akademii Teatralnej pochłaniały jej uwagę bardziej niż szkolne obowiązki.
Ostaszewska przyznała, że zdarzało jej się opuszczać lekcje tylko po to, by zdążyć do teatru. Nie traktowała tego jako zwykłej ucieczki od szkoły, lecz jako inwestycję w coś, co już wtedy naprawdę ją fascynowało.
„Wagarowałam, uciekałam z ostatnich lekcji, żeby być w teatrze. Ja już wtedy bardzo chciałam być po liceum i bardzo chciałam studentką Akademii Teatralnej. Spędzałam całą masę czasu w teatrze. Oglądałam dziesiątki razy spektakl np. Krystiana Lupy – 'Bracia Karamazow’, który zobaczyłam – nie umiem nawet policzyć, ile razy. Bardzo dużo czytałam. Bardzo dużo tekstów uczyłam się już na pamięć. Chciałam znać je, już sobie wyobrażałam, jak to będę grała, ale w związku z tym wiele przedmiotów zawalałam, więc nie byłam prymuską w liceum” — opowiadała.
Te słowa pokazują, że jej pasja była ogromna, ale miała swoją cenę. Zamiast pilnować wszystkich przedmiotów, Ostaszewska wybierała kontakt z teatrem, literaturą i rolami, które dopiero wyobrażała sobie na scenie. Już wtedy mocno żyła aktorstwem, choć formalnie wciąż była uczennicą.
Kiedy w końcu trafiła na wymarzone studia, problemy wcale nie zniknęły. Pierwszy rok okazał się dla niej wyjątkowo trudny, nie dlatego, że brakowało jej talentu, ale dlatego, że miała silne zdanie i nie zawsze potrafiła podporządkować się uwagom pedagogów.
Aktorka przyznała, że już wtedy miała bardzo wyrobiony gust teatralny. Wiedziała, co ją interesuje, co uważa za wartościowe i z czym się nie zgadza. Dziś patrzy na to z dystansem, ale wtedy jej bezpośredniość potrafiła wywoływać napięcia.
„Też byłam taka trochę kontrowersyjna, bo ja miałam bardzo wyrobiony już swój gust teatralny. Wiedziałam, co mi się podoba, co mi się nie podoba. Myślę, że byłam trochę taka pyskata, kiedy ktoś dawał mi uwagę, z którą się nie zgadzałam. Dzisiaj na przykład rozumiem, że to też jest ważna szkoła – umieć współpracować czy słuchać uwag kogoś, z kim się nie zgadzamy, bo tak jest często też potem w pracy” — powiedziała szczerze.

Dziś Ostaszewska rozumie, że umiejętność przyjmowania uwag jest częścią zawodu. Wtedy jednak była bardziej buntownicza i nie zawsze gotowa na kompromisy. Część profesorów widziała w niej talent, ale inni reagowali na jej charakter zupełnie inaczej.
„Wtedy byłam buńczuczna i część profesorów zdecydowanie we mnie dostrzegła od razu talent i stawiała na mnie, ale było starsze pokolenie profesorów, których denerwowałam i wręcz byłam na wylocie przez cały pierwszy rok” — dodała.
To wyznanie pokazuje, jak cienka była granica między wielką szansą a możliwą porażką. Ostaszewska znalazła się na wymarzonych studiach, ale przez swój temperament i sposób reagowania na uwagi mogła bardzo szybko tę szansę stracić.
Nie była jednak jedyną osobą, która mierzyła się z podobnymi trudnościami. Aktorka wspomniała, że w podobnej sytuacji znalazła się także Maria Peszek, z którą do dziś utrzymuje przyjacielskie relacje.
Z perspektywy czasu Maja Ostaszewska mówi o tamtym okresie bez upiększania. Nie udaje, że była idealną uczennicą ani bezproblemową studentką. Przyznaje, że wagarowała, zawalała przedmioty, była pyskata i potrafiła drażnić profesorów.

Jednocześnie trudno nie zauważyć, że właśnie ta determinacja i ogromna potrzeba teatru prowadziły ją do miejsca, w którym jest dziś. Zamiast klasycznej szkolnej ścieżki wybrała pasję, nawet jeśli po drodze ryzykowała bardzo dużo.
Dziś jej historia brzmi jak przypomnienie, że wielkie kariery nie zawsze zaczynają się od wzorowych ocen i posłusznego wykonywania poleceń. Czasem stoją za nimi upór, bunt, wagary do teatru i pierwszy rok studiów, który trzeba przetrwać niemal na granicy wyrzucenia.