Karol Strasburger od lat należy do tych postaci, których nikomu w Polsce nie trzeba przedstawiać. Dla jednych wciąż pozostaje aktorem zapisanym w historii polskiego kina, dla innych przede wszystkim gospodarzem „Familiady”, którego obecność na ekranie stała się już telewizyjną tradycją. Ale równie dużo emocji jak jego zawodowa droga budzi życie prywatne, zwłaszcza małżeństwo z Małgorzatą Weremczuk.
Para od początku musiała mierzyć się z komentarzami, bo między Karolem Strasburgerem i Małgorzatą jest 37 lat różnicy. Oni sami jednak nie zrobili z tego przeszkody. Z czasem stworzyli relację, którą w 2019 roku przypieczętowali ślubem, choć ich historia wcale nie zaczęła się jak nagłe, filmowe zauroczenie.

Strasburger od kilku dekad jest obecny w polskich mediach. Zaczynał jako aktor i na dobre zapisał się w pamięci widzów dzięki roli w ekranizacji „Nocy i dni”. Największą popularność przyniosła mu jednak „Familiada”, którą prowadzi już od ponad 30 lat. Co ważne, sam nie sprawia wrażenia człowieka, który myśli o zejściu z anteny.
Przy okazji trzytysięcznego odcinka teleturnieju mówił o tym z właściwym sobie dystansem. „Miałem życzenia, żeby sto lat żyć – szczerze powiedziawszy, trochę planuję więcej, ale niech i sto będzie. Przynajmniej w zdrowiu – żeby te sto lat prowadzić 'Familiadę’. To byłby wynik. Byśmy mieli naprawdę chyba rekord świata w tej sprawie. Nie wiem, czy się uda – na razie nie idzie najgorzej” — żartował.
Za tym ekranowym spokojem kryje się jednak prywatna historia, która nie była wolna od bólu. Kilkanaście lat temu aktor stracił ukochaną żonę. Wydawało się wtedy, że może już nie chcieć otwierać się na nowe uczucie. Los ułożył to inaczej, bo na jego drodze pojawiła się Małgorzata Weremczuk.
Najpierw nie było wielkich deklaracji. Strasburger poprosił Małgorzatę, by została jego agentką. Relacja zaczęła się więc zawodowo, spokojnie i bez romantycznego scenariusza na pierwszym planie. Dopiero później między nimi zaczęło rodzić się coś więcej.
Małgorzata Strasburger wielokrotnie podkreślała, że jej mąż nie pasuje do stereotypu starszego mężczyzny. Dla niej różnica wieku nie była najważniejsza, bo liczyły się energia, charakter i wspólny sposób patrzenia na życie.
„Karol nie jest typowym mężczyzną 'w starszym wieku’, a ja szablonową trzydziestką. Ma młodą duszę – pełną pasji i aktywności życiowej, która i mnie napędza. Mamy zbliżone marzenia i cele, darzymy się ogromnym szacunkiem” — mówiła Małgorzata w 2018 roku.

Sam Strasburger również nie ukrywał, że dzięki tej relacji odzyskał w życiu dużo radości. Nie opowiadał o miłości w pustych hasłach, ale przez codzienność: wspólne podróże, śmiech, rozmowy i bycie razem bez presji udowadniania czegokolwiek światu.
„Mnie się chce żyć, podróżować z Małgosią, budować naszą codzienność, śmiać się z jej zabawnych tekstów. Umieć dzielić razem każdą chwilę to wcale nieoczywista umiejętność w związkach, a my potrafimy to nasze RAZEM fantastycznie zagospodarować” — przyznał.
79-letni prezenter wracał też pamięcią do chwili, w której zaczął rozumieć, że między nim a Małgorzatą pojawia się prawdziwe uczucie. Nie mówił o jednym wielkim geście ani nagłym wyznaniu. Dla niego najważniejsze były spojrzenia, obecność i to, że żadne z nich nie chciało kończyć wspólnie spędzanego czasu.
„Jest taki moment – to widać po oczach. Nagle dostrzegasz, jak ona patrzy na ciebie i że jej oczy nie są obojętne, a to spojrzenie już ma inną głębię. I czujesz, że wcale nie ma ochoty pójść do domu, tylko chce być z tobą dłużej. A on? Też nie chce, żeby sobie poszła. I kiełkuje coś naprawdę fajnego, prawdziwego. To trzeba po prostu zauważyć i poczuć” — opowiadał.
Co ciekawe, Strasburger przyznał, że uroda przyszłej żony nie była tym, co od razu wysunęło się na pierwszy plan. Dopiero z czasem zobaczył w niej kobietę, która wcześniej trochę ukrywała siebie pod codziennym, swobodnym stylem.
„(…) dopiero w którymś momencie okazało się, że dziewczyna ukrywająca wszystko pod długim swetrem jest fajna, zgrabna i atrakcyjna, czego w ogóle nie było widać” — wspominał.
Jeszcze bardziej wymowne było to, jakie cechy naprawdę zrobiły na nim wrażenie. Strasburger zwracał uwagę nie tylko na wygląd, ale też na sposób mówienia, obycie, inteligencję i kulturę. To właśnie takie szczegóły budowały jego zachwyt nad Małgorzatą.

„I mówisz dobrze po polsku: 'sobą’, nie 'sobom’, 'włączamy’ światło, a nie 'włanczamy’, świetnie piszesz, umiesz się odnaleźć w każdym towarzystwie i nie trzymasz łokci na blacie podczas posiłku” — podsumował z uśmiechem.
Ich historia pokazuje, że uczucie nie zawsze zaczyna się od fajerwerków i natychmiastowego olśnienia. Czasem przychodzi powoli, w rozmowach, spojrzeniach i zwykłej codzienności. Karol Strasburger i Małgorzata Weremczuk usłyszeli wiele opinii na temat różnicy wieku, ale ostatecznie zbudowali związek, w którym oboje mówią przede wszystkim o szacunku, energii i wspólnym życiu.