Kamil Sipowicz przez lata tworzył z Korą jedną z najbardziej charakterystycznych i komentowanych par polskiej sceny artystycznej. Ich relacja była pełna emocji, trudnych zakrętów i decyzji, które nie zawsze mieściły się w prostym schemacie. Po śmierci wokalistki Sipowicz długo mierzył się z pustką, ale dziś przyznaje, że w jego życiu pojawiło się nowe uczucie. W najnowszej rozmowie zdradził, że znów jest zakochany.
Kamil Sipowicz, poeta i dziennikarz, przez wiele lat był życiowym partnerem Kory. Ich historia nie zaczęła się jednak jak spokojna opowieść o miłości bez przeszkód.

Poznali się w czasie, gdy Kora była jeszcze żoną Marka Jackowskiego. Z czasem artystka rozstała się z mężem i związała z Sipowiczem, rozpoczynając jeden z najważniejszych rozdziałów swojego życia.
Ich relacja od początku była intensywna i niepozbawiona trudności. Para zamieszkała razem w Warszawie dopiero po śmierci matki Sipowicza, która nie akceptowała tego związku.
Przez lata Kamil i Kora przechodzili przez sytuacje, które dla wielu par mogłyby oznaczać koniec. Jednym z najtrudniejszych momentów był romans artystki z Ilanem Luftem.
Sipowicz zdecydował się jednak wybaczyć ukochanej. Ich więź okazała się silniejsza niż kryzys, a wspólne życie trwało dalej.
W 2013 roku Kora i Kamil Sipowicz wzięli ślub, przypieczętowując związek, który trwał ponad trzy dekady. Dla wielu osób byli parą nietypową, ale niezwykle wyrazistą.
Sipowicz pozostał przy Korze aż do jej śmierci. Po odejściu artystki wielokrotnie mówił, jak ważną była dla niego osobą i jak mocno jej brak zmienił jego codzienność.
Śmierć Kory była dla niego ogromnym ciosem. Przez długi czas trudno było mu odnaleźć się w rzeczywistości, w której zabrakło kobiety, z którą spędził tak dużą część życia.
Teraz jednak w jego życiu znów pojawiło się uczucie. W najnowszej rozmowie Kamil Sipowicz przyznał, że jest zakochany.
„Można powiedzieć, że jestem zakochany” — powiedział.
Nie chciał jednak zdradzać zbyt wielu szczegółów. Jak wyjaśnił, jego nowa partnerka nie chce znaleźć się w centrum zainteresowania mediów.
To dla niego ważne, bo relacja jest jeszcze świeża i dopiero się rozwija. Sipowicz daje do zrozumienia, że nie chce wystawiać jej na presję publicznego komentowania.

„Mam nadzieję, że ten związek jakoś się rozwinie, bo teraz jest trochę na odległość. (…) Ona się bardzo boi medialnych sytuacji, dlatego chcielibyśmy utrzymać to w tajemnicy, jeżeli się da” — wyjaśnił.
Te słowa pokazują, że Sipowicz podchodzi do nowej relacji ostrożnie. Nie chce robić z niej medialnego widowiska ani ujawniać osoby, która nie jest gotowa na zainteresowanie prasy.
Jednocześnie nie ukrywa, że uczucie jest dla niego ważne. Po latach trudnych doświadczeń znów pozwala sobie mówić o miłości.
Nie jest to jednak pierwsza relacja, w którą zaangażował się po śmierci Kory. W 2021 roku Kamil Sipowicz poślubił Sylwię, młodszą od siebie o ponad 30 lat.
Tamto małżeństwo wzbudziło duże zainteresowanie, ale nie przetrwało próby czasu. Dwa lata później zakończyło się rozwodem.
W rozmowie Sipowicz krótko odniósł się także do tamtego etapu. Przyznał, że obecnie nie utrzymuje kontaktu z byłą żoną.
Nie chciał jednak mówić o tym związku wyłącznie przez pryzmat rozstania. Podkreślił, że woli pamiętać dobre chwile.
„Ja w tej chwili myślę o najlepszych momentach w tym związku. Było bardzo dużo pięknych momentów, dużo podróżowaliśmy po świecie. Było wesoło i przyjemnie, ale jakoś nie wyszło” — podsumował.
To spokojne zdanie pokazuje, że Sipowicz nie chce wracać do przeszłości z goryczą. Przyznaje, że było między nimi wiele dobrych momentów, choć ostatecznie wspólna droga się zakończyła.
Artysta wspomniał również, że w tamtym czasie wciąż mierzył się z konsekwencjami śmierci Kory. Żałoba i brak po tak silnej relacji miały wpływ na jego życie osobiste oraz późniejsze związki.
Trudno się temu dziwić. Kora nie była dla niego jedynie dawną partnerką czy żoną. Była osobą, z którą przeżył dziesięciolecia, wielkie emocje, kryzysy, pojednania i wspólną codzienność.
Po takiej stracie powrót do normalnego życia nie mógł być prosty. Sipowicz sam wielokrotnie dawał do zrozumienia, że jej odejście zostawiło w nim ogromny ślad.
Dziś mówi o nowej miłości, ale robi to bez triumfalnych deklaracji i bez zdradzania szczegółów. W jego słowach więcej jest nadziei niż pewności.
Związek na odległość dopiero się rozwija, a partnerka obawia się medialnego zainteresowania. Sipowicz chce więc chronić tę relację tak długo, jak będzie to możliwe.
To zupełnie inny ton niż w wielu celebryckich historiach, gdzie nowa miłość od razu trafia na okładki i do mediów społecznościowych. Tutaj widać potrzebę spokoju, ostrożności i prywatności.
Kamil Sipowicz ma za sobą burzliwe życie uczuciowe, wielką miłość, żałobę, kolejne małżeństwo i rozwód. Teraz otwiera nowy rozdział, ale bez pośpiechu i bez publicznego odsłaniania wszystkich kart.
Dla osób, które pamiętają jego związek z Korą, takie wyznanie może być szczególnie poruszające. Przez lata wydawało się, że artystka pozostanie najważniejszą kobietą jego życia i nikt nie zajmie jej miejsca.
Sipowicz nie próbuje jednak porównywać nowego uczucia z przeszłością. Nie mówi o zastępowaniu Kory ani zamykaniu pamięci o niej. Raczej pokazuje, że po bólu może jeszcze pojawić się czułość.
To ważna różnica. Nowa miłość nie przekreśla dawnej, ale może pomóc wrócić do życia po długim czasie samotności i trudnych wspomnień.

Kamil Sipowicz przyznaje, że znów jest zakochany, choć nadal chce zachować dyskrecję. Jego partnerka woli pozostać poza światłem reflektorów, a on najwyraźniej szanuje tę granicę.
Po śmierci Kory długo nie było oczywiste, czy uda mu się jeszcze poukładać sprawy serca. Teraz sam mówi, że w jego życiu pojawiła się osoba, z którą wiąże nadzieję.
Nie wiadomo, jak potoczy się ta relacja. Wiadomo jednak, że dla Sipowicza to ważny moment. Po stracie, rozwodzie i trudnych latach znów wypowiada słowo „zakochany”.
A w jego przypadku brzmi ono nie jak sensacyjna deklaracja, lecz jak ostrożny znak, że życie mimo wszystko potrafi otworzyć kolejny rozdział.