Joanna Jędrzejczyk po zakończeniu sportowej kariery nie zamierza zwalniać tempa. Była mistrzyni UFC spełniła jedno ze swoich marzeń, dołączając do 19. edycji „Tańca z gwiazdami”, a po trzecim odcinku wreszcie poczuła, że może rozwinąć skrzydła. W rozmowie z Pomponikiem zdradziła, że ma przed sobą jeszcze wiele planów: od własnej kawiarni, przez licencję na śmigłowiec, Mount Everest i Rajd Dakar, aż po pracę w telewizji śniadaniowej.
Joanna Jędrzejczyk przez lata kojarzyła się przede wszystkim ze sportową walką, ogromną dyscypliną i międzynarodowym sukcesem.
Była pierwszą Polką w MMA, a w latach 2015-2017 mistrzynią organizacji UFC w wadze słomkowej.

Na koncie ma imponujący dorobek: trzykrotne zawodowe mistrzostwo świata, dwukrotne mistrzostwo Europy, czterokrotne amatorskie mistrzostwo świata, trzykrotne mistrzostwo Europy oraz pięciokrotne mistrzostwo Polski w boksie tajskim.
Cztery lata temu, po gali w Singapurze, ogłosiła zakończenie sportowej kariery.
Dla wielu zawodników taki moment oznaczałby spokojniejsze życie i stopniowe wycofywanie się z publicznej aktywności.
U Joanny wygląda to zupełnie inaczej.
Sportowa emerytura nie stała się dla niej końcem działania, lecz początkiem nowego etapu.
Od tamtej pory skupia się na pomaganiu potrzebującym, realizowaniu marzeń i sprawdzaniu siebie w obszarach, które wcześniej musiała odkładać na bok.
Jednym z takich marzeń był udział w „Tańcu z gwiazdami”.
Jędrzejczyk dołączyła do 19. edycji programu i już od pierwszych odcinków pokazała, że chce podejść do tego wyzwania z ambicją, ale też z pokorą.
Parkiet nie jest oktagonem.
Tutaj nie wystarczy siła, charakter i wytrzymałość.
Trzeba nauczyć się zupełnie innego języka ciała.
Trzeba wejść w rytm, lekkość, elegancję i emocje, które w tańcu są tak samo ważne jak technika.
Na początku nie wszystko układało się po jej myśli.
Po dwóch pierwszych odcinkach 19. edycji kończyła występy z wynikiem 22 punktów.
W drugim odcinku Joanna Jędrzejczyk i Kamil Kuroczko zaprezentowali cha-chę, która nie przyniosła im przełomu.
Oceny jurorów pokazały, że przed parą jest jeszcze sporo pracy.
Dla byłej mistrzyni sportowej taka sytuacja mogła być trudna.
Przyzwyczajona do walki o najwyższe cele, musiała zmierzyć się z tym, że na parkiecie zaczyna od zera.
Ale właśnie wtedy odezwał się jej charakter.
Jędrzejczyk nie zamierzała odpuszczać.

Trzeci odcinek przyniósł wyraźną zmianę.
Joanna i Kamil zatańczyli fokstrota, który spodobał się zarówno publiczności, jak i jurorom.
Para zdobyła 37 punktów.
To był ogromny skok względem wcześniejszych występów.
Nie umknęło to uwadze Rafała Maseraka, który stwierdził, że jego zdaniem właśnie Joanna Jędrzejczyk poczyniła największe postępy w ciągu ostatniego tygodnia.
Dla uczestniczki musiało to być ważne wyróżnienie.
Nie tylko dlatego, że punkty były dużo wyższe.
Także dlatego, że juror zauważył jej pracę, progres i determinację.
Jędrzejczyk po tym występie mogła poczuć, że jej wysiłek zaczyna przynosić efekty.
A to tylko wzmocniło jej apetyt na dalszą walkę w programie.
W rozmowie z Pomponikiem przyznała, że nie myśli o spoczywaniu na laurach.
Liczy na to, że uda jej się dotrzeć aż do finałowego odcinka.
Dla kogoś, kto przez lata funkcjonował w sporcie na najwyższym poziomie, samo uczestnictwo nigdy nie jest celem wystarczającym.
Joanna chce się rozwijać.
Chce iść dalej.
Chce pokazać, że nawet jeśli nie jest zawodową tancerką, potrafi ciężko pracować i robić postępy.
Ale „Taniec z gwiazdami” to tylko jeden z wielu punktów na liście jej marzeń.
Jędrzejczyk zdradziła, że ma przed sobą bardzo dużo planów, które wykraczają daleko poza sport i telewizyjny parkiet.
„Marzę o swojej kawiarni, chcę wreszcie zrobić licencję na śmigło, wejść na Mount Everest i przejechać Rajd Dakar. Tych marzeń jest naprawdę dużo, jeśli chodzi o zawodowe, jestem szczęśliwą emerytką, ale ja lubię pracować, lubię kreować, lubię tworzyć” — powiedziała Joanna Jędrzejczyk.
Ta lista pokazuje, że była mistrzyni nadal myśli w kategoriach wyzwań.
Nie wystarcza jej wygodna stabilizacja.
Nie chce jedynie wspominać dawnych walk i tytułów.
Marzy o własnej kawiarni, czyli projekcie zupełnie innym od sportu.
Chce zrobić licencję na śmigłowiec, co wymaga odwagi, nauki i odpowiedzialności.
Myśli o wejściu na Mount Everest, czyli jednym z najbardziej symbolicznych wyzwań świata.
Chce także przejechać Rajd Dakar, który od lat kojarzy się z ekstremalnym wysiłkiem, ryzykiem i wytrzymałością.
To nie są drobne życzenia zapisane na marginesie.
To plany osoby, która po zakończeniu jednej wielkiej kariery nie chce przestać się sprawdzać.
Joanna mówi o sobie jako o szczęśliwej emerytce, ale od razu dodaje, że lubi pracować, kreować i tworzyć.
W tym zdaniu widać całą jej energię.
Sportowa emerytura nie oznacza dla niej biernego odpoczynku.
Oznacza wolność wyboru.
Może teraz robić rzeczy, które sprawiają jej radość.
Może szukać nowych przestrzeni.
Może sprawdzać, co jeszcze potrafi.

Może budować własną przyszłość na innych zasadach niż wtedy, gdy całe życie podporządkowane było treningom, walkom i sportowym celom.
Jednym z obszarów, który szczególnie ją pociąga, jest telewizja.
Jędrzejczyk przyznała, że właśnie z mediami wiąże ważne plany na przyszłość.
Nie zaczyna jednak od zera.
Ma już za sobą kilka doświadczeń przed kamerą.
Występowała w serialu paradokumentalnym oraz dokumencie poświęconym jej życiu.
Pojawiła się także w filmie Patryka Vegi.
Prowadziła jedną z edycji „MMAster”.
Brała udział w programach „Agent – Gwiazdy” i „Starsza pani musi fiknąć”.
Była też jurorką w trzeciej edycji „Dance Dance Dance”.
Teraz dochodzi do tego „Taniec z gwiazdami”, który pokazuje ją publiczności z kolejnej strony.
Nie jako zawodniczkę w oktagonie.
Nie jako ekspertkę od sportu.
Nie jako osobę oceniającą innych.
Tym razem to ona jest oceniana.
To ona musi wejść w nieznany świat i przyjąć krytykę.
To ona musi co tydzień trenować i udowadniać, że potrafi robić postępy.
Takie doświadczenie może tylko wzmocnić jej telewizyjny apetyt.
Joanna nie ukrywa, że marzy o telewizji śniadaniowej.
To dla wielu osób może być zaskoczeniem, ale ona tłumaczy to bardzo jasno.
„Chcę robić rzeczy, które sprawiają mi radość, od zawsze telewizja była takim moim konikiem i telewizja śniadaniowa, żeby dawać ludziom prawdę, taką transparentność, którą się kieruję w życiu i taką wrażliwość swoją” — wyznała Pomponikowi.
W tych słowach widać, jak chciałaby funkcjonować w mediach.
Nie interesuje jej wyłącznie obecność przed kamerą dla samej popularności.
Mówi o prawdzie, transparentności i wrażliwości.
To wartości, które chce przenieść do telewizji.
Jędrzejczyk przez lata była kojarzona z twardością, siłą i bezkompromisowością.
Teraz coraz mocniej pokazuje, że ma też inną stronę.
Chce rozmawiać.
Chce dawać ludziom coś autentycznego.
Chce używać swojej rozpoznawalności nie tylko do promowania siebie, ale też do tworzenia treści, które mają dla niej sens.
Telewizja śniadaniowa mogłaby być dla niej przestrzenią, w której łączy energię, doświadczenie życiowe i kontakt z widzem.
Jej dotychczasowa droga pokazuje, że nie boi się nowych ról.
Była zawodniczką na światowym poziomie.
Potem zaczęła działać w mediach, pomagać, występować w programach, oceniać innych, a teraz sama wystawia się na ocenę na parkiecie.
To wymaga odwagi innego rodzaju niż sportowa walka.
W oktagonie Joanna znała zasady.
Na parkiecie wciąż musi się ich uczyć.
W telewizji śniadaniowej musiałaby z kolei wejść w rytm rozmowy, spontaniczności i codziennego kontaktu z widzem.
Wydaje się jednak, że właśnie takie wyzwania ją napędzają.
Nie przypadkiem po 37 punktach w „Tańcu z gwiazdami” nie mówi o tym, że jest zadowolona i wystarczy.
Mówi o finale.
Mówi o marzeniach.
Mówi o kolejnych planach.
Taki sposób myślenia wyniosła ze sportu.
Tam każdy sukces był tylko etapem.
Każda wygrana otwierała drogę do następnej walki.
Każdy tytuł wymagał obrony.
Dziś ta mentalność nadal w niej jest, choć cele się zmieniły.
Zamiast pasa mistrzowskiego pojawia się finał tanecznego show.
Zamiast walki w klatce — fokstrot, cha-cha i kolejne choreografie.
Zamiast sportowego kalendarza — plany na kawiarnię, telewizję, Everest, Dakar i licencję na śmigłowiec.
Jedno pozostaje jednak takie samo: Joanna Jędrzejczyk nie lubi stać w miejscu.
Jej udział w „Tańcu z gwiazdami” pokazuje też, że chce być widziana szerzej niż tylko przez pryzmat sportu.
Przez lata publiczność znała ją jako mistrzynię.
Osobę, która wychodziła do walki z ogromną pewnością siebie.
Postać twardą, zdeterminowaną i bezkompromisową.
Teraz ma szansę pokazać lekkość, emocje, niepewność, pracę nad ciałem w zupełnie inny sposób i swoje poczucie humoru.
To dla niej ważne, bo sama mówi, że program pozwala pokazać różne strony osobowości.
Nie musi już udowadniać, że jest mistrzynią sportu.
To już zrobiła.
Teraz może odkrywać, kim jeszcze chce być.
Jej wypowiedzi pokazują, że przyszłość widzi bardzo szeroko.
Nie zamyka się w jednej roli.
Nie mówi: byłam zawodniczką, więc teraz będę tylko komentować sport.
Nie mówi: występuję w telewizji, więc to wystarczy.
Nie mówi: jestem emerytką, więc odpoczywam.
Mówi: chcę pracować, tworzyć, kreować i spełniać marzenia.
W tym sensie jej sportowa emerytura jest bardziej aktywna niż zawodowe życie wielu osób.
Tylko forma tej aktywności się zmieniła.
Dawniej była podporządkowana treningom i walkom.
Dziś może być bardziej różnorodna.
Kawiarnia to spełnienie bardziej osobistego marzenia.
Licencja na śmigłowiec to nauka czegoś wymagającego i prestiżowego.
Mount Everest to granica ludzkiej wytrzymałości.
Rajd Dakar to ekstremalna przygoda.
Telewizja śniadaniowa to kontakt z ludźmi, rozmowa i obecność w codzienności widzów.
Każdy z tych planów odsłania inną część Joanny Jędrzejczyk.

Przedsiębiorczą.
Odważną.
Ambitną.
Medialną.
Wrażliwą.
Nienasyconą życia.
Nic dziwnego, że nie chce ograniczać się do jednego pomysłu.
Po latach kariery sportowej ma przed sobą czas, w którym może wybierać.
A wybiera rzeczy mocne, wymagające i widoczne.
Nawet jej marzenie o telewizji śniadaniowej nie brzmi jak spokojna posada.
Ona chce wnieść tam własną prawdę.
Transparentność.
Wrażliwość.
To pokazuje, że zależy jej na autentyczności.
Nie chce być tylko znaną twarzą w studiu.
Chce być sobą.
To szczególnie ważne w jej przypadku, bo przez lata budowała markę osoby, która mówi wprost i nie udaje kogoś innego.
Ta cecha może być w telewizji dużą siłą, jeśli zostanie dobrze wykorzystana.
W „Tańcu z gwiazdami” już teraz widzowie oglądają jej przemianę.
Zawodniczka przyzwyczajona do kontroli musi zaufać partnerowi i choreografii.
Kobieta, która przez lata trenowała ciało do walki, musi nauczyć je miękkości i rytmu.
Osoba, która zna smak mistrzostwa, musi zaakceptować pierwsze tygodnie pełne błędów i krytyki.
To nie jest łatwe.
Ale trzeci odcinek pokazał, że Jędrzejczyk potrafi wykorzystać presję.
Po słabszym początku przyszło odbicie.
37 punktów i pochwała Rafała Maseraka za największy postęp tygodnia mogły być dla niej sygnałem, że naprawdę idzie w dobrą stronę.
A skoro idzie, chce dojść jak najdalej.
Finał programu byłby dla niej kolejnym spełnionym celem.
Nie sportowym, ale emocjonalnym i osobistym.
Pokazałby, że była mistrzyni potrafi odnaleźć się także tam, gdzie nie liczy się cios, siła i strategia walki, tylko elegancja, rytm i wyczucie.
Joanna Jędrzejczyk wyraźnie nie chce być zamknięta w przeszłości.
Sportowa kariera jest jej fundamentem, ale nie jedyną definicją.
Dziś buduje nową opowieść.
O kobiecie, która zakończyła wielki etap, ale nie straciła apetytu na życie.
O mistrzyni, która nadal lubi wyzwania.
O emerytce sportowej, która planuje więcej niż wiele osób na początku drogi.
O osobie, która chce spełniać marzenia nie po cichu, lecz odważnie.
Jej słowa pokazują też, że szczęście po zakończeniu kariery nie musi oznaczać odsunięcia się od świata.
Może oznaczać wolność.
Możliwość decydowania, co dalej.
Możliwość wyboru projektów, które naprawdę dają radość.
Możliwość odkrywania nowych pasji bez presji sportowego wyniku.
Ale w przypadku Joanny presja i tak gdzieś zostaje.
Nie jako ciężar, lecz jako napęd.
Widać to w „Tańcu z gwiazdami”.
Widać to w marzeniu o finale.
Widać to w planach tak wymagających jak Everest czy Dakar.
Ona nadal chce przekraczać granice.
Tyle że dziś sama wybiera, które.
Najbardziej zaskakujące dla części widzów może być jej marzenie o śniadaniówce.
Bo telewizja śniadaniowa kojarzy się z zupełnie inną energią niż MMA.
Tam trzeba umieć rozmawiać o emocjach, codzienności, relacjach, zdrowiu, kulturze, życiu i zwykłych sprawach widzów.
Ale Jędrzejczyk najwyraźniej widzi w tym przestrzeń dla swojej szczerości.
Chce dawać ludziom prawdę.
Chce być transparentna.
Chce pokazywać wrażliwość.
To może być naturalny kolejny krok po latach, w których była widziana głównie jako wojowniczka.
Teraz chce być kimś więcej.
I właśnie o tym jest jej obecny etap.
Nie o jednej roli.
Nie o jednym programie.
Nie o jednym marzeniu.
O budowaniu życia po mistrzostwie.
Życia, w którym jest miejsce na parkiet, kamerę, kawiarnię, śmigłowiec, góry i rajd.
Brzmi jak bardzo długa lista, ale jeśli ktoś zna Joannę Jędrzejczyk, wie, że ona nie boi się dużych celów.
Przez lata udowadniała to w sporcie.
Teraz chce udowadniać to poza nim.
A „Taniec z gwiazdami” jest tylko jednym z dowodów, że nie wybiera łatwych dróg.
Mogła pozostać w bezpiecznej strefie eksperckiej.
Mogła komentować sport, występować okazjonalnie i unikać sytuacji, w których ktoś ocenia jej błędy.
Zamiast tego weszła na parkiet, gdzie każdy krok jest widoczny.
I po trudnym początku zaczęła robić postępy.
To pokazuje, że nadal działa według zasady: pracować, poprawiać się, iść dalej.
Dlatego jej marzenie o finale nie brzmi jak pusta deklaracja.
Brzmi jak cel zawodniczki, która znalazła nową arenę.
Tym razem nie ma rękawic.
Jest taniec.
Nie ma sędziego walki.
Są jurorzy.
Nie ma oktagonu.
Jest parkiet.
Ale emocje związane z wyzwaniem pozostają bardzo podobne.
Joanna Jędrzejczyk wciąż chce wygrać z własnymi ograniczeniami.
I właśnie dlatego jej plany na przyszłość budzą takie zainteresowanie.
Bo pokazują, że po zakończeniu wielkiej kariery można nie tylko zaczynać od nowa, ale zaczynać z rozmachem.