Barbara Bursztynowicz nie ukrywa, że praca wciąż daje jej ogromną satysfakcję, ale nie jest to jedyny powód, dla którego pozostaje aktywna zawodowo. 72-letnia aktorka powiedziała wprost, że nie może spokojnie oprzeć swojego życia na emeryturze, bo świadczenia są zbyt niskie, by zapewnić godne funkcjonowanie. Jej słowa brzmią gorzko, zwłaszcza że dotyczą problemu, z którym mierzy się wiele osób po latach pracy.
Barbara Bursztynowicz od lat jest obecna w polskim świecie artystycznym.
Widzowie dobrze znają ją z ról ekranowych, teatralnych i telewizyjnych.
Choć mogłaby już dawno skupić się wyłącznie na odpoczynku, nadal pozostaje aktywna zawodowo.
Nie traktuje pracy jak przykrego obowiązku.

Wręcz przeciwnie.
Aktorka podkreśla, że lubi swoje zajęcia i czuje się potrzebna, kiedy może działać.
Ale w najnowszej wypowiedzi przyznała też coś, co pokazuje mniej kolorową stronę życia po siedemdziesiątce.
Pracuje nie tylko dlatego, że chce.
Pracuje również dlatego, że musi.
Powodem są pieniądze.
Bursztynowicz wprost powiedziała, że jej emerytura nie pozwalałaby na godne życie.
Nie chciała podawać konkretnej kwoty, ale jasno zaznaczyła, że świadczenia są zbyt niskie, by można było się z nich utrzymać bez dorabiania.
„Nigdy nie mogłam polegać na emeryturze. One są małe, więc pracuję nie tylko dlatego, że chcę, ale też dlatego, że muszę sobie do tej emerytury dorobić. Nie ma sensu podawać kwoty, wystarczy powiedzieć, że one są za małe, żeby przeżyć” — zdradziła Barbara Bursztynowicz.
Te słowa są bardzo mocne.
Nie ma w nich narzekania dla samego narzekania.
Jest konkretna prawda o sytuacji osoby, która mimo wieku i dorobku nadal musi myśleć o zarabianiu.
Aktorka nie ukrywa, że praca daje jej radość, ale jednocześnie nie pozwala udawać, że finanse nie mają znaczenia.
Dla wielu jej rówieśników to bardzo znajomy problem.
Emerytura często okazuje się niewystarczająca, nawet po latach aktywności zawodowej.
W przypadku osób ze świata kultury sytuacja bywa szczególnie trudna.
Praca artystyczna nie zawsze oznacza stabilność, etat, regularne wpływy i wysokie składki.
Dlatego wielu aktorów, muzyków i twórców po latach kariery mówi wprost, że świadczenia nie odpowiadają wyobrażeniom widzów o życiu znanych osób.
Bursztynowicz nie buduje wokół siebie mitu luksusu.
Nie udaje, że popularność automatycznie oznacza finansowy spokój.
Przeciwnie.
Mówi jasno, że nie mogła polegać na emeryturze i musi dorabiać.
Jednocześnie 72-letnia aktorka nie chce, by jej wiek stał się etykietą, która ogranicza ją zawodowo i społecznie.
Bursztynowicz od dawna podkreśla, że nie lubi prostych granic między dorosłością a starością.
Szczególnie zależy jej na tym, by kobiety w pewnym wieku nie były automatycznie spychane na margines.
Przed rozpoczęciem swojej przygody z programem „Taniec z gwiazdami” mówiła o tym bardzo otwarcie.
„Chciałabym, żeby nie było takich granic między dorosłością i starością. Nazwę to starością chociaż, unikam tego słowa, bo my w pewnym wieku kobiety nie jesteśmy stare” — zaznaczała w rozmowie z „Super Expressem”.
To wyznanie pokazuje, że dla Bursztynowicz temat wieku jest czymś znacznie szerszym niż tylko metryka.
Nie chce być postrzegana przez pryzmat liczby lat.
Nie chce, by ktoś z góry zakładał, co może, czego nie powinna, na co jest „za późno” i jak ma wyglądać życie kobiety po siedemdziesiątce.
Jej obecność w „Tańcu z gwiazdami” była właśnie takim gestem.
Pokazaniem, że marzenia, ruch, scena i nowe wyzwania nie są zarezerwowane wyłącznie dla młodych.
Aktorka mówiła, że kobiety w jej wieku nadal są bardzo chętne do życia.
Nie chcą być zamykane w samotności, ciszy czy stereotypowym obrazie starości.
Chcą uczestniczyć w świecie, być blisko innych ludzi i mieć głos.
„My jesteśmy jeszcze bardzo, bardzo chętne do życia we wspólnocie z innymi i młodymi i dojrzałymi osobami, które mają tyle empatii, ciepła i wrażliwości, że chciałaby, żeby ich głos też zabrzmiał, a nie mają na tyle sił albo nie mają możliwości. Ja z racji tego, że jestem osobą popularną, mogę powiedzieć o sobie” — kontynuowała.
W tych słowach słychać nie tylko osobiste wyznanie, ale też próbę zabrania głosu w imieniu innych kobiet.
Bursztynowicz rozumie, że jako osoba znana może powiedzieć głośno to, czego wiele osób nie ma siły albo możliwości powiedzieć publicznie.
Może pokazać, że dojrzałość nie oznacza końca.
Może też przypomnieć, że za uśmiechem i aktywnością często kryją się bardzo realne trudności.
Jedną z nich jest właśnie emerytura.
Aktorka nie ukrywa, że świadczenie nie wystarcza na spokojne życie.
To stawia jej wypowiedź w zupełnie innym świetle.
Z jednej strony mamy kobietę, która chce działać, tańczyć, pracować i być obecna.
Z drugiej — osobę, która musi nadal zarabiać, bo system nie zapewnia jej finansowego bezpieczeństwa.
To połączenie pasji i konieczności bywa gorzkie.
Bursztynowicz nie rezygnuje z aktywności, ale jasno mówi, że nie wszystko wynika z wolnego wyboru.
Nie jest tak, że pracuje wyłącznie dlatego, że kocha scenę.
Pracuje też dlatego, że bez tego trudno byłoby jej przeżyć na odpowiednim poziomie.
To wyznanie może zaskakiwać część widzów.
Osoby publiczne często są postrzegane jako ludzie, którzy nie mają finansowych problemów.
Występy w telewizji, rozpoznawalność i wieloletnia kariera tworzą wrażenie stabilizacji.
Rzeczywistość bywa jednak zupełnie inna.

Barbara Bursztynowicz powiedziała to bez upiększeń.
Emerytury są zbyt małe.
Nie ma sensu podawać kwoty.
Wystarczy powiedzieć, że za małe, by przeżyć.
To zdanie brzmi jak oskarżenie wobec rzeczywistości, w której wiele osób starszych musi wybierać między odpoczynkiem a koniecznością dalszej pracy.
Aktorka nie przedstawia siebie jako ofiary.
Nie prosi o współczucie.
Raczej pokazuje fakt, z którym musi funkcjonować.
I jednocześnie próbuje nie pozwolić, by wiek odebrał jej siłę.
Właśnie dlatego tak mocno mówi o tym, że kobiety w jej wieku nie są stare.
Nie chodzi tylko o dumę.
Chodzi o prawo do obecności.
Do pracy.
Do głosu.
Do marzeń.
Do bycia traktowaną jak pełnoprawna uczestniczka życia społecznego i zawodowego.
Bursztynowicz pokazuje, że można mówić o starzeniu się bez wstydu, ale też bez udawania, że wszystko jest łatwe.
Jej sytuacja ma jeszcze jeden ważny wymiar.
W codziennym życiu aktorkę wspiera ukochany mąż, Jacek Bursztynowicz.
Para jest ze sobą związana od blisko pięciu dekad.
To ogromny staż, szczególnie w świecie, w którym relacje często rozpadają się pod presją czasu, pracy i codziennych problemów.
Wsparcie bliskiej osoby może mieć ogromne znaczenie, gdy trzeba mierzyć się z finansową niepewnością, zawodowymi obowiązkami i presją wieku.
Barbara Bursztynowicz nie jest więc sama.
Ma obok siebie człowieka, z którym przeszła przez wiele etapów życia.
Ale nawet takie wsparcie nie zmienia faktu, że emerytura nie zapewnia jej poczucia bezpieczeństwa.
To właśnie w tej sprzeczności tkwi siła jej wypowiedzi.
Z jednej strony miłość do pracy i życie u boku bliskiego człowieka.
Z drugiej — konieczność dorabiania, bo świadczenie nie wystarcza.
Aktorka nie chce zatrzymywać się tylko dlatego, że ma 72 lata.
Nie chce być odkładana na bok.
Nie chce, by ktoś patrzył na nią wyłącznie przez pryzmat wieku.
Ale jednocześnie mówi gorzko o finansach.
Nie ukrywa, że musi nadal pracować.
Takie słowa mogą być ważne dla wielu ludzi, którzy są w podobnej sytuacji, choć nie mają nazwiska znanego z telewizji.
Bursztynowicz, mówiąc o sobie, otwiera temat szerszy niż jej własna emerytura.
Dotyka problemu godnego życia po latach pracy.
Pokazuje, że aktywność zawodowa po siedemdziesiątce może być wyborem, ale bardzo często bywa koniecznością.
W jej przypadku oba powody istnieją jednocześnie.
Lubi pracować.
Chce być obecna.
Czuje, że wciąż ma coś do powiedzenia i pokazania.
Ale nie może też pozwolić sobie na pełne oparcie życia wyłącznie na emeryturze.
To nie jest komfortowa sytuacja.
Zwłaszcza dla osoby, która przez dekady była aktywna zawodowo i zbudowała rozpoznawalność.
Słowa Bursztynowicz wybrzmiewają tym mocniej, że padają w momencie, gdy aktorka nadal stara się udowadniać, że wiek nie musi zamykać drzwi.
Jej udział w medialnych projektach i gotowość do nowych wyzwań pokazują energię, ale pod spodem jest też bardzo praktyczna motywacja.
Trzeba pracować, bo emerytura jest zbyt mała.
To proste, gorzkie i dla wielu ludzi boleśnie znajome.
Bursztynowicz nie chce jednak, by rozmowa o wieku sprowadzała się wyłącznie do problemów.
Podkreśla, że kobiety w jej wieku nadal chcą żyć we wspólnocie z innymi.
Chcą być słyszane.
Chcą uczestniczyć w świecie młodszych i dojrzałych ludzi.
Chcą, by ich doświadczenie nie było traktowane jak ciężar, ale jak wartość.
To bardzo ważny głos w dyskusji o starzeniu się.
Bo starość często bywa przedstawiana jako wycofanie, samotność i brak sprawczości.
Barbara Bursztynowicz pokazuje inny obraz.
Kobiety, która nadal chce działać.
Która nie odcina się od życia.
Która ma świadomość trudności, ale nie chce dać się zamknąć w stereotypie.
Jednocześnie mówi prawdę o emeryturze.
Nie słodzi.
Nie upiększa.
Nie udaje, że wszystko jest w porządku.
To właśnie sprawia, że jej wypowiedź brzmi tak autentycznie.
Nie ma w niej pozowania na bohaterkę.
Jest szczerość osoby, która zna swoją sytuację i nie boi się powiedzieć, że systemowe świadczenie jest niewystarczające.
Dla wielu fanów może to być bolesne zderzenie z rzeczywistością.
Aktorka znana z ekranów, mająca za sobą lata pracy i rozpoznawalność, nadal musi dorabiać.
Jeśli tak wygląda sytuacja osoby publicznej, łatwo sobie wyobrazić, jak trudna może być codzienność tych, których głosu nikt nie słyszy.
Bursztynowicz właśnie o nich także mówi między wierszami.
O kobietach, które mają empatię, ciepło i wrażliwość, ale nie zawsze mają siłę lub możliwości, by zaistnieć publicznie.
O osobach starszych, które wciąż chcą żyć aktywnie, ale zderzają się z ograniczeniami finansowymi.
O wszystkich, którzy nie chcą być nazywani starymi tylko dlatego, że przekroczyli pewien wiek.
Jej własna historia łączy w sobie dumę, pracowitość i gorycz.
Dumę z tego, że nadal może być aktywna.
Pracowitość, bo nie rezygnuje z zawodowych obowiązków.
I gorycz, bo emerytura nie daje jej poczucia bezpieczeństwa.
Barbara Bursztynowicz nie zamierza się zatrzymywać.

Ale po jej słowach trudno udawać, że chodzi wyłącznie o pasję.
Pasja jest ważna.
Miłość do pracy też.
Jednak za kulisami jest również zwykła ekonomia.
Rachunki, codzienne potrzeby i świadomość, że comiesięczne świadczenie nie wystarcza.
Aktorka powiedziała to wprost i bez kalkulacji.
„One są za małe, żeby przeżyć” — ta fraza zostaje w głowie najdłużej.
Bo brzmi jak prawda, której wiele osób nie chce słyszeć, ale którą tysiące emerytów zna z własnego życia.